Zdaniem prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, Jerzego Millera, prywatne firmy ubezpieczeniowe nie staną się konkurencją dla Funduszu. W ocenie prezesa, błędna jest jednak teoria, że pojawienie się takich ubezpieczeń zwiększy istotnie nakłady na służbę zdrowia i odciąży NFZ.
Podczas poniedziałkowej "Debaty o Zdrowiu", zorganizowanej przez Centrum Multimedialne Foksal, Miller powiedział: "Fundusz nie traktuje prywatnych firm ubezpieczeniowych jak konkurencji. Dla nas będzie to element rynku i wspólnej troski o pacjenta. Nie twórzmy jednak fikcji, że pojawienie się tych prywatnych ubezpieczeń zwiększy nakłady na służbę zdrowia".
Dyrektor Biura Ubezpieczeń Zdrowotnych PZU Życie, Stanisław Borkowski, przyznał, że prywatne firmy ubezpieczeniowe nie są alternatywą dla publicznego płatnika, jakim jest NFZ.
"W ramach prywatnych ubezpieczeń można maksymalnie o 10 procent zwiększyć ilość pieniędzy w systemie ochrony zdrowia, czyli o około 3 mld zł" - zaznaczył Borkowski.
Podobnego zdania jest Miller. "W 1999 roku środki NFZ wynosiły 24 mld zł, teraz zaś ponad 30 mld zł. Ten przyrost jest większy niż ten, który mogą spowodować prywatne firmy ubezpieczeniowe. Zresztą ich celem nie jest przecież zwiększanie nakładów NFZ" - powiedział prezes.
Również wiceminister zdrowia Paweł Sztwiertnia polemizował z opinią prezentowaną przez przedstawicieli prywatnych centrów medycznych, że prywatni ubezpieczyciele będą mogli w przyszłości odciążyć publicznego płatnika, jakim jest Fundusz.
Sztwiertnia nie zgodził się także z tezą, że rozwój sektora prywatnych ubezpieczycieli w Polsce jest nieunikniony. Jego zdaniem, warto wziąć pod uwagę doświadczenia innych krajów. Jak zaznaczył, z danych zawartych w raporcie Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju wynika, że udział ubezpieczeń prywatnych w rynku w państwach OECD to tylko 6,3 proc.
"W takich krajach jak Norwegia czy Dania nie ma w ogóle prywatnych ubezpieczeń. Nieprawdziwa jest więc teza, że im bogatszy kraj, tym więcej osób korzysta z prywatnych firm ubezpieczeniowych. To wszystko zależy od organizacji publicznej służby zdrowia" - podkreślił Sztwiertnia.
Jacek Fiedorowicz z firmy KPMG powiedział natomiast, że we wszystkich krajach Unii Europejskiej jest kombinacja publicznego i prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego.
"W Unii kilka, kilkanaście procent to ubezpieczenie prywatne. Nie jest to jednak wprost uzależnione od stopnia rozwoju gospodarczego danego kraju" - zastrzegł Fiedorowicz.
Dodał, że w Polsce nastąpił już rozwój prywatnej służby zdrowia.
"W ciągu ostatnich 6 lat obserwujemy 12-krotny wzrost liczby konsultacji w prywatnych przychodniach. Zupełnie została sprywatyzowana opieka stomatologiczna" - powiedział.
Sztwiertnia podkreślił, że w ochronie zdrowia bardzo ważny jest aspekt solidarności społecznej.
"Nie można mówić, że nie korzystam z publicznej służby zdrowia, to nie płacę i zabieram swoje pieniądze. To tak samo, jakby ktoś powiedział: mam pieniądze, to mam prywatną policję. Bo prowadzi to do anarchii" - zaznaczył wiceminister.