Moja gra w karton trwa już 40 lat

Partnerem publikacji jest Grafkarton
opublikowano: 06-01-2023, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Rozmowa z Antonim Matyasikiem, prezesem zarządu drukarni Grafkarton.

Jest pan niezwykle doświadczonym przedsiębiorcą, obecnym na rynku od czterech dekad. Pierwsze kroki w biznesie stawiał pan jeszcze w PRL-u, w czasie, który nie kojarzy się z prywatnymi inicjatywami. Jak do tego doszło?

Pierwszą firmę założyłem w lutym 1983 r., czyli jeszcze w czasie stanu wojennego. Byłem niepisaną ofiarą tego okresu. Na skutek czysto politycznej decyzji zostałem odwołany z funkcji prezesa Zarządu Poligraficznej Spółdzielni Inwalidów, gdzie pracowałem. Zaproponowano mi stanowisko zastępcze, na które nie wyraziłem wtedy zgody. Postanowiłem podjąć samodzielną działalność, mając już trochę doświadczenia w pracy, którą wcześniej wykonywałem. Otworzyłem prywatny Zakład Introligatorski „Box” i podjąłem współpracę z Pracownią Sztuk Plastycznych, wykonując różne usługi, nie tylko introligatorskie. Jednego byłem wówczas pewien – chcę być niezależnym przedsiębiorcą.

Antoni Matyasik
prezes zarządu drukarni Grafkarton

Moim największym powodem do dumy jest to, że nadal jesteśmy na rynku, przetrwaliśmy zmiany ustroju, światowe kryzysy, pandemię. Działać nieprzerwanie przez 40 lat – to jest wyzwanie! Staram się nie mieć wrogów, a więcej przyjaciół, być lojalnym, żeby móc patrzeć na siebie w lustro ze spokojem. Powoli szukam kogoś, kto przejmie moją schedę i będzie chciał kontynuować dzieło mojego życia, jakim jest wyjątkowa autorska drukarnia Grafkarton.

Początkowo prowadziłem działalność w wynajętym od przyjaciół pokoju w domu w Cholerzynie. Udało mi się wtedy zakupić z demobilu pierwszą, starą i wysłużoną, maszynę do sztancowania. W tym czasie produkowałem już opakowania na wyroby cukiernicze i kosmetyki. Wpadłem też na pomysł produkowania gier dla dzieci, do których sam projektowałem elementy i opakowanie, a wykonanie nadruku zlecałem zaprzyjaźnionej drukarni. Nie ukrywam, że ze względu na deficyty w sklepach gra cieszyła się dużym powodzeniem, problemem był brak dostępu do materiałów i moje ówczesne zdolności produkcyjne. Po pewnym czasie przeniosłem działalność do Krakowa, początkowo do jednego pomieszczenia, ale produkcja opakowań rozwijała się dobrze.

Potem przyszedł okres transformacji, który przyniósł dużo zmian nie tylko dla polskiej gospodarki, lecz również dla pańskiej działalności.

Po 1989 r. prowadzenie biznesu było łatwiejsze. Wspólnie z kolegą otworzyliśmy w Krakowie drukarnię, już pod nazwą Grafkarton. Drukowała ona głównie opakowania, papierowe i kartonowe, dla znanych firm farmaceutycznych: Miraculum, Hean, Scandia Cosmetic czy Pharma C-Food, na importowanych włoskich, niemieckich i japońskich maszynach do druku. W zakupionym przez nas lokalu przy ulicy Berka Joselewicza rozwijaliśmy produkcję opakowań, m.in. dla Zakładów Cukierniczych Wawel.

W 1997 r. nasze drogi z partnerem się rozeszły, każdy z nas zdecydował się założyć własną firmę rodzinną. Ja zostałem z Grafkartonem, który kontynuował działalność przy Berka Joselewicza i dynamicznie się rozwijał, skupiając się na produkcji opakowań na kosmetyki. Wszystko się zmieniło, kiedy jeden z klientów zaproponował mi wykonanie kartonowej książeczki dla dzieci. Jako że zawsze inspirowały mnie nowości, podjąłem się tego wyzwania. Książeczki stały się naszym flagowym produktem i są nim do dzisiaj. Uważam, że to właśnie Grafkarton był prekursorem wprowadzenia tego typu produkcji na rynek polski, eliminując tym samym import z Chin.

Z biegiem czasu coraz więcej drukarni rozpoczynało konkurencyjną produkcję. Co pozwoliło firmie utrzymać się na rynku przez te wszystkie lata?

Po 2005 r. rzeczywiście powstały drukarnie podobne do naszej, które sprowadziły nowoczesne maszyny do produkcji książeczek. Żeby pozostać konkurencyjni, postanowiliśmy odejść od dużych nakładów, a postawić na druk specjalistyczny.

To co nas wyróżnia, to gotowość do nowych wyzwań i podejmowanie się realizacji nietypowych produktów, które często wymagają dużego zaplecza technicznego, ale i otwartego, perspektywicznego sposobu myślenia. To jest też nasze motto, którym kierujemy się na każdym spotkaniu z klientami. Uważamy, że nie ma rzeczy niewykonalnych, wszystko zależy tylko od naszego zaangażowania w ich realizację.

Zaprzyjaźnieni klienci nazywają Grafkarton „drukarnią autorską” – dzięki olbrzymiej wiedzy i stosowanym rozwiązaniom technologicznym możemy oferować produkty niestandardowe.

Takimi są np. książki fasonowe, czyli wycinane w określonym kształcie. Żeby rozpocząć ich produkcję, potrzebny był pomysł, jak mają działać niektóre maszyny, by móc wykonywać konkretne operacje. Zaprojektowałem takie urządzenia samodzielnie. Jedno z nich służy do felcowania kartonu w linii taśmowo, a drugie do wycinania książek fasonowych. Zamówiłem także we Włoszech maszynę, która pozwala na wycinanie nawet czterech tytułów naraz. To też jest nasza przewaga w stosunku do firm, które mogą drukować tylko pojedyncze egzemplarze. Mamy również własne rozwiązanie konstrukcyjne linii do kaszerowania, co jest ważne szczególnie przy dużych nakładach. Zaprojektowanie tej maszyny i zapięcie całego procesu technologicznego pozwoliło nam w szczytowych momentach produkować po 800 tysięcy książek miesięcznie.

Uważam jednak, że decydującym czynnikami, które gwarantują nam współpracę z wszystkimi wydawnictwami na rynku polskim oferującymi książeczki kartonowe, są nasza wydajność i jakość produkcji, którą śmiało możemy konkurować z firmami zachodnimi. Niewątpliwie to duża zasługa całej załogi, która rzetelnie pracuje na dzisiejszy wizerunek Grafkartonu.

Zbudowanie niezawodnego i stabilnego zespołu to w dzisiejszych czasach spore wyzwanie. Jaką ma pan na to receptę?

Zatrzymanie pracowników w firmie to dzisiaj problem społeczny, nie tylko naszego zakładu. Uważam, że najważniejszą zasadą, która pozwala uniknąć destabilizacji zespołu, jest uczciwość zarówno w stosunku do pracowników, jak i do klientów. W biznesie są pewne święte zasady, których należy przestrzegać – przede wszystkim dotyczące finansów. Z tym wiąże się moja wiarygodność jako pracodawcy. Przez 40 lat nie zdarzyło się, żebym spóźnił się z wypłatą, nie mówiąc o tym, żebym komuś nie zapłacił. Dzięki temu niektórzy pracownicy pracują u mnie 30 lat, aż do odejścia na emeryturę, są i tacy, którzy pracują nawet na emeryturze, bo czują się związani z firmą. Ja też czuję więź z moim zespołem, dbam, aby mieć ze wszystkimi dobre relacje. Każdego dnia pojawiam się na produkcji, rozmawiam z ludźmi, pytam o ich samopoczucie, wspieram także w problemach osobistych, nie tylko zawodowych. Lubię kontakt z ludźmi.

Zależy mi na rozwoju pracowników i ich usamodzielnianiu. Posiadam bardzo dużą wiedzę i zgromadzone przez lata doświadczenie, którymi chętnie się dzielę. Osobom, które chcą się kształcić, umożliwiam i dofinansowuję studia, co potem może przełożyć się na ich awans.

W tej chwili zatrudniam około 60 osób, z czego 70 proc. to stała kadra naszego zakładu.

Problemem, który nas nurtuje, jest brak chętnych do pracy w naszym pięknym zawodzie. Zatrudniamy kilka osób z Ukrainy, mamy z nimi bardzo dobre kontakty personalne. Niektórzy planują pozostanie w Polsce na stałe, w czym staramy się im pomóc.

Jakie są najważniejsze cele Grafkartonu na przyszłość?

Obecnie naszym priorytetem jest ekspansja poza granicami Polski. Uczestnictwo w targach pozwoliło nam nawiązać nowe kontakty w całej Europie. Eksport to około 50 proc. naszej produkcji, w niektórych miesiącach jego udział przekracza 80 proc. wartości sprzedaży. Eksportujemy do 17 krajów Europy, i nie tylko. Naszymi największymi odbiorcami są Szwedzi, Francuzi, Węgrzy, Hiszpanie, Belgowie, Niemcy, a ostatnio Anglicy. Zawsze posiadamy aktualny certyfikat FSC, który niezbędny jest przy produkcji eksportowej. Wypłynięcie na zagraniczne rynki spowodowało, że otworzyliśmy się jeszcze bardziej na nowe, niestandardowe produkty. Poza książeczkami eksportujemy gry edukacyjne, w tym specjalne gry dla dzieci niepełnosprawnych, które wysyłamy do Francji. Dla międzynarodowej firmy Imago Group robimy produkcje dla nas nietypowe, bo nieprzeznaczone dla dzieci. Są to ekskluzywne pocztówki w specjalnych opakowaniach, trafiające do luksusowych sklepów. Szukamy nowych rozwiązań, próbujemy automatyzować, co się da. Mamy w planie nowe inwestycje i rozwinięcie naszej produkcji, oczywiście dostosowane do naszych możliwości lokalowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane