Na garnuszku u robota

opublikowano: 03-07-2018, 22:00

Wymieranie zawodów nie jest niczym nowym. Ale obecnie budzi wśród pracowników bardzo dużo obaw, bo następuje szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

Robotyzacja i automatyzacja mocno zmienią obecny rynek pracy, ale nie nastąpi to zbyt gwałtownie. W perspektywie najbliższych dwóch lat tylko 10 proc. pracodawców z 20 tys. przebadanych na potrzeby raportu „Skills Revolutions 2.0” firmy Manpower planuje zmniejszyć zatrudnienie w związku z postępującą cyfryzacją. 86 proc. zamierza utrzymać obecny poziom zatrudnienia lub — w wielu przypadkach — nawet go zwiększyć. Natomiast 4 proc. ankietowanych nie potrafi jeszcze przewidzieć, jaki wpływ na ich biznesy będzie mieć dokonująca się na naszych oczach technologiczna rewolucja. Analiza została przeprowadzona w 42 krajach. Bardziej dalekosiężne szacunki firmy McKinsey, zrealizowane już w odniesieniu do Polski, wskazują, że za 12 lat zautomatyzowana może zostać nawet połowa naszej pracy. Najbardziej widoczne będzie to w sektorze przemysłowym i logistyczno-transportowym. A odczują to zwłaszcza najmłodsze pokolenia pracowników. Sami zainteresowani przyjmują taką wizję ze spokojem — pracownicy w wieku 18-35 lat, zapytani w ramach ogólnoświatowego sondażu, uznali, że nowe technologie bardziej kreują miejsca pracy, niż je niszczą (79 proc. wskazań — raport Światowego Forum Ekonomicznego).

Wycofywanie z rynku niektórych zawodów jest nieuniknione. Można się jednak spodziewać, że w ich miejsce powstaną kolejne profesje. Analiza przygotowana przez Światowe Forum Ekonomiczne w 2017 r. wykazała, że 65 proc. dzieci będących obecnie w wieku szkolnym będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie powstały. Analogicznie: jeszcze 10 lat temu nikt nie mówił o analitykach big data, twórcach aplikacji mobilnych czy zespołach odpowiedzialnych za prezentację marek w social mediach. Problemy mogą się pojawić, gdy system edukacji i szkolnictwa zawodowego przestanie nadążać za zmianami na rynku. Już teraz dostrzegamy widoczny brak specjalistów w zakresie IT i programowania. Za chwilę luka może się pojawić również w kontekście obsługi sztucznej inteligencji. Jej zastosowania w biznesie od nowego roku akademickiego uczyć zaczną się np. studenci Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie — w ramach studiów licencjackich. Uruchomione zostanie tu również laboratorium Artificial Intelligence. Uczelnia na ten cel otrzymała dofinansowanie z Unii Europejskiej.

— Algorytmy sztucznej inteligencji pomagają w walce z przestępczością, podnoszeniu efektywności służby zdrowia i diagnozowaniu chorób, usprawniają również działanie urządzeń oraz udoskonalają usługi, dlatego absolwenci naszego programu studiów będą mieć także certyfikaty z programowania w języku Python oraz z podstaw uczenia maszynowego — zapowiedziała dr Aleksandra Przegalińska, badaczka sztucznej inteligencji, jedna z osób odpowiedzialnych za nowy program nauczania.

Możemy spodziewać się, że tego typu koncepcji będzie powstawało w niedalekiej przyszłości znacznie więcej — bo takie są wymogi nowych czasów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Na garnuszku u robota