Minister kompletuje fachową załogę

Bogdan Tychowski
opublikowano: 2006-07-13 00:00

Ministrowi gospodarki morskiej brakuje nie tylko doświadczenia w branży, ale przede wszystkim pieniędzy dla resortu.

Rafał Wiechecki, 28-letni minister gospodarki morskiej, postanowił wesprzeć się ekspertami. Kilka dni temu powołał zespół ds. biało-czerwonej bandery oraz rozwoju portów morskich. W jego skład weszło 14 osób, będących przedstawicielami przedsiębiorstw gospodarki morskiej, szkolnictwa wyższego oraz polskiej administracji morskiej, a także Agencji Rozwoju Przemysłu, Polskiego Rejestru Statków i Izby Morskiej w Gdyni. Do „drużyny” należą m.in.; Sławomir Bałazy, prezes Żeglugi Polskiej, reprezentujący jednocześnie Związek Armatorów Polskich, Jan Warchoł z Polskiej Żeglugi Bałtyckiej, Wojciech Adamiak z Uniwersytetu Gdańskiego, Czesława Christowa z Akademii Morskiej w Szczecinie, Zbigniew Gomułka, wiceprezes Stoczni Szczecińskiej Nowej i Dariusz Rutkowski, prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście, Andrzej Kasprzak, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdańsk, oraz Marek Popowicz z Agencji Rozwoju Przemysłu.

— Powołanie zespołu świadczy o poważnym podejściu Ministerstwa Gospodarki Morskiej do kwestii przywrócenia biało-czerwonej bandery. Dzięki niemu prace nad powrotem polskich statków pod narodową banderę na pewno zostaną zintensyfikowane. Warto zwrócić uwagę na skład zespołu, który stanowią wyłącznie fachowcy, znakomicie przygotowani merytorycznie do dyskusji na ten temat — mówi Paweł Szynkaruk, dyrektor naczelny PŻM.

Zamiary i siły

Do zadań zespołu należą m.in. analiza i diagnoza obecnego stanu prawnego funkcjonowania armatorów oraz porównanie ze stanem prawnym Unii Europejskiej. Specjaliści będą także przygotowywać i opiniować projekty aktów prawnych, niezbędnych do stworzenia warunków organizacyjnych, prawnych i finansowych do przeflagowania statków, będących własnością kapitału polskiego i zagranicznego, pod polską banderę. Ponadto zespół zajmie się opracowaniem strategii dla portów oraz opracowaniem strategii rozwoju żeglugi, przemysłu stoczniowego, żeglugi śródlądowej, edukacji morskiej i współpracy naszej gospodarki morskiej z Unią Europejską. Plany są ambitne, pozostaje tylko pytanie, czy zespołowi wystarczy sił i… ministerialnych pieniędzy, których na razie nie ma.

Pieniądze i ludzie

Powołanie zespołu to jedna sprawa, ale najważniejszym zadaniem nowego ministra jest zorganizowanie mocnego, kompetentnego resortu, obsadzonego przez ludzi, którzy znają problemy gospodarki morskiej. Z informacji, jakie docierają z ministerstwa, wynika, że na razie toczy ono nieustanną walkę o pieniądze na statutową działalność.

Następnym krokiem powinno być zatrudnienie fachowców, specjalistów i ekspertów od spraw morskich, którzy pomogliby wprowadzić podatek tonażowy oraz pozostałe ustawy podatkowe i ubezpieczeniowe, zachęcające rodzimych armatorów do powrotu pod polską banderę. Nowe ministerstwo powinno też przejąć zarządzanie żeglugą śródlądową od czterech innych resortów oraz rybołówstwem od resortu rolnictwa. Powinno również zabiegać o odszkodowania za okresy ochronne i o zwiększenie limitów połowowych dla polskich rybaków, a także nadzorować rozbudowę infrastruktury wokół portów. Do zadań nowego resortu należy też uregulowanie systemu połowów zagranicznych jednostek rybackich na polskich wodach terytorialnych.

Do zrobienia jest tak dużo, że w ministerstwie nie bardzo wiedzą od czego zacząć. Nowo powołany zespół ma w tym pomóc, ale z pewnością nie rozwiąże wszystkich problemów branży.