Ministrowi Skarbu pozostał jedynie Orlen i KGHM

opublikowano: 2004-05-24 07:36

Z Jackiem Sochą, ministrem skarbu rozmawiają Jarosław Sroka i Agnieszka Berger

„Puls Biznesu”: W exposé Marek Belka podjął w Pańskim imieniu liczne trudne zobowiązania. Premier przedstawił długą listę sektorów, które ma Pan restrukturyzować, zapowiedział też poprawę jakości nadzoru właścicielskiego i uporządkowanie kwestii reprywatyzacji. Ma Pan przed sobą najwyżej rok na stanowisku ministra skarbu. Jak wyobraża Pan sobie wywiązanie się z tych deklaracji?

Jacek Socha: Wszystkie wymienione w exposé zadania leżą w gestii ministerstwa skarbu, więc jest naturalne, że będę się nimi zajmował. Premier zwrócił się do Sejmu z ofertą zawarcia kontraktu, który ma trwać rok. W ramach tego kontraktu część zadań będzie kontynuowana, a część zostanie doprowadzona do końca. Osoby, z którymi się konsultowałem, były jednomyślne: żeby ten rząd był rządem sukcesu, nie należy rozgrzebywać wszystkiego, lecz załatwić kilka konkretnych spraw.

Czy to przypadkiem nie oznacza, że Pańska rola ograniczy się do zapewnienia przychodów z prywatyzacji na zaplanowanym poziomie, co uczyniłoby z Pana de facto nie ministra skarbu, lecz ministra ds. sprzedaży na giełdzie PKO BP?

Gdyby tak się stało, byłbym pierwszym ministrem od pięciu lat, który wprowadził na giełdę dużą spółkę, dając możliwości inwestycyjne otwartym funduszom emerytalnym (OFE) i sporej grupie drobnych inwestorów krajowych. Pozostawiłbym też następcom ważną ideę, że prywatyzacja w Polsce musi być kontynuowana, bo inaczej grozi nam erozja aktywów OFE i marginalizacja rynku kapitałowego, co będzie rzutowało na sytuację gospodarczą kraju. Była o tym mowa w exposé...

...i w Pańskim wystąpieniu przed sejmową komisją skarbu. Wspominał Pan wtedy, że w ofertach publicznych prowadzonych przez skarb państwa powinny się pojawiać specjalne transze dla OFE. Czy przewiduje Pan takie rozwiązanie w ramach sprzedaży akcji PKO BP?

To nie jest przesądzone, choć z pewnością ta oferta będzie skierowana przede wszystkim do funduszy emerytalnych i polskich inwestorów indywidualnych. Pomysł z transzami dla OFE jest świeży i trzeba go przedyskutować m.in. z komisją skarbu. Chodzi o to, by fundusze mogły obejmować określone pakiety akcji na określony czas. To nie byłaby w pełni swobodna inwestycja.

Na jakim etapie są przygotowania do sprzedaży PKO BP?

W lipcu prospekt emisyjny powinien trafić do KPWiG. Sprzedaż akcji rozpocznie się w październiku lub listopadzie.

Ten proces komplikuje zapowiedź Pana poprzednika, dotyczącą stworzenia narodowej grupy finansowej z udziałem PKO BP i PZU. Na czym polega ta koncepcja?

Jeżeli nawet była przygotowana szczegółowo, to nie będę jej omawiał, bo nie zamierzam jej kontynuować. Między PKO BP a PZU może najwyżej nastąpić tzw. cross sharing (wymiana akcji — przyp. red.) na niewielkim poziomie, ale nie z inicjatywy ministra skarbu. Tworzenie grupy, kiedy synergia jest minimalna, a komplikacji mnóstwo, nie ma sensu. Dlatego idziemy w kierunku upublicznienia PKO BP, a docelowo — po wyjaśnieniu wszystkiego z Eureko — również PZU.

Kilka tygodni temu Przemysław Morysiak, wiceminister skarbu, stanowczo wypowiadał się o PZU. Mówił, że inwestorzy zagraniczni nie sprawdzają się w polskiej rzeczywistości i ostrzegał, że ministerstwo jeszcze raz przyjrzy się tej prywatyzacji. Tymczasem z ocen analityków wynika, że arbitraż z Eureko mamy przegrany. Jaki ma Pan pomysł na rozwiązanie tego sporu?

Jestem ministrem skarbu zaledwie od trzech tygodni. Na razie mogę powiedzieć tylko, że w tym tygodniu dojdzie do spotkania z przedstawicielami Eureko, i że rozmowy muszą być kontynuowane.

