Miliony stron akt w sprawie franka

Szczecińska prokuratura ma zajęcie na 100 lat. Banki wynajmują ciężarówki, żeby dostarczyć akta do śledztwa w sprawie kredytów frankowych

Śledztwa w sprawie Enronu czy piramidy Madoffa to wprawka dla młodego audytora i księgowego wobec wyzwań, z jakimi przyjdzie się zmierzyć śledczym ze Szczecina.

KREDYTY FRANKOWE W PROKURATURZE:
Zobacz więcej

KREDYTY FRANKOWE W PROKURATURZE:

Prokuratorzy wzywają na odsiecz ABW. Żeby poznać akta sprawy potrzeba biegłych księgowych. Najlepiej całej armii Fotolia

W czerwcu ubiegłego roku prokuratura regionalna wszczęła śledztwo w sprawie kredytów frankowych pod kątem oszustw na szkodę klientów banków. Zlecenie poszło z Prokuratury Krajowej na podstawie zawiadomienia złożonego przez stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu.

W marcu tego roku w śledztwo zaangażowała się dodatkowo Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Nie wiadomo, dlaczego prokuratorzy wezwali ją na odsiecz, bo wydaje się, że bardziej przydałaby im się pomoc biegłych księgowych. Najlepiej całej armii.

Problem interpretacyjny

W listopadzie ubiegło roku prokurator nadzorujący śledztwo wysłał do banków „postanowienie o żądaniu wydania rzeczy”. Powołując się na art. 286 Kodeksu karnego (kto dla korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie jej w błąd, podlega karze od 6 miesięcy do 8 lat), zażądał wydania dokumentów dotyczących kredytów udzielonych od 1 lipca 2006 r. do 26 sierpnia 2011 r. Zakres dokumentacji został opisany w 10 punktach. Jedenasty punkt informuje, że prokurator postanowił „zakreślić termin wydania rzeczy — 21 dni od wydania postanowienia”.

Interpretacja pisma ze szczecińskiej prokuratury doprowadziła prawników bankowych do skrajnie różnych wniosków. Jedni przyjęli literalną wykładnię: skoro śledczy chcą wszystkich dokumentów na nośnikach i na papierze, trzeba je do Szczecina dostarczyć. Na szczęście prokuratura zgodziła się wydłużyć termin wysyłki.

— Siedmioosobowy zespół kompletuje materiały od trzech miesięcy. Mamy dwa pokoje zeskanowanej i wydrukowanej dokumentacji — mówi przedstawiciel jednego z banków.

To ponad 50 gigabajtów umów, sprawozdań z posiedzeń zarządów, wzorców umów, materiałów szkoleniowych, wykazów itp. Łącznie ponad 2,5 mln stron. Bank właśnie wynajął ciężarówkę w firmie przewozowej, która dostarczy przesyłkę na miejsce. W innym banku uznano, że wzorce umowne i regulaminy można wysłać mejlem, a „tabelaryczne wykazy” — zapakować w kilka kartonów. Kolejny po prostu zaskarżył decyzję prokuratury, uznając, że jest niewykonalna. Jeden z dużych kredytodawców zaprosił prokuratorów na kwerendę do swoich podziemnych archiwów, gdzie leżą kilometry teczek kredytowych interesujących śledczych.

— Żeby to wszystko przesłać, musielibyśmy wysłać pociąg. Przeciętna teczka kredytobiorcy liczy około 100 stron, co w przeliczeniu na 50 tys. klientów daje 50 mln stron. Ponadto nie możemy wydać oryginałów — musielibyśmy zrobić kopie, co jest awykonalne. Nie wspominając o tym, że jeśli to mają być materiały w sprawie, muszą uzyskać potwierdzenie notarialne, a to są dodatkowe koszty i czas — mówi inny bankowiec.

Jeden z banków średniej wielkości zaskarżył decyzję prokuratury. Obliczył, że pracownik na etacie na kompletowanie dokumentacji, której wydania żąda prokurator, musiałby poświęcić… 42 lata. Kolejne dwa lata zajęłoby mu stemplowanie papierów.

