Czytasz dzięki

Motoryzacja ciągnie cały przemysł

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 27-10-2020, 22:00

Powoli zaczynają spływać dane z październikowych badań koniunktury w różnych krajach.

Dane te są najszybszym źródłem informacji o reakcji gospodarki na jesienną falę epidemii. Widać w nich, że nastroje w firmach stopniowo zaczęły się pogarszać.

Ale jest też przebłysk nadziei — bardzo dobra, wręcz poprawiająca się koniunktura w przemyśle niemieckim, napędzana mocnym popytem w branży motoryzacyjnej. Widać ją też po wysokich kursach akcji spółek z branży, które pokazane są na wykresie — ceny są wyraźnie bliżej poziomu z początku roku niż dołka z wiosny i na razie nie reagują znaczącymi spadkami na nową falę obostrzeń społecznych. Dlaczego? Możliwe, że inwestorzy, podobnie jak menedżerowie w firmach, nauczyli się w ostatnich miesiącach, że po lockdownie popyt szybko wraca do normy.

Dobry wgląd w nastroje w gospodarce daje niemiecki indeks IFO, powstający na podstawie ankiety wśród bardzo dużej grupy 9 tys. firm. Indeks lekko obniżył się w październiku wobec września — do 92,7 pkt wobec 93,2 pkt. To na razie niewielki ruch. Pogorszyła się przede wszystkim ocena koniunktury w usługach, handlu i budownictwie. Ale jednocześnie nastroje w przemyśle poprawiły się wyraźnie względem września. Subindeks sektorowy dla przemysłu po raz pierwszy od wiosny 2019 r. znalazł się na plusie, co oznacza, że większy jest odsetek firm uważających swoją sytuację za dobrą lub oczekujących poprawy niż firm z odwrotnym nastawieniem.

Biorąc pod uwagę strukturę niemieckiego przemysłu, można postawić tezę, że poprawa jest głównie efektem lepszej koniunktury w motoryzacji. Widać to zresztą też w Polsce, gdzie przemysł jest mocno powiązany łańcuchami dostaw z Niemcami. Z badania koniunktury GUS (również prowadzonego na podstawie ankiet) wynika, że ocena bieżącego portfela zamówień jest najwyższa od 2011 r. (w sensie dynamiki tego portfela wobec poprzednich miesięcy).

Patrząc na notowania spółek motoryzacyjnych, widać, że inwestorzy na razie niespecjalnie przejęli się nadchodzącymi obostrzeniami. W ciągu tygodnia akcje największych firm w Niemczech staniały o ok. 4 proc. — spadek jest wyraźny, ale zupełnie nieporównywalny z sytuacją z wiosny. A na giełdzie w USA ceny akcji Forda czy Fiata ostatnio wręcz drożały.

Na optymizm w branży wskazał we wtorek prezes Volkswagena Herbert Diess, który powiedział w „Financial Times”, że sytuacja branży jest na tyle dobra, że niepotrzebne jest wsparcie rządu dla popytu na auta.

Czy optymizm wokół branży nie jest nadmierny? Wiele wskazuje, że menedżerowie i inwestorzy nie dostosowali się jeszcze do ryzyka zamknięcia sklepów z samochodami w najbliższych tygodniach. Twardy lockdown w Europie zbliża się wielkimi krokami, ponieważ systemy szpitalne w coraz większej liczbie krajów ulegają przeciążeniu.

Ale jednocześnie w tym relatywnym spokoju wokół spółek widać głębszy sens. Pół roku epidemii czegoś biznes już nauczyło. Jedna z lekcji jest taka, że w branżach trwałych dóbr konsumpcyjnych (motoryzacja, meble, AGD, RTV itp.) występują silne efekty odłożonego popytu — duża część konsumentów, która nie kupuje w czasie lockdownu, wraca później do sklepów i nadrabia zaległości. Dlatego przemysł ma szansę przejść przez nadchodzący dołek koniunktury w lepszej kondycji niż usługi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: IGNACY MORAWSKI, główny ekonomista „Pulsu Biznesu”

Polecane