Mozolna wspinaczka po szczeblach ryzyka i zysków

Robert Azembski
12-04-2006, 00:00

Nie warto od razu rzucać się wir ryzyka. Lepiej piąć się spokojnie do drabinie instrumentów finansowych.

„Puls Biznesu”: Jakie konkretnie instrumenty finansowe mają do dyspozycji przedsiębiorcy, którzy nie chcą korzystać tylko z lokat bankowych?

Adam Ruciński, z Ruciński i Wspólnicy, Kancelaria Audytorów i Doradców: Operowanie na rynku papierów wartościowych nie jest zastrzeżone dla banków. Natomiast przedsiębiorcy zakładając w nich odpowiedni rachunek mogą korzystać z pośrednictwa w kupowaniu i sprzedawaniu bonów skarbowych. Mają z tego taki plus, że mogą liczyć na uzyskanie wyższej rentowności niż na lokacie bankowej. Banki natomiast — za często stosunkowo niewielką opłatą — występują w imieniu klienta na przetargi papierów dłużnych lub sugerują jakąś cenę przetargową. Tym samym klient nie zostaje bez opieki i otrzymuje pewną sugestię za jaką cenę mógłby kupić papiery.

Godne polecenia są także fundusze rynku pieniężnego. Zostały one stworzone po to, by obsługiwać firmy. Tu dużą zaletą jest ich wysoka płynność. Jednostki uczestnictwa funduszy można umorzyć bardzo szybko.

Czy dobrą lokatę stanowią też dłużne papiery komercyjne?

Na rynku dostępne są papiery dłużne emitowane przez różne przedsiębiorstwa. Mogą to być bony 3-miesięczne lub o dłuższym terminie wykupu. Przedsiębiorca może je też — mówiąc żargonowo rolować, czyli przedłużać. Zgodnie z teorią finansów, im wyższa oczekiwana stopa zwrotu, tym wyższe ryzyko. Poruszamy się w naszych rozważaniach po kolejnych szczeblach ryzyka i dochodowości. Pojawia się pytanie, na ile musimy zaufać bankowi, że sprawdzi sytuację finansową emitenta papierów. Banki zawsze zastrzegają się, że za wiarygodność emitenta nie odpowiadają. To sam nabywca musi ocenić, na ile dane przedsiębiorstwo jest wiarygodne, czy warto w nią zainwestować. Przedsiębiorcy, przychodzący do banku i chcący nabyć papiery jakiejś innej firmy, nie mają na ogół bardzo szczegółowego rozpoznania na rynku, szczególnie — kapitałowym. Ufają po prostu bankowi. I tu pojawia się problem — co z tym fantem zrobić?

W naszej rzeczywistości gospodarczej nie mamy jeszcze zbyt wielu wyspecjalizowanych podmiotów (np. firm konsultingowych) pośredniczących w tego typu transakcjach, które nie tylko pomogłyby przedsiębiorcom przy wyborze właściwych instrumentów inwestycyjnych, ale sprawdziłyby też wypłacalność emitenta papierów. Chodzi nie tyle o to, żeby wyeliminować ryzyko, ale żeby je okiełznać.

Oczywiście zawsze są jeszcze akcje…

Nie doradzam samodzielnego kupowania akcji na giełdzie, bo tu trzeba się już znać i śledzić bieżące notowania kursów walorów giełdowych. Wiele prostszym, ale i bezpieczniejszym rozwiązaniem jest inwestycja w fundusze akcyjne. Tak naprawdę zazwyczaj nie polecam ich, bo nie po to firma wygenerowuje wolne środki, żeby ryzykować inwestując je na giełdzie. Ale jeśli spółka jest w stanie przez jakiś okres „zamrozić” swoje nadwyżki finansowe to nie wzbraniam się przed polecaniem funduszy inwestycyjnych. Niezłe są takie fundusze stabilnego wzrostu, gdzie udział akcji jest stosunkowo niewielki. Na ogół około 40 proc. w portfelu tych funduszy stanowią akcje, chociaż i to dla wielu przedsiębiorców może być dużo. Zatem klient może sam sobie stworzyć fundusz z mniejszym udziałem akcji, żeby zminimalizować ryzyko.

Wszystko to wydaje się być bardzo ryzykowne…

Nawet, jeśli przedsiębiorca kupi obligacje skarbowe, to nie oznacza, że ma już święty spokój i tylko może czekać na zyski. Nic nam właściwie nie grozi, gdy kupujemy papiery krótkoterminowe i trzymamy je do roku czasu. Ale już np. przy pięcioletnich obligacjach skarbowych możemy je co prawda łatwo sprzedać na giełdzie, ale narażamy się na tzw. ryzyko stopy procentowej. Do tej pory mieliśmy do czynienia ze spadkami tych stóp i można było tylko zarobić. Bywały już jednak takie sytuacje, kiedy stopy okresowo (a może być i długoterminowo) wzrastały. W takiej sytuacji, przedstawiając obligację do przedterminowego wykupu — może się okazać, że inwestor otrzyma mniej pieniędzy, niż za nią zapłacił, i tym samym ponosi stratę. Przewidując to, należy wyzbyć się długoterminowych obligacji i kupować krótkoterminowe papiery.

A instrumenty pochodne, na których podobno można zarobić krocie?

Czasem można faktycznie zyskać, i to sporo, ale jeśli miałbym uczciwie doradzać przedsiębiorstwu, to nie polecam. Charakter instrumentów pochodnych jest albo zabezpieczający, albo spekulacyjny.

Rozmawiał: Robert Azembski, miesięcznik „BANK”

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Robert Azembski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Mozolna wspinaczka po szczeblach ryzyka i zysków