Wdrożenie nowego systemu transakcyjnego UTP umożliwi warszawskiej giełdzie wprowadzenie wielu nowalijek produktowych. Jedną z nich będą opcje na akcje o stylu amerykańskim (czytaj obok).
— Na świecie opcje giełdowe są wykorzystywane przez fundusze do zabezpieczania portfela akcji przed spadkami lub jako nowy sposób kupowania bądź sprzedawania akcji z portfela. Wielu zarządzających przyznaje, że wystawia na przykład opcje kupna pod portfele akcji, otwierają krótkie pokryte pozycje w tych opcjach. Otrzymywana od wystawionych opcji premia pozwala polepszyć im wyniki w stosunku do benchmarku — tłumaczy Krzysztof Mejszutowicz, dyrektor działu rynku terminowego GPW.
Dla kogo opcje
Obecnie w notowaniach na GPW znajdują się opcje na indeks WIG20 o stylu europejskim (czytaj obok). Jednak popularność tych produktów wśród krajowych inwestorów jest znikoma. W lutym wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 944 tys. sztuki, z tego 62 tys. to obroty opcjami na indeks WIG20. W 2012 r. ledwie pięć TFI wykorzystywało opcje w zarządzaniu funduszami. Z czego to wynika? Zdaniem Andrzeja Lisa z Noble Funds TFI, największym problemem jest niewielka płynność. Fundusze emerytalne nie mogą korzystać z instrumentów pochodnych, a zarządzającym z TFI do hedgingu używają kontraktów terminowych, głównie na WIG20, które są zdecydowanie bardziej płynne.
— Większość TFI oferuje produkty long-only, czyli klasyczne fundusze, do których zarządzania nie są potrzebne opcje. Nawet jeśli statut funduszu dopuszcza możliwość kupowania czy wystawiania opcji, to takie transakcje zwykle nie pasowałyby do jego polityki inwestycyjnej. Dźwignia finansowa działa w dwie strony i stosuje ją bardzo niewiele funduszy — tłumaczy Adam Łukojć, zarządzający Skarbcem TFI.
Specjalista zwraca też uwagę, że stosowanie opcji wiąże się z rodzajami ryzyka, które musiałyby być mierzone i uwzględniane w procesie zarządzania.
— Kupienie czy wystawienie opcji jest proste, ale profesjonalne podejście do zarządzania ryzykiem zmienności wymagałoby zaangażowania niemałych zasobów ze strony firm zarządzających aktywami — dodaje Adam Łukojć.
Płynność potrzebna
Zdaniem Adama Łukojcia, wprowadzenie opcji na akcje nie zmieni uwarunkowań, które powodują, że inwestorzy instytucjonalni nie są zbytnio zainteresowani tymi instrumentami.
— Nadal nie będziemy mieli powodu, żeby stosować opcje. Sądzę, że nowy instrument będzie wykorzystywany przede wszystkim do spekulacji przez inwestorów indywidualnych — dodaje Adam Łukojć.
Innego zdania jest Bartłomiej Cendecki z Quercus TFI, który uważa, że opcje amerykańskie dają większą elastyczność i z biegiem czasu coraz więcej inwestorów, w tym instytucjonalnych, powinno zacząć się nimi interesować.
— Jestem przekonany, że gdyby tylko płynność obrotu opcjami na naszym rynku giełdowym była wyższa, to inwestorzy instytucjonalni — w tym my — chętnie korzystaliby z tego typu instrumentu, przede wszystkim w celu zbudowania bardziej efektywnej kosztowo strategii zabezpieczającej, np. przed krótkoterminową korektą na rynku akcji — uważa Bartłomiej Cendecki.
Opcje bez tajemnic
Opcje to jeden z instrumentów pochodnych. Wyróżnia się:
opcje kupna (ang. CALL)
gwarantuje nabywcy możliwość kupna od wystawcy danego instrumentu bazowego, po cenie ustalonej przez obie strony w chwili zawarcia kontraktu opcyjnego.
opcje sprzedaży (ang. PUT)
przyznają nabywcy prawo do sprzedaży instrumentu bazowego po cenie wykonania. Wystawca opcji sprzedaży ma zobowiązanie do kupna od nabywcy opcji na jego żądanie. Style wykonania opcji:
Opcje amerykańskie mogą być wykonane w dowolnym dniu sesyjnym do dnia wygaśnięcia.
Opcje europejskie mogą być wykonane wyłącznie w dniu wygaśnięcia. Na GPW notowane są opcje na indeks WIG20 o europejskim stylu wykonania (wygasają co trzy miesiące) i rozliczeniu pieniężnym.