Ministrowie chcą zdjąć fiskalny gorset

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 31-07-2013, 00:00

Biurokracja trzyma się mocno. Sześć resortów chce, by minister finansów wyłączył ich instytucje spod nowej reguły fiskalnej

Kiedy na początku czerwca Ministerstwo Finansów (MF) przedstawiło projekt nowej reguły wydatkowej, wydawało się, że rząd wreszcie chce narzucić sobie prawdziwą dyscyplinę. Proponowana reguła nakładała limity wydatkowe na ponad połowę sektora finansów publicznych (wyłączone z niej były głównie fundusze unijne, samorządy i Narodowy Fundusz Zdrowia). To duży postęp, bo stara reguła (obowiązująca od 2011 r.) nałożona została zaledwie na około 10 proc. finansów publicznych, pozostałe 90 proc. wydatków państwa może rosnąć bez ograniczeń.

Zobacz więcej

TEST SIŁY: Wprowadzenie reguły wydatkowej może być dla Jacka Rostowskiego, wicepremiera i ministra finansów, trudniejsze, niż się wydawało. Sześciu kolegów z rządu zgłosiło do jego pomysłu daleko idące zastrzeżenia. Chcą zostać przynajmniej częściowo uwolnieni od fiskalnego gorsetu, jaki szykuje resort finansów. Wkrótce okaże się, czy wicepremier ma wystarczająco mocną pozycję w rządzie, by mimo wewnętrznego oporu przeforsować propozycję. [FOT. WM]

Przełom w walce z biurokracją? Niekoniecznie. Może się okazać, że w toku prac nad nowymi przepisami skuteczność reguły zostanie mocno ograniczona. Aż sześciu ministrów domaga się, by wyłączyć kierowane przez nich instytucje spod nowych limitów.

Szeroko o nowej regule wydatkowej pisaliśmy już w czerwcu. Ma ona obowiązywać od 2014 r. Resort finansów proponuje, by wzrost wydatków objętych regułą był sztywno powiązany ze średnią dynamiką PKB z ostatnich ośmiu lat i oczekiwaną inflacją. W ten sposób wydatki będą rosły stosunkowo powoli w okresie silnej koniunktury i nie trzeba będzie dokonywać ostrych cięć w czasie spowolnienia gospodarczego.

Każdy jest wyjątkowy

Sławomir Nowak, minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej postuluje, by nowej reguły wydatkowej nie nakładać na wydatki związane z transportem drogowym i kolejnictwem. Jak twierdzi, to ważne cele rozwojowe kraju i nie powinno się tu szukać oszczędności. Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej, chciałby wyłączyć z przepisów wszystkie wydatki na obronność, bo nie zrealizuje bez tego strategii modernizacji wojska. Władysław Kosiniak-Kamysz, ministerpracy, przekonuje, że reguły nie można nakładać na Fundusz Pracy, bo w kryzysie trzeba zwiększać wydatki na ten cel, a nie je obcinać. Włodzimierz Karpiński, minister skarbu, uważa, że reguła wydatkowa nie powinna odnosić się do podległych mu funduszy celowych, bo nie zrealizują powierzonych im celów, a Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia, i Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego, domagają się, by wolne od limitów były nie tylko fundusze unijne, ale też pieniądze, które miałyby być przeznaczone na wkład własny przy projektach unijnych.

Jeśli cała szóstka postawiłaby na swoim, oznaczałoby to, że spod reguły wydatkowej uciekłoby kilkadziesiąt miliardów złotych. Same wydatki na obronność to ponad 30 mld zł rocznie (1,95 proc. PKB). Wydatki na wkład własny przy projektach dotowanych z funduszy unijnych to 20-30 mld zł, a nakłady z Funduszu Pracy to ponad 10 mld zł. Wydatki na drogi i kolej to razem ponad 20 mld zł (choć większość tych pieniędzy idzie na projekty unijne, więc postulat ten pokrywa się ze wspomnianym wcześniej).

Dryfujemy, ale wolniej

Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego, twierdzi, że propozycje ministrów oznaczają tak naprawdę demontaż całej reguły.

— Jeśli resortom udałoby się przeforsować swoje postulaty, cała idea stworzenia reguły straciłaby sens. Jeśli znowu ograniczymy zakres oddziaływania mechanizmu do niewielkiej części sektora finansów publicznych, jego skuteczność będzie niewielka — mówi Piotr Kalisz.

Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte, przekonuje, że reguła wydatkowa nawet w wersji zaproponowanej przez MF jest niewystarczająca, aby utrzymać w ryzach finanse publiczne.

— Ta reguła to druga dryfkotwa [urządzenie pozwalające jachtowi nieco wolniej dryfować, ale niezakotwiczające go całkowicie — red.], a my potrzebujemy kotwicy, czyli całościowej reformy wydatkowej finansów publicznych — mówi Rafał Antczak.

Ministrowie często argumentują, że pewne wydatki powinny zostać wyłączone z działania reguły, bo są zdefiniowane innymi przepisami. Na przykład minister obrony przekonuje, że nie można nałożyć na obronność limitu, bo inna ustawa mówi, że wydatki na ten cel nie mogą być niższe niż 1,95 proc. PKB. Ekonomiści uważają jednak, że takie tłumaczenie to nieporozumienie.

— Reguła wydatkowa nie jest zagrożeniem dla wykonania żadnych innych ustaw. Limit ma być nałożony na ogół wydatków objętych regułą, a nie poszczególne kategorie. Czyli jeśli jakaś ustawa określa poziom jednego wydatku, to znaczy, że oszczędności trzeba szukać w pozostałych, które nie są zdefiniowane ustawami — tłumaczy Piotr Kalisz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy