Miotła doszła do PGE

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2016-03-02 22:00

Marek Woszczyk żegna się z największą grupą energetyczną w kraju. Następca nie ucieknie od oszczędności, od górnictwa też pewnie nie.

PGE była ostatnią z państwowych firm energetycznych, w której rząd Prawa i Sprawiedliwości nie wymienił prezesa. Wczoraj prezes Marek Woszczyk złożył jednak rezygnację i popracuje jeszcze do 30 marca. Na jego następcę od miesięcy typuje się Henryka Baranowskiego, obecnego wiceministra skarbu, ale o 100-procentowej pewności mówić trudno.

Pewniak, ale jest ryzyko

Henryk Baranowski to energetyk, związany z branżą od 1990 r. Zaczynał karierę w PSE, potem był wiceprezesem PGE (w czasach poprzedniego rządu PiS), pracował jako dyrektor w Alstom Power Polska, a od listopada 2015 r. jest wiceministrem skarbu nadzorującym firmy energetyczne — poza PGE.

— Henryk Baranowski jest absolutnie poważną kandydaturą na stanowisko prezesa PGE — mówił już w grudniu Dawid Jackiewicz, minister skarbu państwa.

Baranowski nadal jest najmocniejszym kandydatem na stanowisko, ale istnieje niepewność związana z momentem przekazania nadzoru nad energetyką. Od 1 kwietnia firmy energetyczne przejdą z portfela ministerstwa skarbu (docelowo likwidowanego) do portfela Ministerstwa Energii.

Nie można wykluczyć, że Krzysztof Tchórzewski, minister energii, będzie miał własną wizję kadrowądla tych firm. Z Ministerstwa Energii płyną sygnały, że minister docenia kompetencje Henryka Baranowskiego, ale jednoznacznych deklaracji brak.

Odchodzący Marek Woszczyk to też energetyk z doświadczeniem — to były prezes URE, od grudnia 2013 r. pracujący jako prezes PGE. Flagowym projektem jego kadencji było uruchomienie budowy nowych bloków energetycznych w Opolu (poprzednik, Krzysztof Kilian, był tej inwestycji przeciwny), ale ostatnio głównym tematem było ewentualne zaangażowanie PGE w ratowanie bankrutującego sektora górniczego. Razem z Woszczykiem rezygnację złożył wiceprezes Grzegorz Krystek. W zarządzie PGE pracują już trzy osoby z „nowego rozdania” — Marek Pastuszko (sprawy korporacyjne), Ryszard Wasiłek (rozwój) i Emil Wojtowicz (finanse).

Co z górnictwem?

— Aktualizacja strategii, oszczędności i górnictwo — te trzy elementy wylicza Robert Maj, analityk Haitong Banku, pytany o wyzwania dla ewentualnego następcy Marka Woszczyka.

Przy strategii szczególnie ważne będzie odniesienie się zarządu do prognoz finansowych, sporządzonych w połowie 2014 r. (EBITDA na poziomie 8-9 mld zł w latach 2015-20 r.), a także do strategii dywidendowej (40-50 proc. zysku netto grupy). Przy oszczędnościach zaś analityk oczekuje kwot na wzór tych, które podają inne firmy energetyczne (Tauron mówi np. o 1 mld zł oszczędności w cztery lata).

— PGE mogłaby zapowiedzieć oszczędności o podobnej skali. Swobodnie mogłaby ograniczać wydatki o 250-300 mln zł rocznie. W warunkach zniżkujących cen energii mogłoby się to przełożyć na poprawę EBITDA grupy — szacuje Robert Maj. Rynek będzie też czekał na informacje dotyczące tego, jak nowy prezes widzi możliwość zaangażowania państwowej PGE w ratowanie bankrutującego górnictwa, też państwowego.

— Ryzyko takiego zaangażowania ciąży już wprawdzie na giełdowej wycenie PGE, ale szczegółów nie znamy — mówi Robert Maj.

Można się też zastanawiać, czy przyszły prezes PGE odważy się przestawić rynkowi szerszą wizję funkcjonowania polskiej firmy na coraz bardziej zintegrowanym europejskim rynku. Przykładowo — jak PGE poradzi sobie w przyszłości z niską ceną energii z zagranicy? O takich wizjach mówią od miesięcy zarządy europejskich gigantów — Engie, EDF, E.ON i RWE. Jest jednak ryzyko, że zarząd PGE nie będzie chciał wychodzić przed szereg i poczeka na rząd. A ten nadal pracuje nad projektem polityki energetycznej Polski do 2050 r.