MSP ZAPOWIADA REWOLUCJĘ W NFI

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 31-10-2000, 00:00

MSP ZAPOWIADA REWOLUCJĘ W NFI

Resort uporządkuje hutnictwo, zbrojeniówkę, cukrownictwo

LEPSZY WRÓBEL W GARŚCI: Jeśli mam wybierać między dziką prywatyzacją, czyli nagłym podwyższeniem kapitału bez umowy prywatyzacyjnej w przedsiębiorstwie, które dzięki temu uniknie bankructwa, a jego upadłością — zawsze zdecyduję się na takie przekształcenie — mówi Andrzej Chronowski, minister skarbu. fot. Grzegorz Kawecki

Andrzej Chronowski, szef resortu skarbu, twierdzi, że jego spektakularna interwencja w trzech NFI to dopiero początek krucjaty przeciwko firmom zarządzającym, które nie dość, że łamią prawo, to jeszcze transferują zyski za granicę.

„Puls Biznesu”: Które branże MSP zamierza przekształcać w pierwszej kolejności?

Andrzej Chronowski: Na szczęście znów bardzo poprawiła się koniunktura w sektorze hutniczym, dlatego jest to odpowiedni czas na prywatyzowanie tego przemysłu. A problem jest bardzo poważny, bo około 60 proc. rynku należy do dwóch przedsiębiorstw — Huty Katowice i Huty Sendzimira. Na tym jednak nie koniec. Przy zmniejszającym się znaczeniu prywatyzacji coraz większą rolę będzie odgrywać gospodarowanie majątkiem państwowym. W kilku branżach będę chciał narzucić ostrzejsze tempo prywatyzacji. Dotyczy to również przemysłu spirytusowego, zbrojeniówki, a także nieco zaniedbywanych do tej pory małych i średnich przedsiębiorstw.

— Na razie szefowie hut Sendzimira i Katowice licytują się autorskimi pomysłami na konsolidację branży. Który z nich Pan wybierze?

— Prezesi obu hut powinni ze sobą współpracować. W ciągu dwóch tygodni, przy współudziale resortu gospodarki, odbędzie się spotkanie zarządów, na którym przedyskutujemy problemy nurtujące obie spółki. Przy sprawnym działaniu ich prywatyzacja powinna się zakończyć do końca pierwszej połowy 2001 r. Następna na liście priorytetów jest branża elektroenergetyczna. W tym sektorze nie możemy sobie pozwolić na najmniejsze zaniedbania, bo musimy zdążyć z przygotowaniem go do konkurowania z zagranicznymi firmami przed otwarciem rynku w 2005 r. Podjęliśmy decyzję o przyspieszeniu przekształcenia części wytwórczej, jednocześnie realizując dotychczasowy harmonogram przekształcenia części dystrybucyjnej. Prywatyzacja sektora dystrybucji zgodnie z istniejącym planem nie przekreśli prywatyzacji przedsiębiorstw wytwórczych. Zwłaszcza że w pierwszym etapie będziemy zbywać tylko do 25 proc. akcji spółek dystrybucyjnych.

— Czy branża zbrojeniowa nie powinna mieć pierwszeństwa?

— Wbrew pozorom, w dużo gorszej sytuacji niż przemysł zbrojeniowy znajdują się firmy z branży morskiej: rybołówstwo, przemysł stoczniowy, przewoźnicy morscy. W ciągu miesiąca ma powstać międzyresortowa komisja, która oceni zewnętrzne warunki funkcjonowania dla sektora morskiego i przygotuje strategię do wspólnego działania na rynkach międzynarodowych. Nie lepiej dzieje się w przemyśle spirytusowym. We wszystkich Polmosach trwają procedury prywatyzacyjne. Najbardziej zaawansowane są w czterech przedsiębiorstwach, które są w najtrudniejszej sytuacji. Wystarczą dwa miesiące, żeby najgorzej sytuowany zakład przywrócić do życia. Jeśli się sprężymy, to do końca 2001 roku powinniśmy zamknąć prywatyzację także tego sektora. Przyspieszenie prywatyzacji dotyczy także, oczywiście, przemysłu zbrojeniowego. Powstała koncepcja uratowania Pronitu z Pionek, którego upadłość została ogłoszona we wrześniu. Być może na bazie majątku tej firmy powstaną 2-3 nowe spółki. Z 36 spółek branży proces prywatyzacji uruchomiony jest w kilkunastu. W dwóch przekształcenia zamkną się na przełomie roku — w WSK Kraśnik i Hucie Stalowa Wola.

— Ile małych i średnich przedsiębiorstw zamierza Pan sprywatyzować w przyszłym roku?

— Firm, dla których organem założycielskim jest wojewoda, jest jeszcze grubo ponad tysiąc. Do tego dochodzi około 290 jednoosobowych spółek Skarbu Państwa oraz kilkaset firm, w których Skarb Państwa posiada udziały mniejszościowe. Powstał dokument, w którym jest dokładnie wyszczególnione, jakim majątkiem dysponuje SP. Pozwala mi to globalnie spojrzeć na cały proces przekształceń własnościowych. W tym roku chcemy sprywatyzować 150 małych i średnich przedsiębiorstw, w przyszłym roku około 200, głównie dzięki skróceniu okresu rozpatrywania wniosków o prywatyzację.

— Skąd zainteresowanie tymi firmami, których prywatyzacja z punktu widzenia potrzeb budżetu nie jest szczególnie atrakcyjna?

— Do tej pory nie zwracano uwagi na mniejsze przedsiębiorstwa, które bez krzyku i awantur jedno po drugim ogłaszały upadłość. Z jednej strony, nie miały siły przebicia, żeby upomnieć się o pomoc, z drugiej — próbom zmian towarzyszył opór społeczny pod hasłem: „nie damy się sprywatyzować”. Ludzie jednak zrozumieli, że bez kapitału na restrukturyzację i rozwój nie wytrzymają konkurencji na rynku. Należy jednak wyraźnie podkreślić, że prywatyzacja w tym sektorze jest bardziej nastawiona na ratowanie miejsc pracy i budowanie średniej warstwy ekonomicznej niż na wpływy do budżetu.

— Jaką rolę przewidział Pan w tym procesie dla Agencji Prywatyzacji?

— Agencja Prywatyzacji ma pewne uprawnienia, których brakuje nawet ministrowi skarbu. Gotowa jest lista spółek, które trafią do AP, jednak nie trzymałbym się jej zbyt ściśle. Być może okaże się, że niektóre z tych firm powinny być jednak przekształcane bezpośrednio w MSP. Agencja może prywatyzować szybciej niż MSP, ale to się wiąże z ryzykiem popełnienia błędów prywatyzacyjnych. Chcemy więc przekazywać jej spółki łatwiejsze do sprywatyzowania, czyli na przykład takie, o które nie zabiega wielu inwestorów.

— Podejrzewamy, że elementem troski o los małych i średnich firm jest krucjata resortu przeciwko niektórym firmom zarządzającym Narodowymi Funduszami Inwestycyjnymi, bo spółkom parterowym nie wiedzie się przecież zbyt dobrze...

— Dopięliśmy swego. Pierwszym efektem interwencji Skarbu Państwa jest to, że akcjonariusze większościowi w NFI zaczynają rozmawiać z ministrem skarbu. Nie jesteśmy 100-proc. właścicielem firm należących do programu NFI, ale to Skarb Państwa płaci firmom zarządzającym i chce kontrolować ich poczynania. To dopiero początek naszych działań. Każdy fundusz jest bardzo uważnie analizowany. W dwóch przypadkach nie podpisałem umowy o zarządzanie. Za trzy miesiące będziemy mogli ocenić, jakie będą konsekwencje nadzoru MSP. Niebezpieczne jest to, że firmy zarządzające nie przestrzegają ustawowych zapisów dotyczących czasu trwania programu, tanich kredytów dla spółek portfelowych, transferu know-how czy reinwestowania wypracowanych środków. Zdarza się często, że zyski zamiast trafiać do potrzebujących wsparcia spółek są wyprowadzane poza fundusze. Jeśli nie dopilnujemy firm zarządzających, może się okazać, że dojdzie do przymusowej renacjonalizacji spółek portfelowych i upadku wielu z nich.

— Ile kosztowałoby Skarb Państwa zerwanie umowy prywatyzacyjnej z Eureko?

— Nie wolno tego problemu rozpatrywać w ten sposób, bo w cenę wliczona jest także nasza wiarygodność. Jeśli jednak zdarzy się, że umowa prywatyzacyjna jest łamana, Skarb Państwa ma pełne prawo podjąć odpowiednie kroki.

— A jakich warunków inwestorzy nie dotrzymali w tym przypadku?

— Na razie nie chcę zbyt wiele o tym mówić. Mamy różne problemy, takie jak wybór przewodniczącego rady nadzorczej PZU, ale chcemy pozytywnego rozwiązania. Pragnę jednak podkreślić, że nie będziemy zgadzać się w ciemno na każdą propozycję inwestora.

— Czy zamierza Pan sprywatyzować Śląską Spółkę Cukrową z udziałem francuskiej firmy Saint Louis Sucre?

— Nadal trwają bardzo zaawansowane negocjacje z Francuzami. Nie możemy się porozumieć co do jednej spornej kwestii.

— A może wolałby Pan dołączyć śląskie cukrownie do grupy Polski Cukier, której powołanie Pan rozważa?

— Jesteśmy w fazie wyłaniania firmy doradczej do powołania Polskiego Cukru. Nie będę przeciwny powstaniu tej spółki, jeśli analiza wykaże, że będzie to służyć rozwojowi cukrowni i rynku cukrowniczego. Nie zrobię jednak żadnego ruchu, który w końcowej fazie negocjacji spowoduje zerwanie rozmów z francuskim inwestorem.

— Ile spółek trafi w przyszłym roku na Giełdę Papierów Wartościowych i czy w grę wchodzi także prywatyzacja samej giełdy?

— Jest za wcześnie, żeby mówić o prywatyzacji giełdy. Na pewno jednak potrzebuje ona wzmocnienia — z jednej strony zwiększenia obrotów, z drugiej — nawiązania współpracy z innymi giełdami. Trudno mi określić, ile spółek może trafić na giełdę. Będziemy się starali, żeby było ich sporo, bo chcemy wzmocnić rynek kapitałowy. Na pewno będzie wśród nich PZU, Pekao SA, kolejny pakiet PKN Orlen, KGHM, niewykluczone, że także Rafineria Gdańska. Nie ma ostatecznej decyzji w sprawie LOT-u. Ważą się losy PKO BP.

— Czy widzi Pan polski kapitał, który byłby w stanie udźwignąć prywatyzację PKO BP?

— Nie róbmy z siebie kopciuszków. Dużym kapitałem dysponują na przykład fundusze emerytalne. MSP w przyszłym roku jest zobowiązane dostarczyć im 11 mld zł. Część tych środków fundusze muszą ulokować w papierach polskich firm. To poważnie wzmocni nasz rynek kapitałowy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane