Milion dla każdego

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2014-09-26 00:00

Od początku ludzkości jednym z naszych naturalnych pragnień jest zapewnienie sobie jak najlepszego bytu jak najmniejszym wysiłkiem.

Z tego pnia wyrasta ponadczasowa popularność loterii, które organizowano już w starożytności. Na przykład rzymscy cesarze w przypływie świątecznego humoru losowali między wiernymi sługami majątki lub niewolników. Upłynęło jednak sporo wieków, zanim rozwiązano elementarny problem — kto ma finansować wygrane. W epoce Renesansu ukształtował się system, który w rozmaitych formach organizacyjnych i ustrojowych obowiązuje do dziś. Kupujący losy lub zakłady gracze robią zrzutkę, organizator zaś część pieniędzy zwraca nielicznym szczęśliwcom w formie wygranych, z reszty pokrywa swoje koszty i podatki, a dochód może przeznaczać na różne cele. Wszelkie gry liczbowe i loterie są fantastycznym biznesem, zarabianiem pieniędzy wprost z obracania pieniędzmi. Dlatego każda władza stara się jakoś trzymać ten sektor w ryzach — bezpośrednio w rękach państwa przez koncesjonowanie lub wysokie opodatkowanie.

Szczęście czeka za rogiem. Współcześni klienci Totalizatora Sportowego mają do dyspozycji ponad 12,5 tys. kolektur — to jedna z największych sieci handlowych w kraju.

Loteryjny monopol patriotyczny

Ten wstęp był niezbędny dla zarysowania losów gier pieniężnych w Polsce. Zdążyły się rozwinąć jeszcze u schyłku I Rzeczypospolitej. Pierwszą klasyczną loterię przeprowadzono w 1748 r. na cele dobroczynne. Natomiast w 1768 r. usankcjonowano prawnie loterię liczbową zwaną genueńską, będąca babką współczesnego Lotto. W tamtej epoce większą popularnością cieszyły się jednak loterie klasyczne, czyli po prostu ciągnięcie losów z konkretnymi numerami. Były łatwiejsze organizacyjnie, zwłaszcza w dozorze i zapewnieniu im uczciwości, która od początku tego biznesu jest największym jego problemem. Podczas zaborów oczywiście funkcjonowały na polskich ziemiach odrębne systemy loteryjne Rosji, Prus i Austrii. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości uregulowanie loterii uznano za jeden z prawnych priorytetów młodego państwa. 26 marca 1920 r. uchwalono ustawę w przedmiocie urządzania loterii i założenia Polskiej Państwowej Loterii Klasowej. Cały jej zysk zasilał budżet państwa na takich samych zasadach jak wpływy z innych przedsiębiorstw monopolowych. Po kilkunastu latach doświadczeń nowa ustawa powołała w 1936 r. Polski Monopol Loteryjny (PML). Oprócz rygorystycznego przestrzegania monopolu w II Rzeczypospolitej prowadzenie i uczestniczenie w loteriach stało się przejawem patriotyzmu gospodarczego. Polaków przestrzegano przed udziałem w loteriach zagranicznych, z drugiej zaś strony — obcokrajowcy nie mieli prawa kupowania losów w loteriach polskich. Chodziło o niewyprowadzanie pieniędzy z kraju.

Najpierw zakłady piłkarskie

Druga wojna światowa i okupacja ziem polskich zarówno przez hitlerowskie Niemcy, jak i stalinowski Związek Radziecki to w historii gier i loterii czarna dziura. Po wojnie wznowił działalność PML, ale w ograniczonym zakresie, jako że łatwe zdobywanie wielkich pieniędzy zderzało się ideologicznie z marksistowsko-leninowskim kanonem „bez pracy nie ma kołaczy”. Notabene spółka PML już w dzisiejszych czasach nie wytrzymała konkurencji i znalazła się w stanie likwidacji. W epoce PRL dopiero z polityczną odwilżą zaistniały warunki do powstania całkiem nowego podmiotu — Totalizatora Sportowego (TS). W okresie planu sześcioletniego 1950-55 wydatki państwa nastawione były na przemysł ciężki i zbrojenia, nikomu nie przychodziło do głowy inwestowanie w bazę sportową. Z drugiej strony władza zorientowała się, że sukcesy sportowe można doskonale wykorzystać propagandowo. Dlatego w końcu 1955 r. Prezydium Rządu podjęło uchwałę, a w ślad za nią wydane zostało 25 stycznia 1956 r. zarządzenie przewodniczącego Głównego Komitetu Kultury Fizycznej o powołaniu państwowego przedsiębiorstwa Totalizator Sportowy. Przedmiotem jego działania stało się „organizowanie, przeprowadzanie i rozliczanie zakładów na odgadnięcie wyników imprez sportowych krajowych, międzypaństwowych i międzynarodowych w dowolnych dyscyplinach sportu”, dochody zaś miały finansować inwestycje sportowe. TS już 18 marca 1956 r. objął pierwszymi zakładami polską ligę piłkarską. Zagraniczne na początku nie wchodziły w grę nie tylko z powodów ideologicznych, lecz i praktycznych. Zakłady nie cieszyły się jednak spodziewanym zainteresowaniem, ponieważ na piłce trzeba się trochę znać. Od 1959 r. TS dodał do oferty grającą w zimie ligę angielską, a od 1964 r. włączył się do systemu Intertoto, czyli rozgrywek specjalnie organizowanych podczas wakacji, by w europejskich totalizatorach było co obstawiać.