Widzi Pan Eureko w roli inwestora strategicznego kontrolującego PZU?

Jestem przed pierwszą rozmową z Holendrami i na razie nie przesądzam żadnego układu.

Jakie daje Pan sobie szanse rozwiązania sporu z Eureko?

Na tym etapie na to pytanie nie da się odpowiedzieć.

BGŻ czeka na podniesienie kapitału. Inwestorzy zagraniczni mówią wprost: układ właścicielski, a przede wszystkim zapisy w statucie, zdecydowanie preferujące skarb państwa, zniechęcają nas do udziału w tej prywatyzacji.

Nie wiem, czy wszystkich zniechęcają...

...ale wpłynęły tylko trzy oferty, podobno dość egzotyczne. EBOR się zastanawia.

Wyznaczony przez walne termin dokapitalizowania BGŻ w celu spełnienia warunków postawionych przez nadzór bankowy upływa z końcem maja. Ponieważ dopięcie tego projektu w tym czasie może okazać się niemożliwe, w porządku obrad WZA znajdzie się projekt uchwały o przesunięciu terminu o miesiąc. Zmiany w statucie częściowo zostały już dokonane, a gdyby okazało się, że inwestorzy, którzy przywiązują dużą wagę do ładu korporacyjnego, np. EBOR, oczekują więcej, jestem gotów o tym rozmawiać ze wszystkimi zainteresowanymi stronami. Pewne jest to, że BGŻ musi być dokapitalizowany, a pierwsza 500-mln transza powinna wpłynąć do końca czerwca.

Jaka ma być w przyszłości rola BGŻ?

Nad długoterminową strategią będziemy się zastanawiać, gdy zniknie zagrożenie wprowadzenia zarządu komisarycznego.

A jeśli nie uda się dogadać z inwestorami, czy widzi Pan możliwość dokapitalizowania BGŻ przez skarb państwa?

Stabilność banku jest sprawą nadrzędną. Nie jest tajemnicą, że był już dokapitalizowany akcjami TP i Orbisu.

Jaki jest Pana stosunek do tego rodzaju operacji?

To bardzo zły kierunek. Ale problem polega na tym, że MSP nie dysponuje gotówką na ratowanie spółek. Pieniądze z prywatyzacji trafiają do budżetu, a środki specjalne na restrukturyzację zostały zmniejszone o 40 proc., co siłą rzeczy sprowadza skarb państwa do roli pasywnego właściciela. Znacznie lepiej byłoby mieć nie akcje, lecz pieniądze, którymi można by podnieść kapitał.

Czy może więc nam Pan obiecać, że za Pańskiej kadencji nie będzie ratowania maruderów akcjami giełdowych spółek z udziałem skarbu państwa?

Oczywiście, że nie mogę tego obiecać. Obiecuję za to, że analiza efektywności ekonomicznej tego rodzaju operacji zostanie przekazana Radzie Ministrów.

W takim razie kogo Pan będzie ra- tował?

Nie ma takiej listy. Jest tylko zobowiązanie rządu dokapitalizowania akcjami wartymi kilkadziesiąt mln zł Krajowej Spółki Cukrowej (KSC), a także Kompanii Weglowej (KW) kwotą 400 mln zł w akcjach płynnych i 500 mln zł — w niepłynnych.

Czy już Pan wie, czym dokapitalizuje KW, bo zapewne będzie Pan to zobowiązanie realizował?

Nie, przedstawię sprawę rządowi.

Chce się Pan z tego wycofać?

Nie mogę się z niczego wycofać. Mam negatywny stosunek do takich operacji, ale działam w określonych warunkach prawnych.

W takim razie, jakie akcje trafią do KW?

Brak w ostatnich latach prywatyzacji ścieżką giełdową praktycznie wyczerpał możliwości skarbu państwa, jeśli chodzi o płynne resztówki. Są dwa wyjątki — KGHM i Orlen. Pytam więc, którą z tych spółek mam wnieść do KW, żeby mogła te akcje sprzedać i zdobyć gotówkę?

Jakie ma Pan zamiary wobec energetyki? Prywatyzacja tej branży praktycznie stanęła. Króluje konsolidacja. Czy będzie Pan ją kontynuował? Czy chce pan dołączyć do BOT i Południowego Koncernu Energetycznego spółki dystrybucyjne, czyli przeprowadzić tzw. konsolidację pionową?

Pracujemy nad rozwiązaniem, które zapewni ujednolicenie poglądów rządu na politykę sektorową. Chcemy uniknąć sytuacji, w której wicepremier i szef resortu gospodarki ma inne spojrzenie na tę kwestię niż jeden z ministrów w resorcie skarbu, który prowadzi jednocześnie restrukturyzację i prywatyzację energetyki. Dlatego w tym rządzie politykę restrukturyzacyjną będzie prowadził, oczywiście w porozumieniu z MSP, minister gospodarki. To on będzie decydował, czy będziemy łączyć firmy poziomo, pionowo, w koncerny czy holdingi.

To znaczy, że konsolidacji pionowej nie będzie, bo resort gospodarki jest jej przeciwny?

Jego rola w tej polityce będzie wiodąca. Właśnie dlatego wolałem odpowiedzieć na to pytanie w nieco inny sposób.

Czy przyspieszy Pan prywatyzację PKE? Jaki termin wchodzi w rachubę?

Doradca będzie wybrany w najbliższych tygodniach. Ten projekt może jeszcze ewoluować w różnych kierunkach, ale jeśli wszystko uda się dopiąć, realna jest połowa przyszłego roku.

To samo dotyczy Enei i PGNiG?

Tak.

Co będzie z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi (PSE)?

Spółka będzie się przygotowywała do debiutu na giełdzie. Rozmawiałem o tym wstępnie z prezesem Dobrzańskim.

Elektrim od dłuższego czasu nie może zorganizować kredytu na zakończenie inwestycji w Zespole Elektrowni PAK. Pojawiają się nawet opinie, że PAK grozi upadłość. Czy w związku z tym bierze Pan pod uwagę możliwość renacjonalizacji tej spółki? A może w rachubę wchodzi wprowadzenie drugiego inwestora, np. PSE albo RAO?

Rozważanie w takiej chwili, co skarb państwa ma zrobić z PAK, byłoby nieodpowiedzialne, bo generowałoby olbrzymią niepewność. Trzeba zrobić wszystko, żeby to finansowanie zostało jak najszybciej dopięte. Spotkałem się w tej sprawie z Elektrimem i PAK oraz otrzymałem pisemne wyjaśnienia.

Co będzie z cukrem? Czy, zgodnie z harmonogramem, zostaną w tym roku zamknięte cztery cukrownie?

Rząd podjął w ubiegłym tygodniu decyzję o dokapitalizowaniu Krajowej Spółki Cukrowej akcjami, żeby mogła zachować płynność. Warunkiem realizacji tej uchwały jest restrukturyzacja. Ale rząd nie mówi, jak ona ma wyglądać. To będzie decyzja zarządu KSC. Zarząd przedstawił plan wygaszenia w tym roku czterech cukrowni wraz z możliwością zatrudnienia ich pracowników w innych cukrowniach. Wynegocjował też w ubiegłym roku pakiet socjalny. Wtedy trzeba było wyraźnie powiedzieć, jak będzie wyglądał proces restrukturyzacji, żeby ludzie pracujący w cukrowniach mieli pełną świadomość, co podpisują. Ale popełniono szereg błędów i nie dziwię się, że w tej sytuacji się buntują. KSC ma dwa tygodnie, żeby się z nimi dogadać.

Włączy Pan Polfę Tarchomin do holdingu farmaceutycznego?

Nie podjąłem jeszcze decyzji.

Wyśle Pan Zelmer na giełdę? Spółka jest gotowa.

W takim razie bardzo proszę. Giełda to właściwy kierunek.

Zapowiada Pan, jak każdy minister skarbu, poprawę jakości nadzoru właścicielskiego. Czy w tym celu przewietrzy Pan zarządy państwowych spółek, zwłaszcza tych mocno upolitycznionych, jak KGHM czy Orlen...?

Gdybym chciał opowiedzieć o wszystkim, co zamierzam zrobić w tych spółkach, byłby z tego drugi wywiad. Zmiany kadrowe muszą być związane z konkretnym celem. W przeciwnym razie to nie ma sensu. Jeśli chodzi o Orlen, mogę tylko powiedzieć, że kategorycznie się domagam, żeby ta spółka zaczęła stosować zasady ładu korporacyjnego przyjęte przez GPW, bo jako jedna z nielicznych tego nie robi.

Czy to ultimatum wobec zarządu?

Nie, to tylko wskazówka, co trzeba poprawić.

A więc nie będzie zmian kadrowych?

Najpierw trzeba określić cele działania. To pozwoli odpowiedzieć na pytanie, z kim można te cele realizować.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface