Wiele wskazuje na to, że za Polmos z Zielonej Góry Ministerstwo Skarbu Państwa nie weźmie więcej niż 100 mln zł. Tymczasem poprzednia ekipa wyceniała go na blisko 200 mln zł, a Polmos z Białegostoku aż na 600 mln zł. Resort ma dwa rozwiązania: albo poskromi apetyt, albo wstrzyma prywatyzację sektora.
Ministerstwo Skarbu Państwa nie chce podawać szczegółów swoich planów dotyczących prywatyzacji Polmosów. I nie ma się czemu dziwić, bo albo sprzeda je tanio, albo będzie musiało liczyć się ze wstrzymaniem przekształceń sektora.
Dziś nikt nie ma wątpliwości, że branża przeżywa bardzo duże kłopoty. Po pierwsze — boryka się z nielegalnym importem, po drugie — jej wyniki znacznie obciążają rozwiązania fiskalne.
— Niewykluczone, że za 2-3 lata przemysł spirytusowy powróci do dawnej świetności — oczywiście pod warunkiem, że przez ten okres nie będzie podwyżki akcyzy na mocne alkohole — uważa Józef Kapela, prezes Krajowej Rady Przetwórstwa Spirytusu i szef Pol-mosu z Bielska-Białej.
Jan Małachowski, prezes Polmosu Białystok, dodaje, że równie ważne w tej sytuacji jest zahamowanie nielegalnego przywozu alkoholi. Dopiero wówczas do budżetu mogą wpłynąć naprawdę duże pieniądze z prywatyzacji sektora.
Przedstawiciele Polmosów nie chcą oficjalnie wypowiadać się, co w tej sytuacji może zrobić minister.
Być może MSP będzie kontynuowało własnościowe przekształcenia spirytusowej branży. Wiesław Kaczmarek, minister skarbu, kilka dni temu zapewnił, że w 2002 r. można spodziewać się prywatyzacji spółek z Zielonej Góry i Białegostoku. Jednak kilka razy równocześnie przypominał, że zamierza prywatyzować, ale „nie za wszelką cenę” i że trzeba skończyć „z fiskalnym podejściem” do procesu przekształceń.
Dziś natomiast pewne jest, że jeśli MSP rzeczywiście będzie chciało prywatyzować Polmosy, to musi mieć cenowe oczekiwania mniejsze niż poprzedni resort. Nieoficjalnie wiadomo, że poprzednicy ministra Kaczmarka liczyli, że za 80 proc. akcji zielonogórskiego Polmosu inwestorzy zapłacą około 200 mln zł. Tymczasem potencjalni nabywcy zaoferowali o połowę mniej. Obecny resort anulował przetarg i lada dzień należy spodziewać się kolejnego — trzeciego już — zaproszenia inwestorów do rokowań. Pewne jednak jest to, że to MSP będzie musiało poskromić apetyty, bo inwestorzy znacząco wyższych niż dotychczas cen nie zaproponują.
Trudno dziś również spekulować, jak potoczą się prywatyzacyjne losy największej w Polsce fabryki wódek — z Białegostoku. Na krótkiej liście od kilku miesięcy są Allied Domecq i Polskie Północne Pierze i Puch Roleks.
Białostocki producent został pierwotnie wyceniony na około 600 mln zł, ale obecnie można za akcje tej spółki otrzymać nie więcej niż połowę tej kwoty.
Okiem eksperta
Jest kilka Polmosów w dobrej kondycji finansowej, które poradzą sobie nawet 2-3 lata na rynku bez prywatyzacji. Gros spirytusowych spółek może jednak nie przetrwać tego okresu. Ministerstwo Skarbu Państwa powinno zejść z ceny i nie czekać z przekształceniami właścicielskimi.
Bogna Sikorska
analityk CDM Pekao SA


