Morski wiatr przyniesie zyski

McKinsey przekonuje, że dzięki budowie farm morskich PKB Polski zyska 60 mld zł. Dlatego warto dać im wsparcie

Podczas gdy w sektorze wiatraków lądowych zapanował marazm, w sektorze wiatraków morskich rośnie nadzieja. Inwestorzy walczą o pozwolenia, potencjalni dostawcy szykują plany fabryk, a wszyscy razem — proszą rząd o wsparcie.

Węgiel skorzysta

Na polskiej części Bałtyku nie kręci się jeszcze żaden wiatrak morski, ale nadzieje na taką inwestycję mają państwowe PGE i PKN Orlen, a także prywatna Polenergia, kontrolowana przez rodzinę Kulczyków. Ta spółka, jako pierwsza, dostała już nawet zgodę środowiskową na budowę takich wiatraków. Nie ruszy jednak z inwestycją, dopóki nie będzie pewna, że uzyska państwowe wsparcie. Na razie pewna być nie może, pozostaje lobbowanie. W sukurs przyszła firma doradcza McKinsey, która zaprezentowała wczoraj raport na temat korzyści, jakie rozwój energetyki morskiej może dać lokalnej gospodarce.

Liczby robią wrażenie. Według ekspertów z McKinseya, na budowę morskich farm wiatrowych o łącznej mocy 6 GW trzeba wydać 70 mld zł. To dużo, ale te pieniądze będą miały wpływ na PKB, który powinien wzrosnąć o 60 mld zł. Miejsc pracy nowa branża stworzy zaś ok. 77 tys. McKinsey zwrócił też uwagę na korzyści mniej oczywiste. Analitycy przygotowali listę firm w Polsce, które mogą skorzystać na rozwoju nowego sektora.

To m.in. sektor stoczniowy, który mógłby wyprodukować nawet 11 statków do montażu i 4-8 statków do transportu załóg, sektor stalowy, który mógłby sprzedać dodatkowy 1 mln ton stali, a także sektor miedziowy, produkujący ten metal na potrzeby kabli morskich i przyłączeniowych. Zaskakiwać mogą wyliczenia przeprowadzone dla sektora węglowego, bo wg McKinseya zwiększona produkcja stali będzie wymagała spalenia dodatkowych 180 tys. ton węgla, by zapewnić energię potrzebną do tej produkcji.

Państwowi zarobią

Argument węglowy może się przydać w dyskusjach na temat rządowego wsparcia dla farm morskich. Górnictwo jest kontrolowane przez państwo, przeżywa kłopoty finansowe, a jest jednocześnie ważne społecznie. Przyda się też kolejny argument McKinseya. Analitycy przekonują, że większość firm, które byłyby zaangażowane w rozwój farm morskich, to firmy bezpośrednio lub pośrednio kontrolowane przez skarb państwa.

Wśród nich: GSG Towers (producent masztów) z portfela Agencji Rozwoju Przemysłu, port w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Świnoujściu, z portfela Ministerstwa Skarbu, a także Crist (budujący statki) z portfela funduszu Mars, należącego do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Spoza firm państwowych, znaczącym beneficjentem byłaby też Tele- Fonika Kable, należąca do polskiego biznesmena Bogusława Cupiała.

— Planujemy wybudować fabrykę kabli na potrzeby morskich farm wiatrowych. Wahamy się pomiędzy Polską i Wielką Brytanią. To inwestycja na 100 mln EUR — mówi Piotr Mirek, wiceprezes Tele-Foniki. Czy warto to grono wspierać? McKinsey wyliczył, że łączny wpływ morskiej energetyki wiatrowej na PKB Polski byłby o ponad 20 proc. wyższy niż łączne dotacje. Analitycy założyli wsparcie na poziomie 42 mld zł, do 2050 r., a wzrost PKB sięgnąłby 60 mld zł. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu