Most energetyczny zdobył przyczółki

Jacek Zalewski
opublikowano: 2008-02-13 00:00

Za trzecim podejściem wczoraj udało się wreszcie podpisać polsko-litewskie porozumienie energetyczne, aczkolwiek nie w takim zakresie, jaki poprzednio był planowany. Obaj prezydenci, Lech Kaczyński i Valdas Adamkus, patronowali już nieudanej próbie 10 października w Wilnie, przy okazji wielostronnego szczytu energetycznego, a później Lech Kaczyński koniecznie chciał polecieć do Wilna w sobotę przedwyborczą 20 października — ale też się nie dało. Paradoskalnie, na przeszkodzie politycznemu sukcesowi głowy państwa stało zdecydowane stanowisko PiS-owskiego rządu, a konkretnie ministra gospodarki Piotra Woźniaka, który pragmatycznie traktował jako elementy nierozerwalne transgraniczną linię przesyłową oraz nową elektrownię atomową w litewskiej Ignalinie.

O tej atomówce pisaliśmy wielo- krotnie, więc tylko przypomnijmy, że jej problem polega na ograniczonej mocy. Polska — niemająca na północnym wschodzie żadnej elektrowni dalej niż Ostrołęka — bardzo chętnie weszłaby kapitałowo we wspólną polsko-litewsko-łotewsko-estońską bezpieczną elektrownię atomową, ale chciałaby dostawać z niej 1000-1200 MW. To z kolei wymusiłoby zwiększenie mocy całej nowej Ignaliny do 3200-3400 MW, co jest raczej wykluczone ze względów ekologicznych.

Przełomem okazała się postawa wicepremiera i ministra gospodarki w rządzie PO-PSL Waldemara Pawlaka, który zasygnalizował rezygnację Polski z ortodoksyjnego trzymania się ustalonej przez Woźniaka dolnej granicy mocy. Jak ze wspólną inwestycją atomową będzie — jeszcze nie wiadomo, ale możliwe stało się podpisanie przynajmniej porozumienia o linii przesyłowej. Polskie Sieci Elektroenergetyczne oraz Lietuvos Energija przerzucą most z Ełku do litewskiego Alitasu (po naszemu — Olity).

Wczorajsza umowa ma zdecydowanie większe znaczenie dla Litwy niż dla Polski, jako że trzy poradzieckie republiki wciąż są wszechstronnie związane z Rosją, a trochę także z Białorusią. Jaka zaś jest pewność zaopatrzenia z tamtej strony, najlepiej przekonaliśmy się na przykładzie rafinerii w Możejkach. Dlatego po wejściu Litwy, Łotwy i Estonii do Unii Europejskiej całkowicie naturalny stał się projekt zbudowania bałtyckiego pierścienia energetycznego. Kiedy zadziała, zaopatrzenie w energię elektryczną z Rosji pełniłoby rolę uzupełniającą, ewentualnie konkurującą cenowo. Notabene, połączenie z Polską nie jest jedynym kierunkiem ratunkowym, drugi most Litwa przerzuci — a raczej przeciągnie po dnie morza — do Szwecji. Taki, z jakiego my korzystamy już od wielu lat.

Jacek Zalewski