Konkurs na prezesa PKO BP pod znakiem zapytania
Chętnych na posadę szefa PKO BP wprawdzie nie brakuje, ale i tak może być problem z jego wyborem.
Do jutra można składać aplikacje na prezesa i wiceprezesa PKO BP. Chociaż został już tylko jeden dzień, to — jak wynika z naszych informacji — wciąż nie zapadła decyzja, komu oddać najważniejszą wakującą posadę. Konkurs konkursem, ale przecież tajemnicą poliszynela jest, że do wyboru prezesa dochodzi przez wskazanie faworyta dogadanego wcześniej z właścicielem, czyli resortem skarbu. Sęk w tym, że przy obecnej edycji jeszcze nikt po słowie z resortem skarbu nie jest.
Minister nie ma głowy...
— Minister Grad ma ostatnio na głowie inne sprawy niż obsada wakujących stanowisk w PKO BP — mówi anonimowo osoba zbliżona do resortu.
Konkurs wypadł w kiepskim momencie. Po pierwsze — ministerstwo skarbu od tygodni zajmuje się przede wszystkim sprzedażą stoczni. Po drugie — trwają wakacje i zarówno kandydaci do stanowisk w banku, jak i decydenci porozjeżdżali się na urlopy. Czasu na negocjacje było więc mało. Po trzecie — nie bardzo wiadomo, z kim o personaliach rozmawiać, bo nad Aleksandrem Gradem wisi topór zapowiedzianej przez premiera dymisji. Co z tego, że ktoś ułoży się z nim dzisiaj co do swojej kandydatury, kiedy wkrótce może zmienić się minister, i faworyt poprzednika będzie musiał za jakiś czas się pakować. Przykład Jerzego Pruskiego, ostatniego szefa PKO BP, zdymisjonowanego przez radę nadzorczą, pokazuje, że dobrze mieć walizkę pod ręką, nawet gdy objęło się fotel z namaszczenia właściciela.
I wreszcie, last but not least, jest jeszcze problem rady nadzorczej. 31 sierpnia zbiera się nadzwyczajne walne PKO BP, które ma się zająć wymianą składu nadzorującego bank gremium. Ile osób odejdzie i kto zajmie ich miejsce? Nie wiadomo, a z punktu widzenia kandydatów dobrze byłoby wiedzieć, bo to przecież rada będzie przesłuchiwać chętnych do pracy w banku. To niby formalność, ale pod warunkiem, że wszystko zostało wcześniej umówione.
— Sytuacja wygląda tak, że jest kilku mocnych kandydatów, popieranych przez poszczególne frakcje. O żadnym z nich nie można powiedzieć, że jest pewniakiem — mówi nasz rozmówca.
...kandydat pewności
Tymczasem żaden poważny menedżer nie zaproponuje swojej kandydatury, nie mając pewności, że pracę w banku dostanie.
— To jest kwestia wiarygodności. Nie chodzi przecież tylko o obsadę jednego stanowiska. Ktoś, kto ma zostać prezesem, musi mieć ze sobą zespół ludzi, których wprowadzi do banku. Trudno im potem powiedzieć: sorry, nie udało się — mówi, zastrzegając anonimowość, jeden z kandydatów.
Do obsadzenia są dwa miejsca w zarządzie, lecz spekuluje się, że po wyborze prezesa kierownictwo banku zostanie przemeblowane na jego modłę.
Możliwe, że jeszcze do jutra kwestie personalne PKO BP zostaną uzgodnione, chociaż nasi rozmówcy stawiają takie rozwiązanie pod dużym znakiem zapytania. Niewykluczone więc, że konkurs się odbędzie, lecz nie zostanie rozstrzygnięty. W międzyczasie wyklaruje się sytuacja ministra Grada. Zyska się też czas na rozmowy z kandydatami.
Z naszych informacji wynika, że do dzisiaj żaden poważny menedżer swojej kandydatury nie zaproponował. Być może czekają na ostatni dzień, obawiając się przecieków o przystąpieniu do konkursu. Złożone do jutra oferty zostaną otwarte 25 sierpnia. Wtedy poznamy liczbę kandydatów. Rada nadzorcza będzie ich przesłuchiwać od 1 do 5 września.
Eugeniusz
Twaróg