Minister pracy skazana na sukces

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-02-14 00:00

Jednym z głównych powodów do dumy obecnego rządu jest znaczący spadek bezrobocia (oczywiście oprócz likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, bo to jest zawsze na pierwszym miejscu). Rząd nie chce jednak spocząć na laurach i planuje dużo bardziej radykalną poprawę statystyk. Minister Anna Kalata, przedstawiając plany swojego resortu na ten rok, zapowiedziała, że w nowej ustawie o rynku pracy pojęcie „bezrobotny” zostanie zastąpione przez: „osoba poszukująca pracy”. Jej zdaniem, ograniczy to liczbę nowo rejestrowanych bezrobotnych o 20-30 proc. I ma rację, a nawet można zaryzykować twierdzenie, że to ostrożne szacunki. Ten pomysł jest po prostu skazany na sukces. Na dodatek sprawdzony.

Dziesięć lat temu ówczesny minister pracy Tadeusz Zieliński z dumą prezentował efekty funkcjonowania swojego resortu, między innymi szczycił się spadkiem stopy bezrobocia do nieco ponad 10 proc. Bezrobocie wówczas istotnie spadało, jednak co najmniej równie istotna dla uzyskania takiego wskaźnika była zmiana definicji bezrobotnego. Tym razem można liczyć na podobny sukces. Trudno odmówić temu akurat działaniu minister Kalaty racjonalności (chociaż tak naprawdę sprawdzi się w praktyce), bo stwarza szanse na większą przejrzystość i urealnienie statystyk. Warto jednak pamiętać o jednym — to nie zmieni sytuacji na rynku pracy. Tak jak nie zmieniłaby jej najbardziej statystycznie odczuwalna zmiana — ustawowa likwidacja pojęcia „bezrobocie”.

Aby bezrobocie spadało nie tylko w statystykach, potrzebne są: długotrwały wysoki wzrost gospodarczy, większa elastyczność rynku pracy, zmniejszenie kosztów pracy i podatków. I tu minister wypada już znacznie gorzej. Zapowiadane przez nią starania o zwiększenie płacy minimalnej oraz coroczną waloryzację emerytur to — gdyby pani minister zrealizowała te plany — to większe wydatki z budżetu, na które będą się musieli złożyć podatnicy. Plany usprawnienia funkcjonowania biur pracy brzmią nieźle, ale należy je potraktować z rezerwą, bo Anna Kalata nie jest pierwszą minister pracy, która składa takie obietnice.

Minister pracy nie jest jednak wyjątkiem — wszak Ministerstwo Finansów toczy bój z Unią Europejską o to, jak zapisywać transfery pieniędzy do OFE. A od tego zależy, czy Polska będzie się mogła wykazać niskim deficytem. Zmiana zapisu księgowego nie zmieni sytuacji finansów publicznych, nadal będziemy wydawali za dużo w stosunku do przychodów. Ale lepsze wskaźniki w tabelkach wpływają na polityków kojąco i zniechęcają do rzeczywistych reform. Najłatwiej zmienić ustawę i uznać problem za załatwiony. Złośliwi twierdzą niekiedy, że są trzy stopnie kłamstwa: kłamstwo, wielkie kłamstwo i statystyka. To ostatnie jest dla polityków upajające.