Ideologia limituje wygrane

Polityczne przemiany października 1956 r. umożliwiły TS podjęcie rewolucyjnej decyzji o uruchomieniu Toto-Lotka, czyli losowania 6 z 49 numerków. Pierwsze odbyło się w styczniu 1957 r. Żeby utrzymać wizerunkowy związek ze sportem, poszczególnym numerom przypisano alfabetycznie dyscypliny lub lekkoatletyczne konkurencje. Listę otwierały z numerem 1 bobsleje, na przykład maraton miał 18, rugby 27, a kończył żużel z 49. Dla graczy była to całkowita abstrakcja, interesowały ich wyłącznie numerki, a o dyscyplinach słyszeli tylko, gdy w radiu lub telewizji podawano wyniki losowania. Toto-Lotek błyskawicznie zdominował zakłady piłkarskie, ponieważ zagrać mógł każdy. Poza tym, obstawiając zwycięzców meczów, można było wygrać kilkadziesiąt tysięcy złotych, a skreślając przypadkowo sześć krzyżyków — milion, a nawet więcej. W tamtym czasie były to kwoty wręcz kosmiczne, jako że średnia płaca w gospodarce dochodziła do 1,5 tys. złotych. Już w pierwszym roku Toto-Lotka trafiły się wygrane sięgające aż… 3,5 mln zł, co wywoływało szok społeczny. Dlatego władza ideologicznie ograniczyła od maja 1958 r. wysokość wygranej w pojedynczym zakładzie do 1 mln zł. W epoce ręcznego wypełniania kuponów trzeba było zaznaczyć krzyżyki identycznie na trzech odcinkach. Ten z literą C był pokwitowaniem dla gracza, A lądował w skarbcu wojewódzkim TS, a odcinki B zwożono w zaplombowanych woreczkach do centralnego skarbca w Warszawie. Podstawą wypłat pierwszego i drugiego stopnia była zgodność wszystkich trzech odcinków. Papierowy system wręcz zachęcał do prób oszustw, z których najprostszym było fałszowanie odcinka C i domaganie się wypłaty. Gracze wnosili wiele reklamacji, często zasadnych, z drugiej zaś strony TS kierował do prokuratury doniesienia o próbach wyłudzenia pieniędzy. Zdarzyło się też kilka prób oszustw podejmowanych przez… pracowników TS, znających system obiegu i przechowywania odcinków. Młodszym rodzeństwem Toto-Lotka były podobnie skonstruowane gry regionalne, takie jak Syrenka w Warszawie, Lajkonik w Krakowie, Karolinka w Katowicach itp. Niektóre funkcjonowały całkiem udanie i były konkurencją dla Toto-Lotka, ale jednak nie mogły się z nim równać pod względem wysokości wygranych.

Telewizyjna transparentność losowań

Przez szesnaście lat losowania Toto-Lotka odbywały się publicznie w niedziele, podczas przerw w meczach piłkarskich, na festynach i innych imprezach. Osoby z publiczności wyciągały z bębna tulejki i odczytywały numery i przyporządkowane im dyscypliny. Gracze z całej Polski poznawali wyniki dopiero z wieczornych wiadomości radiowych lub telewizyjnych albo z poniedziałkowej prasy. TS niemal od początku zwracał się do Telewizji Polskiej o transmitowanie losowań, ale okazywało się to technicznie niemożliwe. Dopiero w 1973 r. losowania na stałe zostały przeniesione do studia TVP i stały się w pełni transparentne. Uruchomiono wtedy importowaną maszynę losującą, w późniejszych latach wymienianą na nowocześniejsze modele. W 1996 r. losowania przeszły do Polsatu, a w 2010 r. wróciły na antenę TVP Info, przy czym przeprowadzane są przez TS we własnym studiu. Epoka telewizyjna rozpoczęła w latach siedemdziesiątych XX wieku trwające do dzisiaj wzbogacanie oferty TS. Grą najważniejszą był, jest i będzie oczywiście Toto-Lotek, który w 1975 r. przemianowany został na Duży Lotek, a w 2009 r. zmienił nazwę na Lotto. Pojawiły się Mały Lotek, Super Lotek, Express Lotek, rozmaite zakłady specjalne. Na fali kolejnej odwilży politycznej w styczniu 1981 r. znowu zniesiono limit wygranych pierwszego stopnia. Istotną dla graczy zmianą było w 1984 r. przeniesienie głównego losowania Dużego Lotka z niedzieli na sobotę.

Wreszcie w czasie rzeczywistym

Przymiarki do transmisji telewizyjnych trwały długo, ale chyba jeszcze dłużej planowano zmechanizowanie przyjmowania zakładów. W epoce PRL chodziło o wykorzystanie maszyn czytająco-sortujących kupony. Wszystkie projekty zderzały się z barierą niemożności, limitami materiałów, przydziałami zawsze brakujących dewiz etc. Przedsiębiorstwo będące finansową złotą kurą nie było w stanie się unowocześnić. Potrzeba było dopiero przemian ustrojowych, by TS wykonał głęboki skok technologiczny. W 1991 r. wprowadzono do kolektur pierwsze lottomaty firmy GTECH działające w systemie on-line (przyjmowanie zakładów w czasie rzeczywistym). Rynkowe zmiany zawiesiły bardzo wysoko poprzeczkę, ale TS ją przeskoczył. W 1994 r. zakończył prowadzenie zakładów piłkarskich, koncentrując się na grach liczbowych. Hiperinflacja w okresie zmiany ustroju spowodowała, że poziom głównych wygranych przeniósł się z milionów na brzmiące imponująco… miliardy. Z początku lat dziewięćdziesiątych, gdy Duży Lotek losowany był dwa razy w tygodniu, pochodzi słynne hasło reklamowe „Miliard w środę, miliard w sobotę”. Po dokonanej w 1995 r. denominacji dawny 1 mld zł zmienił się w zaledwie 100 tys. zł, z czego wynika, że główne wygrane zarówno na początku istnienia TS, jak i współcześnie są realnie wielokrotnie większe. Niemniej miliard brzmiał tak dumnie… Wkrótce po denominacji, w 1996 r. wprowadzono w Dużym Lotku kumulację, czyli przechodzenie z losowania na losowanie puli przeznaczonej na nagrody pierwszego stopnia, której nikt nie wygrał. Rekordowa kumulacja z 2011 r. wyniosła 56 166 593 zł, ale została podzielona między dwóch szczęśliwców. W 2012 r. największą skumulowaną kwotę trafił jeden gracz — 33 878 496 zł. Od Wigilii w 2013 r. organizowane jest losowanie świątecznej superkumulacji z gwarantowaną wygraną 20 mln zł.

Kusi bardziej niż rajskie jabłko

Państwowe przedsiębiorstwo Totalizator Sportowy przekształcono w jednoosobową spółkę skarbu państwa dosyć późno, dopiero 1 stycznia 1998 r. W następnych latach TS pokonał wiele zakrętów organizacyjnych i kadrowych. Nową umowę z firmami GTECH i Grytek na obsługę systemu on-line zawarto w 2001 r. Od 2007 r. sztandarowy Duży Lotek, czyli obecnie Lotto, losowany jest trzy razy w tygodniu — we wtorek, czwartek i sobotę. Na wygrane pieniężne przeznaczane jest co najmniej 51 proc. łącznej kwoty stawek wpłaconych za udział w grze. W 2011 r. uruchomiono nową platformę ES, która przyspieszyła obsługę graczy, a w przyszłości umożliwi zawieranie zakładów przez internet. Oferta TS obejmuje siedem kuszących propozycji: Lotto, Mini Lotto, Multi Multi, Kaskada, Zdrapki, Joker i Keno, a także prowadzenie toru wyścigów konnych na warszawskim Służewcu. Z badań społecznych wynika, że 40 proc. dorosłych Polaków bardziej lub mniej regularnie próbuje szczęścia w TS. Lotto średnio raz na tydzień kreuje w Polsce nowego milionera, oczywiście w złotych — po przeliczeniu na euro wychodzi mniej. Najważniejsze, że może nim zostać każdy — i posługujący się krzyżykami analfabeta, i głuchy, i obstawiający na chybił-trafił ślepy…