Można wygrać z NFZ

opublikowano: 25-06-2015, 00:00

Cardinox przetarł trudny szlak. Po czteroletniej batalii uzyskał korzystną decyzję płatnika w sprawie przegranego konkursu na świadczenia kardiologiczne

Warto było nie składać broni — uważa dolnośląska spółka medyczna Cardinox, specjalizująca się w kardiologii. W maju prezes Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) przyznał jej rację i uchylił wszystkie niekorzystne dla niej postanowienia, dotyczące przegranego konkursu na świadczenie usług medycznych w szpitalu w Busku-Zdroju.

WZIĄĆ POD LUPĘ:
WZIĄĆ POD LUPĘ:
Wygrane — przegrane firmy uwazaja, ze NFZ powinien blizej przyjrzec sie sprawie konkursu, w którym odpadł szpital w Busku-Zdroju, kierowany przez Grzegorza Gałuszke (na zdjeciu). — Ktos z urzedników powinien poniesc konsekwencje narazenia nas na strate kilkudziesieciu milionów złotych — mówi Robert Garbacz, prezes Cardinoksu.
ARC

— Po czterech latach batalii w sądzie i urzędach w końcu się udało. Liczymy, że to krok w kierunku otrzymania przez naszą placówkę kontraktu z NFZ — komentuje Robert Garbacz, prezes Cardinoksu. Dolnośląska spółka i buski szpital przegrały z konkurencyjnym Intercardem konkurs ogłoszony przez kielecki NFZ w 2011 r. Odwoływały się, ponieważ jak przypomina Robert Garbacz, podczas konkursu naruszono m.in. zasadę równego traktowania świadczeniodawców.

— Choć nasza oferta była lepsza, przegraliśmy — twierdzi Robert Garbacz. Marcin Pasternak, prezes kliniki Intercad, informuje, że jego spółka — chociaż była stroną konkursu — nie otrzymała ostatniej decyzji prezesa NFZ, nie może się więc do niej odnieść.

Bieg z przeszkodami

Zdaniem prezesa Cardinoksu, zwycięstwo jego spółki w batalii z NFZ może oznaczać przełom dla innych placówek medycznych, niezadowolonych z decyzji płatnika. A jest ich niemało. Nie wszystkie decydują się jednak na długie procedury odwoławcze, nawet jeśli potrafią uzasadnić, że proces wyboru świadczeniodawcy nie był przeprowadzony prawidłowo.

Długa i wyboista droga Cardinoksu potwierdza, że nie jest łatwo. Na początek sieć medyczna poskarżyła się do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA). Około roku temu zapadł prawomocny wyrok na korzyść szpitala w Busku-Zdroju, w którym Cardinox miał leczyć kardiologicznych pacjentów.

Choć wydawało się, że decyzja sądu wystarczy, by wrócić do rozmów i otrzymać kontrakt, na drodze pojawiła się kolejna przeszkoda — Jacek Paszkiewicz, ówczesny prezes NFZ, wniósł o kasację tego wyroku. Na korzystną decyzję, już nowego prezesa NFZ, trzeba było czekać jeszcze rok — w maju 2015 r. Tadeusz Jędrzejczyk, szef funduszu, uchylił wszystkie poprzednie rozstrzygnięcia kieleckiego NFZ oraz poprzedniego prezesa funduszu, otwierając Cardinoksowi drogę po kontrakt (co nie oznacza jednak unieważnienia poprzedniego konkursu).

Niedźwiedzia przysługa

Nie był to koniec kłopotów spółki z płatnikiem. Kielecki oddział zrobił jej jeszcze jedną niemiłą niespodziankę — błyskawicznie ogłosił konkurs i… zakończył go bez rozstrzygnięcia.

— Zgodnie z decyzją prezesa NFZ z 11 maja oddział świętokrzyski w trybie niezwłocznym ogłosił postępowanie konkursowe w formie rokowań. Nie zgłosił się żaden oferent. W związku z tym postępowanie zostało zakończone — informuje Beata Szczepanek, rzecznik prasowy świętokrzyskiego oddziału NFZ. Szef Cardinoksu liczy jednak na skuteczne odwołanie od takiego trybu.

— Przez ostatnie dwa lata buska placówka nie działała. Na przygotowanie się potrzebujemy kilku miesięcy, z czego płatnik doskonale zdaje sobie sprawę — mówi Robert Garbacz.

— Jako szpital publiczny, bez kontraktu musieliśmy zaprzestać działalności. Liczymy, że w związku z majową decyzją prezesa NFZ otrzymamy kontrakt w ramach rokowań. Oddział mógłby ruszyć we wrześniu, przygotowania właśnie się rozpoczęły — informuje Grzegorz Gałuszka, dyrektor szpitala w Busku-Zdroju. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Bezkarna samowola

ANDRZEJ SOKOŁOWSKI

prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych

Wiele placówek odwołuje się od decyzji NFZ, jednak wygrać udaje się nielicznym. Część zniechęca długi czas rozstrzygania sporów — zdarza się, że jest już za późno na ratowanie biznesu. Nie byłoby niezgodnych z prawem rozstrzygnięć, gdyby nie samowola urzędników, którzy nie odpowiadają ze swoje decyzje. O ich bezkarności świadczyć może przykład przedsiębiorcy z Polic. Prowadził szpital, który cieszył się w regionie bardzo dobrą opinią i był oblegany przez pacjentów. W związku z dużym zainteresowaniem biznesmen postanowił wybudować większą placówkę, po drugiej stronie ulicy, i przenieść do niej pracowników i chorych. Choć wydałoby się, że to tylko formalność, skończyło się odebraniem szpitalowi kontraktu. Gdy pod dwóch latach zająłem się sprawą i zaskarżyłem decyzję, centrala przyznała rację przedsiębiorcy. Urzędnik, który podjął decyzję, dostał naganę, firma… zbankrutowała. Niestety, od tamtej pory nic się nie zmieniło.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Goralewski

Polecane