500 tys. świadków

Poprosiliśmy prokuraturę w Szczecinie o interpretację postanowienia. Rzecznik odmówił wyjaśnień i odesłał nas do komunikatu na stronie internetowej, gdzie czytamy, że „śledztwo koncentruje się przede wszystkim na ocenie wzorów umów i procedur przyznawania kredytów”. Zdanie jest równie niejednoznaczne, jak „żądanie wydania”, ponieważ nie można stwierdzić, czy doradca doprowadził klienta do niekorzystnego rozporządzenia mieniem bez prześledzenia konkretnych spraw. A to wymaga wglądu w akta.

Nawet przejrzenie każdej teczki niekoniecznie musi doprowadzić do wyłapania patologicznych przypadków, ponieważ prokuratura koncentruje się tylko na kredytach sprzedanych przez pracowników banków. Tymczasem co roku około 40 proc. sprzedaży hipotek szło przez pośredników, których nazwiska zazwyczaj nie widnieją w dokumentacji kredytowej.

Są tam natomiast podpisy pracowników, którzy w ramach prokury podpisywali hurtowo w imieniu banków stosy teczek. Pytanie, czy ponoszą odpowiedzialność za ewentualne oszustwa sprzedawców. Nawet bez zaglądania w akta pośredników prokuratorów czeka tytaniczna praca. W latach 2006-11 banki podpisały 411 tys. umów kredytów frankowych i 106 tys. kredytów w euro plus kilka tysięcy w jenach i dolarach.

Liczbę kredytobiorców trzeba pomnożyć co najmniej przez dwa, bo na jedną umowę przypadają zazwyczaj 2-3 osoby. Prokuratura zapowiedziała tymczasem przesłuchania kredytobiorców, którzy w tamtych latach zaciągnęli dług hipoteczny. Pytanie, według jakiego klucza będzie ich wzywać. Senator Grzegorz Bierecki (PiS) powiedział tydzień temu w Senacie, że był przesłuchiwany na okoliczność tego śledztwa, choć nie ujawnił, czy jako kredytobiorca. Przesłuchanie 1 proc. dłużników, czyli circa 10 tys. osób, potrwa lata.

42 Tyle lat, jak policzył jeden ze średniej wielkości banków, zajęłoby pracownikowi na ośmiogodzinnym etacie kompletowanie frankowej dokumentacji, której żąda prokuratura.

10 tys. Mniej więcej tylu świadków musiałaby przesłuchać prokuratura, gdyby zdecydowała się na to tylko wobec 1 proc. frankowych kredytobiorców.

OKIEM EKSPERTA
Nie ma miejsca na domysły

ZBIGNIEW DRZEWIECKI, partner w kancelarii Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy

Jeśli ktokolwiek ma podejrzenie, że mogło zostać popełnione przestępstwo, ma wręcz obowiązek poinformowania o tym organów ścigania. Prokuratura, otrzymawszy zawiadomienie, może stosunkowo szybko sprawę umorzyć, jeśli uzna, że zawiadomienie jest całkowicie pozbawione podstaw prawnych i faktycznych. Trzeba jednak przyjąć, że w Stowarzyszeniu Stop Bankowemu Bezprawiu, które je złożyło, są ludzie obyci z tematem kredytów walutowych, m.in. prawnicy, umiejący ocenić, czy istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa. Jeśli tak jest, prokuratura ma obowiązek wszczęcia postępowania. Faktycznie stwierdziła, że należy je prowadzić, występując do banków o wydanie dokumentów. Nie mogę wypowiadać się w sprawie treści pisma wysłanego do banków, ponieważ go nie znam, natomiast prokuratura mogła zawęzić lub sprecyzować swoje żądania dotyczące dokumentacji do banków lub wystąpić z żądaniem o bardzo szerokim zakresie. Z całą pewnością nie powinno ono wymagać interpretacji, lecz być zrozumiałe i możliwe do spełnienia. Być może żądanie jest precyzyjne, a banki bronią się przed wydaniem dokumentów z innych powodów.

Co banki mają wydać prokuraturze

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Miliony stron akt w sprawie franka