Ministrowie strzegący Skarbu

Kazimierz Krupa
opublikowano: 04-04-2003, 00:00

W MSP jedni przygotowują się do sporządzania kolejnego „raportu otwarcia”, inni do sjesty, i to takiej dłuższej, kilkumiesięcznej. Obliczony przez pracowników ministerstwa, na podstawie wieloletnich obserwacji i doświadczeń przy wielu kolejnych szefach, czas niezbędny każdemu nowemu ministrowi na zorientowanie się w sytuacji i na świadome podjęcie jakichkolwiek procesów prywatyzacyjnych wynosi minimum sześć, siedem miesięcy. Tylko niewielu z nich decyduje się na proste kontynuowanie zadań rozpoczętych przez poprzednika. Tym bardziej, że np. takiemu ministrowi Wąsaczowi nie wyszło to na dobre.

Nowy minister skarbu, Piotr Czyżewski, nie do końca jest taki „nowy”, bo był wiceministrem i u ministra Cytryckiego, i u ministra Kaczmarka, a nawet przed kilku laty, „za pierwszego Kaczmarka” realizował prywatyzację wielkich firm, m.in. Banku Handlowego. Zapewne więc będzie miał nieco łatwiej, ale spowolnienie prywatyzacji jest nieuniknione.

Dobrze ilustruje to historia krótkiego urzędowania ministra Cytryckiego. Ministrem został na początku stycznia i do swojego odwołania nie zdążył nawet przedstawić posłom z Sejmowej Komisji Skarbu swoich planów prywatyzacyjnych. W osłupienie wprawił ich na pierwszym spotkaniu (po kilku tygodniach urzędowania), gdy oznajmił, że jest dopiero w trakcie remanentu, a o planach „zbyt wcześnie rozmawiać”. Tegoroczny „urobek prywatyzacyjny” do końca lutego to 153 mln złotych. W marcu ministerstwo zakończyło sprzedaż resztówki — 60 proc. akcji Połańca, za prawie 160 mln euro. I to by było na tyle. Była jeszcze jedna decyzja na „nie” — niewyrażenie zgody na zakupienie Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych przez Muzę. I to już naprawdę wszystko.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że planowane wpływy z prywatyzacji w tym roku przekraczają 9 mld złotych, a wszystkie procesy przekształceń własnościowych w dużych firmach (PKO, PZU, Rafineria Gdańska i inne) są znacznie opóźnione, to szansa na zrealizowanie planów jest bliska zera. Jeżeli dodamy do tego, że w ubiegłym roku wpływy te wyniosły 2,2 mld zł (miast planowanych 6,6 mld zł), a dwa lata temu 6,5 mld (zamiast 10,1 zapisanych, po korekcie z 18 mld zł, w budżecie) i postępujące procesy renacjonalizacji — trzeba się zacząć zastanawiać, czy zmierzamy do gospodarki prywatnej czy wręcz przeciwnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Ministrowie strzegący Skarbu