Mister Mikoszy

Jacek Konikowski
opublikowano: 08-05-2007, 00:00

Wynalazca z Poronina wie, jak oszukać korki. Jego plan spodobał się władzom kilku miast.

Pasją Olgierda Mikoszy od dawna są wynalazki. Jeszcze jako student zgłosił do Urzędu Patentowego projekt elektronicznego systemu mierzenia poziomów cieczy i superszybkiej drukarki matrycowej. W Singapurze wymyślił sposób nadzoru autobusów miejskich, dzięki któremu dyspozytor mógł kontrolować, gdzie jaki pojazd się znajduje, a pasażerowie na każdym przystanku, za ile minut nadjedzie. Najnowszy jego pomysł — Mister — ma zrewolucjonizować komunikację miejską. Wpadł na niego w San Francisco.

— Jedno, co mnie naprawdę drażniło w USA, to korki na autostradach. Każdego dnia traciłem od trzech do pięciu godzin na gapienie się w tył cudzego samochodu. Więc myślałem, jak je wyeliminować — mówi Mikosza.

Daleko od szosy

Rodzina Mikoszów z Poznania zawsze marzyła o mieszkaniu na Podhalu.

— Kochamy góry. Miałem pięć lat i Tatry znałem jak własną kieszeń. Przeszliśmy z rodzicami niemal każdy szlak. Kiedyś wróżka wywróżyła mamie, że zamieszkamy w domu z widokiem na Tatry. Tylko kto by wierzył wróżkom? — uśmiecha się Olgierd Mikosza.

A jednak. Jako student elektroniki Politechniki Warszawskiej zaczął dorabiać w wakacje na saksach w Anglii. Jego koledzy pokupowali sobie samochody, a on dołożył się do rodzinnego kapelusza i familia nabyła działkę w Poroninie. Daleko od szosy, w lesie, z widokiem na Tatry. Tyle że bez domu. A więc znowu na saksy. Akurat obronił pracę magisterską.

Zaczął od Anglii. Wpierw jako blacharz, potem tapeciarz i malarz. Z czasem dorobił się wozu meblowego i pomocnika. Pieniądze były, satysfakcji mniej. W kilka miesięcy znalazł pracę jako informatyk w firmie komputerowej, później w banku.

W 1976 r. wraz z narzeczoną wyjechał do RPA. Teoretycznie na kilka miesięcy, a spędził tam ponad 11 lat. Tu urodziła się ich córeczka Gaja, a potem Kubuś. Przez pierwsze dwa lata był starszym programistą w największej kopalni złota i platyny w RPA. Potem pracował w koncernie ICL jako projektant komunikacji komputerowej. W końcu założył własną firmę software’ową, która współpracowała z Siemensem. Kilka lat później wyemigrował do Nowej Zelandii, a z niej do Singapuru. Programy Mikoszy wykorzystywało wiele azjatyckich fabryk, hut, urzędów miejskich i firm ubezpieczeniowych.

Kolejny przystanek — Ameryka. Dla Visy opracował system antydefraudacyjny ułatwiający weryfikację kart kredytowych. Dla amerykańskich szpitali robił specjalistyczne oprogramowanie.

W 2002 r. spakował manatki i wrócił do Poronina. Mieszka w rodzinnym domu z córką, fotografem po krakowskiej ASP. Gaja, wysoka długowłosa blondynka, ma tu własne atelier. Mówi o sobie, że jest fotografem z Nowej Zelandii, urodzonym w Afryce, ze słowiańską duszą.

Patent na życie

Po powrocie do kraju myślał już tylko o Misterze. Tysiące wyliczeń i setki rysunków. Wreszcie idea przybrała realne kształty. Mister to skrót od Miejski Indywidualny System Transportu Elektryczno-Rolkowego.

— Po opatentowaniu go stwierdziłem, że koncepcja ogólna jest znana dawno, co jednak nie niweczy tego, że moje rozwiązanie jest nowatorskie — uważa Mikosza.

Mikosza wymyślił małe lekkie wagoniki sunące po szynie zawieszonej kilka metrów nad ulicą. Nie wymagają ciężkich słupów. Wystarczą takie jak na latarnie, żeby udźwignąć ażurową szynę z wagonikami.

Każdy z nich zatrzymuje się tylko na bocznicach i tylko na żądanie użytkownika. Trasa główna pozostaje przelotowa. Ruch na niej trwa bez przerwy, ze stałą prędkością około 50 km/godz. Po wejściu do wagonika na jednej z wielu bocznic i podaniu celu podróży, wagonik sam ustala sobie najlepszą trasę, włącza się do ruchu i zatrzymuje dopiero u celu. Pasażer wysiada, a wagonik czeka na kolejnego. Podniebna autostrada z ruchem bezkolizyjnym i bez korków. Gondoli będzie jeździło tyle, ilu będzie klientów, reszta poczeka na stacjach rozmieszczonych co 300-500 metrów i w garażach silosowych, co 1-2 kilometry. W godzinę Mister przewiezie od 4 do 16 tys. pasażerów na jednej trasie, prawie tyle, co metro. Ponadto bliżej celu, szybciej i komfortowo.

— Nie jest to wizja przyszłości, lecz teraźniejszość, z którą musimy się oswoić. Podobny system działać będzie wkrótce w Londynie na lotnisku Heathrow. Może też w Zakopanem — przekonuje Mikosza.

Każda matka chwali swoje dzieci. A co o jego pomyśle mówią specjaliści?

— Projekt jest dojrzały i godny poparcia w stadium doświadczalnym — twierdzi dr Janusz Fijałkowski, inżynier komunikacji z Politechniki Warszawskiej.

Podobnie uważa prof. Włodzimierz Choromański, kierownik Zakładu Teorii Konstrukcji Urządzeń Transportowych Politechniki Warszawskiej.

— Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że system jest w pełni realizowalny, a problemy techniczne nie wydają się nadmiernie trudne — sądzi profesor.

Miasta w kolejce

Pomysł Mikoszy kilka miast wzięło na poważnie i planują stworzenie u siebie przynajmniej jednej linii Mistera. Władze Zakopanego uchwaliły w styczniu 2006 r. deklarację „o zezwoleniu i chęci realizacji Mistera”. Dwa miesiące później władze Warszawy uwzględniły trasę gondolową we wniosku o organizację w stolicy meczów EURO 2012. Potem gotowość do budowy Mistera zgłosiła Krynica-Zdrój i Szczyrk. Kilka miesięcy później Kazimierz Marcinkiewicz, ówczesny p.o. prezydent Warszawy, obiecał wsparcie projektu. Pod koniec roku kancelaria premiera zaakceptowała Mistera na liście programu „Wędka technologiczna”. Warszawski Park Technologiczny oferuje Mikoszy lokalizację prototypu na swoim terenie, a Instytut Lotnictwa współpracę przy budowie prototypu.

Lecz prototypu jak nie ma, tak nie ma.

— Na linię prototypową potrzebuję około 10 mln euro. Kiedy je zdobędę, powstanie w dwa lata. Mam oferty firm na budowę pojazdów i trasy. Trzeba pożyczki na kilka milionów, bo resztę dołoży Unia. Polska jest na końcu, jeśli chodzi o wynalazki i wdrożenia, więc może coś się wreszcie ruszy z miejsca — zapowiada Olgierd Mikosza

Co będzie, jak nie znajdzie tych kilku milionów? Przekonuje, że nawet wtedy jego świat się nie zawali. Ale woli mówić o tym, co będzie, gdy się uda.

— Miałbym niewyobrażalną frajdę, że zrobiłem coś, co poprawiło życie milionom mieszkańców — twierdzi Mikosza.

Nie liczy na Nobla ani na wzmiankę w encyklopedii, choć ma w sobie coś z Einsteina. Wielki fizyk zwykł mawiać, że wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza. A pewien biedak, który z pucybuta stał się milionerem — że jedyną porażką jest nie próbować. n

Powietrzna gondola

Najdłuższą i najnowocześniejszą kolejką gondolową w Polsce jest kolejka naJaworzynę Krynicką. W godzinę może przewieźć 1400 osób. Sześcioosobowe wygodne kabiny w sekundę pokonują 5 metrów. Trasa liczy 2211 m i biegnie z Czarnego Potoku na szczyt Jaworzyny (1114 m n.p.m.). Pokonanie 465 m różnicy wzniesień zabiera zaledwie 7 minut.

Tramwaj z kołami na dachu

Nad rzeką Wupper w Wuppertalu w Niemczech unosi się na długości trzynastu kilometrów duże zielone rusztowanie. Wisi na nim najbardziej bezpieczny środek komunikacji miejskiej na świecie — dwuwagonowy tramwaj z kołami na dachu. Dlatego nazywa się po niemiecku Schwebebahn, czyli wisząca kolejka. 24 października 1900 r. cesarz Wilhelm II i jego świta odbyli jazdę próbną. Wagonik cesarski można wynająć. Jeździ bez przerwy i prawie bez wypadku od ponad stu lat. Tylko raz w 1997 r. spadł z około 10 metrów do rzeki. Zginęły wtedy trzy osoby. Trasa liczy 20 stacji. Przejażdżka gwarantuje niesamowite widoki i wrażenia z jazdy jedyne w swoim rodzaju — coś jak szybki tramwaj skrzyżowany z motocyklem, plus bujanie jak na statku.

Komunikacja w liczbach

20

mln zł Tyle kosztuje jeden kilometr Mistera wraz z taborem.

300

mln zł Tyle trzeba na wybudowanie kilometra metra.

60

mln zł Tyle kosztuje urządzenie sześciopasmowej drogi w mieście.

Rewolucja na miarę XXI wieku

Przejazd Misterem odbywać się będzie tylko na żądanie klienta, indywidualnie i bezpiecznie, w niewielkim, automatycznie sterowanym pojeździe, bezpośrednio (bez zatrzymania) między dwoma dowolnymi przystankami lekkiej, napowietrznej struktury szynowej tworzącej sieć transportową. System będzie ekologiczny. Zasadniczo zmieni na lepsze sposób przemieszczania się w miastach, a nawet poza nimi. Zrewolucjonizuje również zaopatrzenie sklepów, wywóz śmieci, zatłoczenie miast samochodami, zlikwiduje stres podróżowania. Zredukuje zatrucie powietrza w miastach, dzięki zastosowaniu bardzo oszczędnych pojazdów elektrycznych. Istnieje też możliwość użycia ekologicznych materiałów do budowy infrastruktury i pojazdów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu