Największym ryzykiem w biznesie nie jest pesymizm. Jest nim optymizm, który zakłada, że wszystko pójdzie jak z płatka. Liderzy, którzy nie uwzględniają porażek, opóźnień i kryzysów, nie są wizjonerami – są po prostu nieprzygotowani. Pamiętaj: wiara w sukces to paliwo, ale brak planu B to prosta droga do katastrofy.
Dlaczego jest to ważne
W życiu, finansach, karierze i przywództwie sam optymizm bywa formą samozakłamania, a sam pesymizm drogą do bezwładu. Postęp wymaga obu naraz: wiary, że będzie lepiej, i trzeźwości, że wcześniej wszystko może się załamać.
Studium przypadku. Kwiatkowski dał przykład
Mistrzem łączenia realizmu z wizjonerstwem był Eugeniusz Kwiatkowski, wicepremier i minister skarbu II RP. Nie lekceważył biedy ani zapóźnienia gospodarczego kraju po zaborach i I wojnie światowej. Przeciwnie, to właśnie rzetelna diagnoza tych słabości stała się motorem jego działań. Budowa Gdyni oraz Centralnego Okręgu Przemysłowego nie wynikały z naiwnego optymizmu, lecz były przemyślaną odpowiedzią na kryzys. Jako twardo stąpający po ziemi wizjoner dążył do modernizacji, która miała ostatecznie zasypać przepaść między Polską A i B.
Wejdź głębiej
Na tle współczesnej kadry zarządzającej Eugeniusz Kwiatkowski jawi się jako postać wyjątkowa. Widział ryzyko, słabości i zacofanie, ale nie zatrzymywał się na diagnozie. Tymczasem wielu polskich liderów świetnie rozpoznaje zagrożenia, ale rzadziej umie przekuć swoje obserwacje w odważny ruch. Pesymizm bywa bowiem pociągający. Dodaje powagi, sprawia wrażenie odpowiedzialności, realizmu. I rzeczywiście jest potrzebny, bo chroni przed brawurą i każe budować zabezpieczenia.
Ale sam pesymizm nie wystarcza. Kto przestaje wierzyć, że warto inwestować, budować, popełniać błędy i próbować od nowa, ten z czasem zamienia ostrożność w rezygnację. Dlatego optymizm nie jest zbędnym dodatkiem. To siła, która pozwala działać.
Nie wychylaj się. Historia Adama
Poznajcie Adama – przeciętnego menedżera, który działa na przestarzałym oprogramowaniu. Dwadzieścia lat temu wyjechał z małego miasta, ale zabrał ze sobą cały pakiet cudzych lęków. Nie wychylaj się, nie mów hop, póki nie przeskoczysz, pokorne cielę dwie matki ssie – te stare formuły tłumią jego ambicję i pewność siebie, a także zaszczepiają czarnowidztwo. Mógłby zajść dalej, gdyby nie to, że zbyt często wybiera asekurację zamiast odwagi. Rezygnuje z wielu szans, bo jego śmiałość kończy się tam, gdzie zaczyna się ryzyko. Choćby Adam wspiął się wyżej, nadal bałby się wyprostować na szczycie.
Wejdź jeszcze głębiej
Pesymizm jest ludzki i powszechny, lecz w Polsce przybiera jeszcze własny, historycznie ukształtowany ton. Nasze czarnowidztwo nie wzięło się z kaprysu, lecz z doświadczenia: z epok, które uczyły, że spokój bywa chwilowy, a powodzenie może obrócić się w stratę szybciej, niż zdążymy się nim nacieszyć. Rozbiory, wojny, okupacja, komunizm, gospodarcze tąpnięcia – wszystko to zostawiło po sobie nie tylko pamięć, ale też odruch. Odruch ostrożności, sceptycyzmu, powściągliwości wobec dobrych wiadomości.
Dlatego w polskiej wyobraźni większym zaufaniem często cieszy się ten, kto ostrzega, niż ten, kto pociąga innych ku działaniu. Czarnowidz uchodzi za człowieka trzeźwego, entuzjasta uchodzi za kogoś naiwnego – jakby nie znał ceny, jaką historia każe płacić za nadzieję.
Naukowe odkrycia dotyczące optymizmu i pesymizmu są znacznie ciekawsze niż korporacyjne morały o pozytywnym myśleniu. Metaanaliza 83 badań sugeruje, że optymizm wiąże się z lepszym zdrowiem fizycznym, a późniejsza analiza 15 dużych badań, obejmujących 229 tys. osób, wskazuje na niższe ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych oraz niższą śmiertelność. Jest jeszcze inny ważny wniosek: optymiści częściej wybierają strategię działania, a rzadziej unikanie i wycofanie. Z kolei pesymistyczny styl wyjaśniania – czyli nawyk odczytywania trudności jako trwałych, wszechogarniających i osobistych – może człowieka osłabiać na lata. To cenna lekcja dla liderów: czarnowidztwo nie jest dowodem dojrzałości, lecz często sposobem, w jaki lęk przebiera się za rozsądek.
Ale równie groźna bywa druga skrajność. Daniel Kahneman i Dan Lovallo pokazali, że menedżerowie wyjątkowo łatwo wpadają w pułapkę nadmiernego optymizmu: zawyżają prognozy, lekceważą koszty i zbyt szybko zakochują się we własnych projektach. Jednocześnie pesymizm sprzyja trzeźwej ocenie faktów, a ostatecznie lepszym decyzjom. Czujni i przezorni są szczególnie ludzie w łagodnej formie depresji (chodzi o przygotowanie na różne ewentualności).
W zarządzaniu nie wygrywa więc ani zawodowy pesymista, ani entuzjasta żyjący hasłem „jakoś to będzie”. Wygrywa lider, który potrafi łączyć energię do działania z intelektualną dyscypliną – wierzy, że projekt ma sens, ale równie uważnie pyta, gdzie może się wykoleić. To nie jest chłodzenie ambicji. To jest dojrzała forma odwagi.
Ewa – bohaterka z przypadku
Oto Ewa – całkowite przeciwieństwo Adama. Na jej biurku zawsze piętrzą się poradniki w stylu „Myśl pozytywnie i osiągaj wszystko”. Jako dyrektorka marketingu stawia na szybkość i intuicję, wchodząc w nowe projekty bez rzetelnej analizy ryzyka czy biznesplanu. Zamiast twardych danych wybiera przeczucie i założenie, że jakoś to będzie. Regularnie nawiązuje współpracę z jednostkami znanymi jej jedynie powierzchownie – influencerami czy start-upami, które po prostu robią dobre wrażenie.
Choć zazwyczaj kończy się to dotkliwymi stratami, Ewie zawsze uchodzi to płazem, bo umie każdą porażkę przedstawić jako dowód rozwoju i postępu. Tam, gdzie Adam musiałby składać szczegółowe wyjaśnienia, jej wystarcza uśmiech i kilka efektownych haseł o kreatywności czy odwadze w eksperymentowaniu.
Wejdź jeszcze głębiej
Choć styl Ewy jest lekkomyślny i powoduje dotkliwe straty, ma ona coś, czego brakuje Adamowi: zaraźliwą energię. Jej zespół pracuje w świetnej atmosferze i często wyciąga ją z opresji. To dowód, że optymizm może być paliwem dla ludzi. Jednak bez bezpieczników postawa Ewy to hazard. Optymizm pozbawiony dyscypliny to tylko ładnie nazwana nieodpowiedzialność.
Trzeźwa ocena faktów to fundament, ale przełożony, który ogranicza się wyłącznie do wskazywania zagrożeń, nieświadomie gasi zapał podwładnych. Przecież wtedy, gdy robi się naprawdę trudno, pracownicy najbardziej rozglądają się za znakami nadziei. Widać to w historii gospodarczej. Koncepcja amerykańskiego snu zyskała masową popularność w 1931 r. – nie w epoce dobrobytu, lecz w samym sercu wielkiego kryzysu. Właśnie w obliczu katastrofy ludzie najbardziej potrzebowali opowieści, która przekona ich, że doświadczane przez nich problemy nie są końcem historii. W tamtym momencie społeczeństwo nie szukało twardych dowodów na poprawę sytuacji. Szukało sensu. Optymizm w tym ujęciu przestaje być naiwnym opisem rzeczywistości, a staje się świadomą decyzją – odmową uznania klęski za stan ostateczny.
Z drugiej strony ślepy optymizm może być niebezpieczny. Bill Gates miał dość wyobraźni i wiary w przyszłość, by uznać, że komputer trafi na każde biurko i do każdego domu. Jednocześnie od początku dbał o to, by Microsoft dysponował rezerwą gotówki wystarczającą na przetrwanie roku bez przychodów. Płynie z tego ważna lekcja: w długim horyzoncie można pozwolić sobie na optymizm tylko wtedy, gdy w krótkim zachowuje się dyscyplinę właściwą pesymiście.
Wniosek
Najrozsądniejsza postawa nie leży na żadnym z biegunów. Skrajny optymista lekceważy ryzyko. Skrajny pesymista nie dostrzega szans rozwoju. Obaj patrzą na świat zbyt prosto. Dojrzałość zaczyna się pośrodku – tam, gdzie człowiek widzi trudności, ale nie uznaje ich za wyrok. Z tego dał się poznać Eugeniusz Kwiatkowski, który odważnie myślał o nowoczesnej Polsce, lecz nie budował wizji na samej wierze. Rozumiał słabości państwa, jego zapóźnienia i zagrożenia, a mimo to nie wybierał bierności. Odpowiadał na nie planem, inwestycją i dyscypliną. Łączył rozmach z trzeźwością.
To właśnie można nazwać dojrzałym optymizmem lub pogodnym pesymizmem. Tacy ludzie wiedzą, że historia nie składa się z samych sukcesów. Są w niej kryzysy, opóźnienia, rozczarowania i straty. Mimo to nie rezygnują, bo rozumieją, że przeszkody nie muszą zatrzymywać postępu.
W praktyce zasada jest prosta, choć trudna: oszczędzaj jak pesymista, inwestuj jak optymista. Planuj jak pesymista, marz jak optymista. Tak buduje się odporność w finansach, reputację w karierze i trwałość w życiu.
Najważniejsza lekcja jest więc niewygodna: nie trzeba wybierać między optymizmem a pesymizmem. Trzeba nauczyć się korzystać z obu. Kto tego nie potrafi, łatwo kończy albo jako zgorzkniały pesymista, albo jako optymistyczny bankrut.
