Mongolski przekręt wyszedł na jaw

MSX Resources chciało wydobywać surowce w Mongolii. Teraz okazuje się, że nie ma praw do udziału w projektach poszukiwawczych.

Sen o złocie i miedzi spod mongolskich stepów okazał się mirażem. MSX Resources, czyli dawny Mostostal Export, czuje się oszukany przez „luksemburski fundusz” Tarantoga Capital, który sprzedał polskiej spółce udziały w projektach wydobywczych w Mongolii.

Tarantoga Capital to w rzeczywistości Dariusz Górecki i Maciej Chorążak — dwóch biznesmenów, którzy wcześniej próbowali sił w branży telekomunikacyjnej, a teraz mieli m.in. znaleźć strategicznego inwestora dla mongolskiego projektu. Spółka od kilku miesięcy nie ma z nimi kontaktu — w rezultacie nie przekazała w terminie raportu kwartalnego i jej notowania na GPW zostały zawieszone, na razie na miesiąc.

— Od końca ubiegłego roku nie odbierają telefonów, nie odpowiadają na mejle. Dopiero teraz dowiedzieliśmy się, że jako Tarantoga mieli 7 mln USD zobowiązań wobec mongolskich partnerów, których nie zapłacili w terminie. W związku z tym strona mongolska w lutym odstąpiła od wszystkich umów z Tarantogą, a w konsekwencji nasza spółka zależna Mineral Resources Holding (MRH) utraciła prawa do projektów wydobywczych.

Tę informację przed nami ukrywano — twierdzi Tomasz Pańczyk, szef rady nadzorczej MSX Resources. MSX na podstawie umów z sierpnia i września ubiegłego roku miał odkupić od Tarantogi i kilku innych podmiotów 100 proc. udziałów w MRH za — łącznie — 553 mln zł. Polska spółka podkreśla, że w gotówce nie wydała na to jeszcze ani grosza, a jedynej dotychczasowej płatności na rzecz Tarantogi dokonano poprzez przekazanie stowarzyszonej z nią spółce aktywów, wycenianych na 118 mln zł — w tym obligacji Tarantogi.

— Spółka rozważa złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. MSX złożył już jednostronne oświadczenie o uchyleniu się od skutków nabycia udziałów w MRH, gdyż został wprowadzony w błąd. Spółka wezwała też Tarantogę do wykupienia jej obligacji, co miała zrobić do 24 lutego — mówi Marcin Rudzki, partner w kancelarii Brochwicz i Wspólnicy, reprezentujący spółkę.

Jakim cudem MSX nie wiedział o tym, że jego biznesowy partner — i główny akcjonariusz, bo Tarantoga ma według ostatnich danych prawie 10 proc. akcji — miał 7 mln USD zobowiązań wobec mongolskich spółek, których nieuregulowanie zakończyło utratą praw do projektów wydobywczych? Okazuje się, że notowana w Warszawie spółka nie wprowadziła żadnego swojego przedstawiciela do MRH i nie zbadała szczegółowo dokumentów spółki, którą chciała przejąć za ponad 0,55 mld zł.

Ponad rok temu ujawniliśmy, że przedstawiająca się jako „luksemburski fundusz” Tarantoga Capital, z którą współpracuje MSX Resources, nie widnieje w luksemburskim rejestrze spółek handlowych, a stoją za nią polscy biznesmeni, którzy wcześniej próbowali sił w branży telekomunikacyjnej.

— Nie widzieliśmy takiej potrzeby, koncentrowaliśmy się na badaniu złóż w Mongolii, które oceniono jako perspektywiczne — mówi Tomasz Pańczyk. Co teraz? MSX oficjalnie nie chce przyznać, że cały projekt mongolski można spisać na straty.

— Jesteśmy na etapie analizowania sytuacji, w najbliższych dniach zamierzamy polecieć do Mongolii, by przedyskutować sprawę z tamtejszymi partnerami — zapowiada Tomasz Pańczyk. Tarantoga to niejedyny duży akcjonariusz MSX — powyżej progu 5 proc. w spółce jest też Elektrim, a także milioner Krzysztof Jędrzejewski, główny akcjonariusz Kopeksu, z którym nie udało się nam porozmawiać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Mongolski przekręt wyszedł na jaw