Ministrowie bronią chemików i rolników

Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Urzędnicy twierdzą, że zaostrzenie norm dla ścieków zrzucanych do rzek wyhamuje rozwój branży chemicznej. Resort rolnictwa sprzeciwia się obarczaniu gospodarstw winą za zanieczyszczenie wód.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak zmiany norm azotu w rzekach mogą wpłynąć na sektor chemiczny
  • jakie zagrożenie niesie zanieczyszczenie wód przez rolnictwo
  • jakie są parametry zasolenia na Odrze i w Kanale Gliwickim i jak kumulują się zanieczyszczenia

Rządowe Centrum Legislacji (RCL) opublikowało uwagi do projektu rozporządzenia określającego plan zagospodarowania dorzecza Wisły. Zapisy dokumentów opracowanych przez Ministerstwo Infrastruktury (MI) budzą wątpliwości innych resortów. Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT) obawia się, że nowe regulacje zaprzepaszczą możliwość rozwoju branży chemicznej, a resort rolnictwa ma wątpliwości dotyczące zapisów i analiz związanych z zanieczyszczaniem wód przez gospodarstwa wiejskie, stosujące nawozy syntetyczne.

„Projektowane rozporządzenie będzie mieć bezpośredni wpływ na funkcjonowanie branży chemicznej, zarówno w zakresie działalności podstawowej, jak i inwestycyjnej (dalsze inwestycje w sektorze chemicznym mogą być [...] zagrożone)” – napisał Piotr Uściński, sekretarz stanu w MRiT.

Resort ma zastrzeżenia nie tylko do projektu, ale także do wydanego już rozporządzenia MI z czerwca ubiegłego roku. Chodzi o zapisy obniżające dopuszczalne normy w wodach powierzchniowych rzek nizinnych dla azotu amonowego - z 0,843 mg/l do 0,45 mg/l - oraz dla azotu ogólnego - z 4,0 mg/l na 3,50 mg/l. Resort rozwoju apeluje o wprowadzenie zapisów dotyczących standardów monitorowania azotu ogólnego oraz odstępstwa od norm dla tej substancji na odcinku Wisły od Sanny do Wieprza.

„Przedsiębiorstwa chemiczne realizują obecnie inwestycje mające na celu ograniczenie kontrolowanych zrzutów azotu, których zakończenie zaplanowano na 2027 rok. Wobec powyższego MRiT wnosi o wprowadzenie derogacji dla azotu ogólnego do 2027 r.” – napisał Piotr Uściński.

Odstępstwo tylko po przekroczeniu norm

Resort infrastruktury poinformował, że standardy monitoringu określa wydane już rozporządzenie z lipca ubiegłego roku. Jego przedstawiciele twierdzą też, że odstępstwo od norm zostało już określone dla przekraczającego normy azotu amonowego. W przypadku azotu ogólnego natomiast Państwowy Monitoring Środowiska nie wykazał przekroczenia norm, więc MI uważa, że wprowadzenie odstępstwa jest niezasadne.

Szkodliwe skutki:
Szkodliwe skutki:
Azot przyczynia się do eutrofizacji, czyli przeżyźnienia wód. Przekroczenie norm może skutkować rozwojem organizmów – nawet toksycznych - powodujących zakwity na powierzchni wód, ograniczenie dostępu światła, wyczerpanie zasobów tlenu w warstwie przydennej, a nawet powstawanie siarkowodoru, który w razie braku tlenu może przedostać się do warstwy powierzchniowej.
Adobe Stock

Zanieczyszczenia z pól trafiają do rzek

Kwestie związane z przedostawaniem się związków azotu do rzek są istotne nie tylko dla producentów z branży chemicznej, ale także dla ich klientów, zwłaszcza rolników. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi sprzeciwia się zapisom projektu określającego zasady zagospodarowania dorzecza Wisły. Domaga się usunięcia fragmentu dokumentu, w którym gospodarstwa rolne zostały obarczone winą za zanieczyszczenie wód płynących do Bałtyku. Chodzi o sformułowania wynikające z raportu z października 2020 r., dotyczącego bilansu ładunków zanieczyszczających odprowadzanych rzekami do morza. Resort żąda wykreślenia fragmentu: „rolnictwo jest bezwzględnie dominującym źródłem biogenów docierających do wód śródlądowych i do Bałtyku”. Autorzy wskazują na silny związek między ilością stosowanych nawozów a ładunkami biogenów trafiających do wód, szczególnie azotu. „Wyniki raportu (…) wskazują, iż: zdecydowanie dominującym i zyskującym na znaczeniu źródłem biogenów odprowadzanych z Polski do Bałtyku jest rolnictwo ze względu na wzrost produkcji rolniczej i wzrost jej intensywności (...) Nie ma możliwości istotnej redukcji ładunków biogenów i zbliżenia się do progów wynikających z Planu Działań dla Morza Bałtyckiego HELCOM bez szeroko zakrojonych działań ograniczających ładunki zanieczyszczeń z rolnictwa” – czytamy w uwagach zamieszczonych na stronie RCL.

MI nie chce usunąć tych opinii, podkreślając, że raport zapewnia informację pomocniczą do analizowania sytuacji, więc jego przytoczenie jest uzasadnione merytorycznie. Z projektu wynika, że rolników czeka realizacja inwestycji, by ograniczyć zanieczyszczenie rzek i morza związkami azotu. Resort środowiska już w 2017 r. przedstawił plan ograniczania zanieczyszczania wód azotanami, który jednak został przyjęty dopiero w 2020 r. Wraz z jego wdrażaniem sytuacja powinna się poprawiać.

Słone ścieki szkodzą ściekom

Niewiele zastrzeżeń resort rolnictwa miał natomiast do projektu rozporządzenia określającego zasady zagospodarowania dorzecza Odry. Tymczasem MRiT także i tym razem wzięło w obronę branżę chemiczną.

„Projektowane zapisy dot. planu gospodarowania wodami w dorzeczu Odry mogą wpłynąć w sposób niekorzystny na dalsze funkcjonowanie kluczowych firm sektora chemicznego w Polsce” – czytamy w opinii Piotra Uścińskiego.

W przypadku Odry problemem są głównie normy zasolenia, sięgające 850 µS/cm (mikrosiemensy na centymetr, określające przewodnictwo elektrolityczne). Resort rozwoju wnioskuje o odstępstwa od norm, podkreślając, że nie uwzględniono w nich „przekroczenia w wartościach przewodności (...) na odcinku Odry od granicy do Kanału Gliwickiego, aż od Bobru do Nysy Łużyckiej, powodowanych w dużej mierze ładunkiem soli pochodzącym z Republiki Czeskiej”. PB pisał już m.in. o uwagach firm chemicznych, które wskazywały także na dopływ zasolonych wód z kopalni węgla kamiennego i miedzi. Nie znaczy to, że poszczególne firmy przekraczają normy. Kumulacja zasolonych ścieków w górnym biegu rzeki oraz z dopływów krajowych i transgranicznych jest jednak tak duża, że gdy dopłyną do środkowej Odry, w sumie przekroczą normę. W skrajnym przypadku działające na tym terenie firmy będą musiały zamknąć biznes.

- Problemem jest niska częstotliwość wykonywania pomiarów. Informacja, np. o nadmiernym zasoleniu wody, może dotrzeć z wielodniowym opóźnieniem. Przez ten czas prowadzony jest legalny zrzut z firmy X, który sumuje się z zanieczyszczeniem dopływającym z góry rzeki w sposób niekontrolowany. Może to doprowadzić do okresowego znacznego przekroczenia norm. Reasumując: brakuje systemu ciągłego monitoringu najważniejszych parametrów wody w rzekach – podkreśla prof. Tomasz Kowalczyk z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Od katastrofy na Odrze Główny Inspektorat Ochrony Środowiska publikuje parametry badań rzeki i Kanału Gliwickiego. Według stanu na 31 sierpnia w pierwszym punkcie pomiarowym w Chałupkach wskaźnik przewodności był dopuszczalny i wynosił 579 µS/cm. Zupełnie inne są parametry w Kanale Gliwickim i w Odrze po dopływie wód z kanału. Np. w punkcie pomiarowym Gliwice Marina wskaźnik zasolenia sięgnął 4980 µS/cm, prawie sześć razy więcej niż norma. Jeszcze gorzej jest w obszarze Kłodnica Gliwice na wysokości tamtejszej mariny, gdzie stężenie sięga 6610 µS/cm. Gdzie indziej tak dużych odchyleń już nie ma, choć w wielu miejscach normy są przekroczone. Przedstawiciele przemysłu twierdzą, że tak jest od dawna.

Tomasz Kowalczyk uważa, że rząd powinien odstąpić od planów regulacji rzek oraz budowy dróg i stopni wodnych, a w zamian wdrożyć projekty związane z renaturyzacją. Jego zdaniem inwestycje infrastrukturalne mogą przyczynić się do zwiększenia stężenia szkodliwych związków w osadach dennych. W połączeniu z dużym zrzutem zanieczyszczonych ścieków z przemysłu oraz częstymi anomaliami pogodowymi może to skutkować powstawaniem bomb ekologicznych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane