Motoryzacja podnosi swoją inteligencję

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2020-05-20 22:00

Producenci samochodów nie padliby ofiarą pandemii, gdyby zawczasu postawili na automatyzację.

Ludzie pracujący ramię w ramię z robotami, dachy z paneli słonecznych i tysiące eleganckich aut zjeżdżających z naszpikowanych elektroniką linii produkcyjnych. Tak będą wyglądały montownie samochodów jutra. Do 2025 r. połowa fabryk motoryzacyjnych będzie inteligentna — szacuje Capgemini. Gdyby sektor automotive wcześniej postawił na technologie rodem z literatury science fiction, łatwiej przechodziłby zawirowania związane z pandemią.

Głównym zmartwieniem motobranży jest oczywiście spadek zamówień. Co się jednak tyczy organizacji produkcji — znacznie utrudnia ją tzw. przemysłowy dystans społeczny. Nie sposób go wdrożyć, stosując najprostsze środki ochrony: mierzenie temperatury ciała, maseczki oraz regularne odkażanie obiektów, maszyn i narzędzi.

— Rozwiązaniem jest automatyzacja, czyli roboty, sensory i zaawansowane programy, dzięki którym wiele czynności można wykonać zdalnie lub z udziałem zespołów działających w dużym rozproszeniu — twierdzi Adam Stańczyk, ekspert spółki informatycznej BPSC.

Wczoraj pisaliśmy w „PB”, że pracę w jednym z czterech polskich zakładów Volkswagena straci do końca 2021 r. 450 osób. Powodem jest malejący popyt na nowe pojazdy. I tu znowu daje o sobie znać niedostatek automatyzacji. Znaczącą pozycją w budżetach fabryk są koszty zatrudnienia, które można ograniczyć przez częściowe zastąpienie czynnika ludzkiego nowymi technologiami. Fabryka Fiat Chrysler Automobiles w Tychach przedłużyła okres zawieszenia produkcji do 24 maja. Jej zarząd zapewnia, że na razie nie planuje zwolnień. Redukcje etatów pozwoliłyby zminimalizować straty, a jednak taka decyzja oznaczałaby wysokie koszty społeczne i wizerunkowe.

— Brak automatyzacji zatrzymał motobranżę w blokach startowych. Oby kadra zarządzająca wyciągnęła wnioski z pandemii i zaczęła wprowadzać w fabrykach koncepcję czwartej rewolucji przemysłowej — mówi dr Sergiusz Prokurat, ekonomista, autor książki „Praca 2.0.

Nie ukryjesz się przed rewolucją rynku pracy”.

W sektorze automotive nie zabraknie jednak pracy dla osób, które — powtarzając za Alvinem Tofflerem, amerykańskim futorologiem — „chcą się uczyć, oduczać i uczyć na nowo”. Tak przynajmniej uważa Andrzej Zych, ekspert nowych technologii i zarządzający architekturą IT w Capgemini Polska. Jego zdaniem inteligentne fabryki samochodowe potrzebują stosunkowo mniej ludzi, ale lepiej wyedukowanych.

— Nie wystarczy zbudować nowoczesny zakład produkcyjny i wyposażyć go w urządzenia połączone z internetem. O inteligencji fabryki świadczy oprogramowanie integrujące zarówno maszyny i sprzęt, jak procesy biznesowe. Ale w centrum przełomu stoi pracownik z kompetencjami na miarę przemysłu 4.0 — uważa Andrzej Zych.

Producenci samochodowi w najbliższych trzech latach chcą zwiększyć inwestycje cyfrowe o ponad 60 proc., co podniesie wydajność o ponad 160 mld USD — wynika z danych Capgemini. Jest tylko jedna wątpliwość: czy z powodu wywołanych przez pandemię strat fabryki nie zrezygnują z części zaplanowanych wdrożeń?