Moska skarży się na opieszałość Mzyka

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 2007-07-04 00:00

Jestem rozczarowany — mówi Krzysztof Moska. Był pewny, że dokupi akcje, a główni akcjonariusze nie bardzo chcą się ich pozbywać.

Giełda Rozmowy w sprawie Pagedu utknęły w martwym punkcie

Jestem rozczarowany — mówi Krzysztof Moska. Był pewny, że dokupi akcje, a główni akcjonariusze nie bardzo chcą się ich pozbywać.

Ciągle nie ma rozstrzygnięcia w sprawie zmian własnościowych w Pagedzie. Krzysztof Moska, znany inwestor kojarzony z Lenteksem, Novitą, Hygieniką, Sanwilem i Ergiem, przyznaje, że chciałby zwiększyć zaangażowanie w grupie drzewno-meblowej.

Niespełna dwa tygodnie temu na walnym zgromadzeniu Pagedu zarejestrował posiadane 350 tys. akcji, dające mu 3,7-procentowy udział w kapitale spółki.

Po walnym Krzysztof Moska ściskał rękę z Edmundem Mzykiem, który pośrednio i bezpośrednio kontroluje około 28 proc. grupy.

— Myślałem, że doszliśmy do porozumienia i pan Mzyk sprzeda mi część akcji. Tak odczytałem jego intencje. Teraz jestem rozczarowany. Nie wiem, co się dzieje, czas mija, a główni akcjonariusze Pagedu jakby się wykręcali — mówi Krzysztof Moska.

Oferty w próżni

Moska mówi, że złożył już dwie oferty kupna akcji. Oferował za nie po 50-60 zł, ale nie dostał odpowiedzi.

— Pan Mzyk twierdzi teraz, że nie może sprzedać papierów, bo przenosi je do tworzonego dla niego funduszu w TFI Opera. Opera odpowiada mi, że teraz nie może sfinalizować transakcji ze względów formalnych. Nic z tego nie rozumiem — mówi Krzystzof Moska.

Z Edmundem Mzykiem nie udało nam się wczoraj skontaktować. Transferuje on akcje do Opery, bo odsuwa się od zarządzania. Ma tam trafić około 20 proc. kapitału Pagedu.

Krzysztof Moska twierdzi, że podjął próbę odkupienia akcji spółki od instytucji państwowej. Prawdopodobnie chodzi o Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych, która kontroluje 13,52 proc. kapitału.

— Po walnym złożyłem ofertę odkupienia akcji, ale została odrzucona. W tym przypadku nie mam pretensji, bo instytucja ta nie deklarowała wcześniej chęci wyjścia ze spółki —komentuje Krzysztof Moska.

Bez pośpiechu

Twierdzi, że nie musi kupować Pagedu za wszelką cenę. Ma co robić w swoich spółkach, które liczą na spore kontrakty. Ale z drzewnej grupy nie rezygnuje.

Otoczenie Mzyka sygnalizuje, że do rozmów mogłoby dojść 7 czy 9 lipca, co może mieć związek z dniem ustalenia praw do dywidendy. Pojawiły się jednak pogłoski, że w staraniach o Paged Moska może mieć konkurenta.

Co stanie się, jeśli nie dogada się z akcjonariuszami grupy?

— Przyglądam się. Mogę dalej trzymać te akcje i mam nadzieję na nich zarobić — mówi inwestor.

I zapewnia, że w ostatnich dniach nie sprzedawał ani nie kupował na giełdzie papierów Pagedu.

— Cały czas mam pakiet bardzo mocno zbliżony do tego, który zarejestrowałem na walnym — zapewnia Krzysztof Moska.

Gdyby jednak udało mu się zwiększyć udział w Pagedzie, chciałby dopasować go do swojej grupy. Możliwych synergii jest całkiem sporo.

JUŻ PISALIŚMY

„Puls Biznesu” z 19 czerwca 2007 r., nr 117

Miało być gorąco i jest:

Dwa tygodnie temu pisaliśmy, że Krzysztof Moska zainteresował się Pagedem. Kilka dni później wydawało się, że łatwo przejmie kontrolę nad spółką. Teraz okazuje się, że ktoś rzuca mu kłody pod nogi.