Mleczarnie mają wspólną markę

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2000-05-11 00:00

Mleczarnie mają wspólną markę

Jogurt Polski stanie w szranki z rynkowymi potentatami

NIC NIE STRACĄ: Niechęć do łączenia się w grupy producenckie spółdzielcy tłumaczą obawą przed utratą tożsamości. Tak naprawdę większość z nich po prostu jej nie ma, bo nie ma rozpoznawalnej na dużym obszarze marki — tłumaczy Waldemar Broś, kierownik zespołu marketingu w Krajowym Związku Spółdzielni Mleczarskich. fot. B. Skrzyński

Siedem spółdzielni mleczarskich z regionu Dolnego Śląska utworzyło grupę, która wkrótce rozpocznie produkcję jogurtów pod wspólną marką — Polski. Jest to dopiero druga próba skonsolidowania krajowych przetwórców mleka wokół marki. Większość z 262 spółdzielni nadal woli działać w pojedynkę. Ci, którzy dali się namówić do współpracy, uważają, że to jedyna skuteczna metoda konkurowania z potentatami.

Na Dolnym Śląsku zawiązała się grupa mleczarni, które chcą produkować wyroby mleczne pod wspólną marką Polski. Pięć z siedmiu zaangażowanych w program zakładów już sprzedaje mleko z tym znakiem. Za kilka dni we wszystkich przetwórniach ruszy produkcja jogurtów, później serów, a w przyszłości również maślanki i kefirów.

Razem raźniej

Inicjatorzy skonsolidowania mniejszych mleczarni wokół marki Polski uznali, że tylko wspólnymi siłami mają szansę konkurować z firmami, które zalewają krajowy rynek swoimi jogurtami. Mają one praktycznie nieograniczone możliwości promowania swoich wyrobów.

— W Polsce działa około 160 zakładów produkujących jogurty. Każda z nich robi swój produkt — przeważająca większość nie ma pieniędzy na ich wypromowanie. Działająca wspólnie grupa firm ma silniejszą pozycję przetargową i może dostać lepsze warunki od dostawców i odbiorców. Najbardziej zależy nam na zmniejszeniu kosztów i znalezieniu pieniędzy na ogólnopolską promocję — tłumaczy Juliusz Chanik, prezes OSM Dagny w Strzelinie, jeden z uczestników programu.

Szef Dagny na razie nie chce opowiadać o planach strategicznych jogurtowego kartelu.

— O udziałach w rynku będzie można mówić dopiero wtedy, kiedy widoczne będą efekty sprzedaży nowych wyrobów — mówi Juliusz Chanik.

Zagraniczni producenci nie czują się jednak zagrożeni przez nowego konkurenta. Twierdzą, że minie wiele czasu, nim nowy produkt zacznie się liczyć na rynku.

Ziarnko do ziarnka

Pieniądze na realizację programu mleczarnie musiały wysupłać z własnych kieszeni. Spółdzielcy szacują, że wprowadzenie na rynek nowej marki będzie ich kosztować 2-3 mln zł.

— Utworzyliśmy specjalny fundusz reklamowy, na który wszystkie zakłady będą wpłacały pieniądze przeznaczone na promocję marki. Trafią tam również środki zarobione na upustach uzyskanych od dostawców surowców i opakowań oraz ewentualne darowizny. Pieniądze będziemy zbierać przez pół roku, a jesienią ruszy duża kampania promocyjna — zapowiada Juliusz Chanik.

Pierwszemu najtrudniej

Współpracą z dolnośląskimi zakładami już interesują się mleczarnie z innych regionów. Grupa powiększy się jeszcze o 3-5 nowych zakładów. Jednak gros z 262 krajowych spółdzielni nadal broni się przed współpracą z innymi zakładami. Szlak przecierała grupa 14 producentów, która jako pierwsza zaczęła w ubiegłym roku wspólnie produkować jogurt BellaVita.