Kradzieży dokonano we wrześniu 2000 roku, skradziony obraz będący jedynym dziełem Moneta w polskich kolekcjach muzealnych był wtedy wart około miliona dolarów. Zaskakujący wydaje się fakt, że tak wybitne dzieło, znajdujące się w zbiorach poważnej instytucji nie było ubezpieczone... Widać tutaj wyraźnie, że polski rynek ubezpieczeniowy ma znaczną lukę do wypełnienia. Do sprawcy doprowadziła policję analiza śladów kryminalistycznych pozostawionych na miejscu przestępstwa, czyli technika okazała się sojusznikiem. Obecnie wiadomo, że złodziej nie działał na niczyje zlecenie, nie starał się także spieniężyć dzieła. Dokonał kradzieży z powodu iście kolekcjonerskiego - uwielbienia dla twórczości Moneta. Być może dlatego obraz zachował się w dobrym stanie, nie był transportowany ani przechowywany w sposób skutkujący uszkodzeniem.
Odzyskany obraz po szczegółowych analizach trafi z powrotem do Muzeum Narodowego w Poznaniu - złodziej-esteta pozostaje do dyspozycji policji. Należy się spodziewać, że za swoje uwielbienie dla prac mistrza impresjonizmu zapłaci pozbawieniem wolności.
Przykład odzyskanego Moneta pokazuje, że organy ścigania nie są bezbronne wobec podobnego typu przestępstw. Złodzieje dzieł sztuki nawet po względnie długim czasie od przestępstwa nie mogą czuć się bezpiecznie - policja jest wyposażona w coraz lepsze narzędzia, dzięki którym częściej i szybciej skradzione dzieła będą wracać do ich prawowitych właścicieli. Głośny ostatnio przykład daje nadzieję na to, że również obrazy skradzione z warszawskiej galerii DESY Unicum wcześniej czy później staną się tematem artykułów o sukcesach policji w walce ze sprawcami kradzieży dzieł sztuki