Najpierw musi być trzęsienie ziemi, a później napięcie ma stopniowo narastać — taka była prosta recepta na thrillery made by Hitchcock. Wydaje się, że admiratorem, a przynajmniej wiernym obserwatorem twórczości mistrza horroru jest miłościwie nam panujący nad naszym skarbem Wiesław Kaczmarek. To znaczy, by już tak zupełnie być w zgodzie z prawdą, to ten skarb (choć jeszcze spory, bo szacowany na około 140 mld złotych) nie do końca jest nasz, a jeżeli nawet — to już w znacznej mierze przejedzony. To tak, jakbyśmy rodowe srebra zastawili w lombardzie, by kupić bułkę na śniadanie. A ponieważ mieliśmy duży apetyt — to zadłużyliśmy się za granicą na blisko 100 mld złotych. To, że uda się zwrócić dług z odsetkami z „przychodów z przyszłych okresów”, trzeba włożyć, przynajmniej na razie, między bajki. I w tej sytuacji pieczę nad skarbem obejmuje właśnie miłośnik Hitchcocka.
Zapowiedziami, jeszcze przed wyborami, zmian w koncepcji prywatyzacji minister wywołał wiele burz i postawił wiele znaków zapytania. Małe trzęsienia ziemi, tam gdzie mógł szybko, już zrobił, z innych, lokalnych, musiał się — przynajmniej czasowo — wycofać pod naciskami. Ale zapewne do nich wróci. Wciąż jednak nie mamy jasności, czy ministerstwo skarbu pod jego rządami będzie strażnikiem Skarbu Państwa, czy raczej likwidatorem. Wcześniejsze wypowiedzi ministra stwarzały wrażenie — ku zaskoczeniu wielu — że bliższa jest mu rola strażnika niż likwidatora. Wiadomo jednak, że idee i zamierzenia, w zderzeniu ze skrzeczącą rzeczywistością, często obracają się w perzynę. A rzeczywistość mocno skrzeczy, minister Belka będzie wyciągał rękę po pieniądze z prywatyzacji, a wiadomo, że apetyt ma praktycznie nieograniczony.
W tej sytuacji, kiedy tegoroczne wpływy z prywatyzacji z pewnością nie przekroczą 12 mld zł — zamkną się raczej kwotą około 10 mld, powiększając w ten sposób o 8 mld zł budżetowy niedobór — planowane przez ministra przyszłoroczne wpływy z prywatyzacji na poziomie około 7 mld zł będą bardzo trudne do zaakceptowania dla ministra finansów. Pierwsza próba sił i weryfikacja planów ministra Kaczmarka nastąpi niebawem. Wtedy okaże się, co zostało z idei, co wymusiło życie, i co — poza lokalnymi trzęsieniami ziemi — czeka nas w przyszłości.



