Mit pięciu gwiazdek

Jacek Zalewski
23-04-2007, 00:00

Od triumfalnej środy mam wrażenie, że nawet gdy otwieram lodówkę, to zamiast piwka znajduję tam EURO 2012. Temat dominuje zarówno w mediach — ot, choćby w tym wydaniu „PB” — jak i w polityce. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby jutro Sejm podjął „na okoliczność” jakąś dziękczynną uchwałę, neutralizującą głęboki kryzys marszałkowski.

Tematyka mistrzostw Europy równie silnie co niespodziewanie odcisnęła się także na ustalonym od dawna kalendarzu polskiej polityki zagranicznej. Pisaliśmy już o sensacji, jaką wiadomość z Cardiff wywołała w siedzibie Komisji Europejskiej w Brukseli, a także o czwartkowej wizycie w Warszawie szefa rządu współzwycięskiej Ukrainy. W piątek zaś delegacja z premierem Jarosławem Kaczyńskim wyskoczyła do dalekiej Portugalii (pobyt krótszy od podróży), jeszcze żyjącej wspomnieniami EURO 2004 — zarówno organizacyjnego sukcesu, jak i narodowej klęski poniesionej w finale z Grecją. Zasadniczym celem wizyty było rozpoznanie zaczynającej się 1 lipca portugalskiej prezydencji Unii Europejskiej. Do tematu oczywiście jeszcze wrócimy, w każdym razie tak wczesne zainteresowanie kolejnym przewodnictwem było znaczącym sygnałem, że polski rząd już niewiele dobrego spodziewa się po prezydencji hegemonistycznych Niemiec — chodzi jedynie o wyjście obronną ręką z trudnego szczytu UE w czerwcu.

W napiętym programie wizyty gospodarze spełnili marzenie premiera Jarosława Kaczyńskiego i umożliwili mu — siłą rzeczy bardzo pobieżną —lustrację wspaniałego Estádio José Alvalade XXI, na którym gra miłość jego życia Sporting Lizbona. To jeden z 29 w Europie, trzech w Portugalii i dwóch w samej jej stolicy stadionów zaliczonych przez UEFA do kategorii pięciogwiazdkowej. Tym drugim jest większy Estádio da Luz, na którym występuje Benfica i gdzie 8 września zagramy z Portugalią o awans do EURO 2008.

Jest oczywiste, że spośród stadionów zaplanowanych w Polsce na EURO 2012, o pięć gwiazdek ma szanse zawalczyć tylko jeden — Narodowe Centrum Sportu (NCS) w Warszawie, którego problemom poświęcamy dzisiaj str. 4-5. Z Portugalii szef rządu wracał zdeterminowany, aby przeforsować

finansowanie NCS z hazardu. Poza tym zdecyduje się jednak na osobiste objęcie przewodnictwa polskiego komitetu organizacyjnego EURO 2012. Z punktu widzenia UEFA to anomalia, bo przecież nawet sam zainteresowany chyba nie wierzy w utrzymanie się na stanowisku do mistrzostw, a każda zmiana personalna zachwieje przygotowaniami. Widać jednak, że ekipa Prawa i Sprawiedliwości chce zdywersyfikować swoje źródła zaopatrzenia w głosy wyborców — skoro wysychają zasoby Radia Maryja, to eksploatuje się złoża EURO.

Ale decyzja samego premiera to jeszcze nic — jego zastępcą, czyli realnie szefem komitetu EURO 2012, będzie minister bez teki Przemysław Gosiewski, który w piątek z tej przyczyny był łaskaw pierwszy raz towarzyszyć premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu za granicą. Rozumiemy, że jako polityk wart pięciu gwiazdek za skuteczność zdyskontuje doświadczenia inwestycyjne zdobyte podczas forsowania peronu we Włoszczowie...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Mit pięciu gwiazdek