Atmosfera na rynku walutowym już dawno nie była tak gorąca. Złoty stracił na wartości około 2,5 proc. Wszystko dlatego, że zbiegło się kilka wydarzeń. Ślady prowadzą do resortu finansów.
Jeszcze w poniedziałek nikt nie spodziewał się, że przez kolejne dwa dni na naszym rynku walutowym zawartych zostanie tyle transakcji, ile na co dzień zawiera się w ciągu dwóch tygodni. W tym czasie złoty stracił na wartości około 2,5 proc.
Wszystko zaczęło się od publikacji przez agencję Reuters wywiadu, który tygodnik „The Warsaw Voice” przeprowadził z Grzegorzem Kołodką. Minister finansów skrytykował poczynania RPP oraz zapowiedział opóźnienie prezentacji zarysu reformy finansów publicznych (obszerne fragmenty wywiadu prezentujemy obok). Pikanterii wypowiedziom ministra dodał fakt, że wydanie tygodnika z wywiadem ukazuje się w sprzedaży dopiero dzisiaj, a z naszych informacji wynika, że dziennikarze agencji Reuters tekst rozmowy otrzymali z Ministerstwa Finansów. Resort zaprzecza.
— W ministerstwie pracuje ponad 1600 osób. Trudno, abyśmy odpowiadali za wszystkich — mówi Jarosław Skowroński, rzecznik resortu.
Dodaje jednak, że z tekstem wywiadu udzielonego „The Warsaw Voice” miało do czynienia tylko kilka osób, i że na pewno żadna z nich nie przekazała go agencji.
Dealerzy twierdzą, że we wtorek od rana bank inwestycyjny JP Morgan kupował na rynku spore ilości walut. Mówi się o 100 mln USD. Pewności jednak nie ma, gdyż NBP, czuwający nad rynkiem walutowym, nie publikuje takich danych.
Tuż po godz. 12.00 rynek obiegła informacja o opublikowanym przez agencję Reuters wywiadzie. Pojawiły się także plotki o dymisji wicepremiera. Na rynku nie było już zbyt wielu chętnych do sprzedaży walut, a JP Morgan wciąż kupował.
— Miałem wrażenie, jakbym widział interwencję w japońskim stylu. Polityk swoją wypowiedzią próbuje osłabić rodzimą walutę, a później na jego zlecenie ktoś kupuje dolary — mówi jeden z dealerów.
Czy JP Morgan działał na zlecenie resortu finansów — nie wiadomo. Bank nie odpowiedział na nasze pytania. Wiadomo, że blisko współpracuje on z Ministerstwem Finansów, które z kolei nie wykluczyło w tym roku możliwości kupowania na rynku walutowym dolarów i euro, potrzebnych do spłaty zagranicznych zobowiązań Polski.
Dotąd waluty na ten cel kupowane były w banku centralnym. Jego kierownictwo samo sugerowało jednak resortowi finansów, żeby kupował obce waluty na rynku, jeśli chce doprowadzić do zmniejszenia presji wzrostowej złotego.
— Płatności z tytułu obsługi długu zagranicznego w IV kwartale 2002 r. wyniosły około 80 mln USD. Oczekuje się, że w tym kwartale będzie to 100 mln USD. Kwota się zgadza — twierdzą dealerzy.
Resort finansów nie odpowiedział na nasze pytania dotyczące planowanych w tym kwartale płatności związanych z obsługą długu zagranicznego. Nie dowiedzieliśmy się też, czy ministerstwo zlecało komuś zakup walut na rynku. Niektórzy analitycy podkreślają jednak, że to, co stało się we wtorek na rynku walutowym, mogło być jedynie zbiegiem okoliczności. Wczoraj odbył się przetarg 5-letnich obligacji skarbowych, które cieszyły się sporym zainteresowaniem.
— Jeżeli przyjmiemy, że kurs złotego podąża trendem wzrostowym, to osłabienie polskiej waluty tuż przed przetargiem mogło być na rękę uczestniczącym w nim bankom. Dzięki temu zarobią nie tylko na papierach, ale także na różnicy kursowej — mówi jeden z analityków.
— Po prostu duży bank zamknął pozycję w złotych. Wszystko poza tym to plotki — konkluduje Jarosław Skowroński.
Wczoraj po południu złoty nieznacznie odzyskał na wartości. W ciągu dnia cena euro sięgnęła jednak 4,204 zł, a kurs dolara — 3,9277.