System automatycznego poboru opłat Viatoll działa już od miesiąca. Przewoźnicy mają różne opinie, ale płatnych dróg nie omijają.
Od 1 lipca 2011 r. uruchomiono elektroniczny system poboru opłat Viatoll, czyli tzw. e-myto. Tym samym zmieniły się zasady korzystania z autostrad, dróg ekspresowych i niektórych odcinków dróg krajowych dla pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony. Rejestrację w systemie Viatoll umożliwiono już 2 maja 2011 r. Do końca lipca Kapsh Telematic Services (KTS) — operator systemu — odnotował 440 tys. rejestracji samochodów ciężarowych (wydano tyle samo urządzeń pokładowych). Jak mówi Dorota Prochowicz, rzecznik prasowy KTS, pokrywa się to z planami. Według danych GUS w Polsce w 2010 r. zarejestrowanych było 2,9 mln samochodów ciężarowych i ciągników siodłowych.
Za przejazd kilometra autostradą lub drogą ekspresową objętych e-mytem trzeba zapłacić 0,20-0,53 zł. W przypadku dróg klasy GP i G 0,16-0,42 zł. Przedstawiciele firm transportowych mieli wiele obaw przed wprowadzeniem systemu. Ale twierdzą, że dróg objętych opłatami nie omijają.
— Korzystanie z systemu wychodzi nawet taniej niż winiety. Jednak wciąż system nie działa na wszystkich drogach, które mają być nim objęte. Dlatego możliwe, że w przyszłości nie będzie to już tak opłacalne jak teraz — ocenia Łukasz Żurek, współudziałowiec firmy transportowej Tornar.
Maciej Deneko współwłaściciel firmy Sprint Transport, przyznaje, że w systemie zarejestrowano wszystkie auta spółki. I twierdzi, że opłaty powodują większe obciążenia finansowe transportu. Część zleceniodawców zwraca jednak opłaty za e-myto, co wymagało nowych umów na świadczenie usług.
Dla niektórych przewoźników gorsze niż opłaty w systemie są koszty przejazdu koncesjonowanymi odcinkami autostrad nie objętych e-mytem. Problem pojawił się choćby na autostradzie A2 między Nowym Tomyślem a Koninem. Na tym 150-kilometrowym odcinku są trzy bramki, na każdej od ciężarówki trzeba płacić 63 zł. Dla przewoźników to za dużo, dlatego szukali dróg alternatywnych.
— W lipcu 2011 r. zanotowaliśmy 45-procentowy spadek natężenia ruchu samochodów ciężarowych na odcinku koncesyjnym, a prognozowaliśmy, że będzie to 50-60 proc. — informuje Zofia Kwiatkowska, rzecznik prasowy Autostrady Wielkopolskiej.
Twierdzi jednak, że tiry już wracają na ten odcinek.
Firma transportowa AB ma 10 samochodów, tygodniowo 3-5 jeździ do Holandii trasą przez A2.
— Dopóki były winiety, wszystko było dobrze. Po 1 lipca ceny, jakich zażądano za przejazd koncesyjnym odcinkiem A2, są zdecydowanie za wysokie. Drogami objętymi Viatollem jeździmy, ale odcinek Nowy Tomyśl — Konin omijamy i będziemy omijać. Dotąd zjeżdżaliśmy z A2 w Golinie, ale od kiedy postawiono tam zakaz, musimy przejeżdżać jedną bramkę koncesyjnego odcinka. Jednak później zjeżdżamy za Wrześnią, aby ominąć następne dwie bramki. Za przejazd w obie strony trzeba zapłacić 378 zł, średnia cena za kilometr to 1,20 zł, a to tylko 300 km. Dla porównania — przejazd przez całe Niemcy kosztuje nas 100 euro — tłumaczy Maciej Sikorski Maciej, prezes firmy AB.