Wadium ma być gwarancją, że nie wycofa się najlepszy oferent, więc po zakończeniu przetargu wszyscy przegrani powinni je odzyskać. Niestety, nie zawsze tak się dzieje. Przedsiębiorcy alarmują, że zamawiający pod byle pretekstem nie chcą go zwracać.
— Zamawiający uczynili sobie z tego lukratywne źródło dodatkowych dochodów — mówi Wiesław Milcarz, prezes kieleckiej firmy budowlanej Condite1.
Od 2008 r. na zatrzymanie wadium pozwala prawo. Miało to być remedium na zmowy cenowe. Polegały one np. na tym, że dwie lub więcej firm umawiało się, że przetarg wygra ta z nich, która zaproponuje najwyższą cenę. Będący w zmowie (składający tańsze oferty) świadomie nie dostarczali wszystkich dokumentów. Byli wykluczani z przetargu, więc wygrywała oferta kompletna, ale najdroższa. Aby takie kombinacje uniemożliwić, rząd wprowadził przepis pozwalający nie oddawać wadium firmie, która nie uzupełniła dokumentacji. Miało to dyscyplinować firmy i odstraszać od machlojek. Sęk w tym, że regulacja stała się biczem także na rzetelne firmy, którym nie udało się wygrać przetargu i zajęły dalsze miejsca.
Więcej we wtorkowym Pulsie Biznesu.