Na gazie ziemnym daleko się nie zajedzie

Bartosz Dyląg
opublikowano: 31-08-2006, 00:00

Czysty, tani, bezpieczny. Napędzanie samochodów gazem ziemnym zapewnia wiele korzyści ekologicznych. Dla użytkownika oznacza jednak sporo trosk.

Rosnące ceny ropy naftowej skłaniają producentów samochodów do poszukiwania alternatywnych paliw. Zarówno benzyna, olej napędowy, jak i gaz LPG to pochodne procesu rafinacji ropy naftowej. Od kilkudziesięciu lat obserwujemy też zainteresowanie wykorzystaniem jako paliwa sprężonego gazu ziemnego (CNG). Choć — zdaniem specjalistów — w przyszłości to wodór zastąpi ropę naftową w zbiornikach naszych samochodów, warto zastanowić się nad zaletami CNG. Na świecie jeździ 3,5 mln aut napędzanych tym paliwem.

Paliwo przyszłości

Największą korzyścią, którą daje zastosowanie CNG, jest wpływ na środowisko naturalne. Gaz ziemny zawiera mniej związków węgla niż jakiekolwiek paliwo kopalne, stąd mniejsze emisje spalin, zwłaszcza tlenków azotu (o 50-90 proc. mniej), węglowodorów bez udziału metanu (40-85 proc.) oraz tlenków węgla (60-90 proc.). Silniki pojazdów zasilanych CNG pracują znacznie ciszej niż motory Diesla, co ma znaczenie w miastach. NGV, czyli samochody zasilane gazem ziemnym, zapewniają także wymierne korzyści samym użytkownikom.

CNG jest w Polsce o 60 proc. tańszy od paliw płynnych — benzyny czy oleju napędowego. Zmniejsza koszty eksploatacji pojazdu o 50 proc. Wydłuża czas eksploatacji silnika o 20 proc.

— Instalacje CNG w odróżnieniu od LPG są najczęściej montowane fabrycznie. Zbiorniki nie zmniejszają pojemności bagażnika, gdyż zwykle montowane są pod podwoziem — zauważa Jacek Dworzycki, redaktor Gazowniczego Serwisu Internetowego Infogaz.pl.

Hamulec upowszechnienia tej technologii znajduje się w głowach kierowców. Wiedza na temat bezpieczeństwa samochodów napędzanych sprężonym gazem ziemnym jest w Polsce żadna. Tymczasem amerykańskie testy dowiodły, że CNG jest bezpieczniejszy niż LPG czy benzyna. Ma wysoką temperaturę zapłonu, jest lżejszy od powietrza. Dzięki temu samochody zasilane CNG, w przeciwieństwie do aut z napędem LPG można parkować w garażach podziemnych i wjeżdżać nimi na pokłady promów.

Model francuski

Bardzo dużym problemem jest mała liczba stacji CNG. W całej Polsce ogólnodostępnych jest tylko około 20.

— Sieć stacji na północy kraju jest zdecydowanie zbyt rzadka, wyraźnie lepiej jest na południu — mówi Jacek Dworzycki.

Zbiornik mieszczący 15 m sześc. CNG powinien wystarczyć na przejechanie 250-300 kilometrów, taki zasięg nie pozwala na swobodne poruszanie się po Polsce.

Rozwojem rynku NGV powinien być zainteresowany dostawca gazu ziemnego, czyli PGNiG. Z uwagi na korzyści ekologiczne i związane z tym dotacje UE rozwój rynku CNG mogłyby wspierać samorządy terytorialne.

PGNiG stawia na francuski model budowania rynku — stacje tankowania CNG przy zakładach komunikacji i większych firmach. Monopolista długo nie wykazywał zainteresowania odbiorcami indywidualnymi. Twierdzi, że budowa stacji, na której można zatankować CNG, to koszt 1-2 mln zł.

— Ostatnio PGNiG podpisało z Orlenem umowę o współpracy w dziedzinie rozwoju rynku sprężonego gazu ziemnego. Może to oznaczać większą dostępność tego paliwa dla prywatnych odbiorców, choć na prawdziwy przełom możemy czekać aż do liberalizacji rynku gazowego — podkreśla Jacek Dworzycki.

Sposobem na mały zasięg są domowe kompresory, które przez noc mogą napełnić zbiornik auta w garażu. Problemem jest cena domowej stacji paliw — 3 tys. EUR.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Dyląg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu