Nadeszła era ostrołęckiego masła i sera. I to nie tylko dzięki tradycji, ale także przełomowej inwestycji.
Region ostrołęcki, zwany krainą zielonych łąk od lat kusi przedsiębiorców walorami przyrodniczymi i ekologicznymi. Nic więc dziwnego, że hoduje się tam najwięcej krów mlecznych w Polsce.
— Trudno wyobrazić sobie lepszą lokalizację dla spółdzielni mleczarskiej. Tu płynie Narew, tu jest Puszcza Biała i Puszcza Zielona. Tak atrakcyjne tereny są dziś rzadkością w zurbanizowanej i uprzemysłowionej Unii Europejskiej — mówi z dumą Tadeusz Nadrowski, prezes spółdzielni mleczarskiej Ostrołęka.
Spółdzielnia Mleczarska Ostrołęka powstała w 1966 roku. Założyli ją lokalni rolnicy, którzy chcieli uregulować skup mleka w regionie. Zakład zaczynał od produkcji śmietany i mleka w proszku. Pracownicy traktowali spółdzielnię jak swój własny biznes. Chuchali, dmuchali, aż znalazł się w krajowej czołówce największych producentów i eksporterów odtłuszczonego mleka w proszku.
Siła tradycji
Walka o przetrwanie zaczęła się w latach osiemdziesiątych.
— Trzeba było spojrzeć w przyszłość i uzmysłowić sobie, że za kilka lat mleczarnie rozpoczną zaciętą walkę o klienta. Było wiadomo, że słabi odpadną w przedbiegach. Musieliśmy więc działać od razu — wspomina Tadeusz Nadrowski.
Firma zmodernizowała park maszynowy, unowocześniła proces produkcji i skoncentrowała swój potencjał na wytwarzaniu mleka w proszku. Wysiłek nie poszedł na marne. Zakład z Ostrołęki kusił sproszkowanym mlekiem coraz poważniejszych odbiorców. Najpierw sklepy detaliczne, potem największe hurtownie w kraju. Konkurencja nie miała żadnych szans. Kluczem do sukcesu były nie tylko dobre urządzenia, ale też świeże i zdrowe mleko dostarczane przez miejscowych rolników.
— Bez niego nawet z pomocą najlepszych maszyn na świecie nic byśmy nie zwojowali — dodaje z uśmiechem prezes spółdzielni.
Nowa jakość
Raz sprawdzony sposób działania stał się misją firmy.
— Inwestycja w rozwój jest dla nas priorytetem. Polska się zmienia i unowocześnia. My też, tylko trochę szybciej od innych — mówi Tadeusz Nadrowski.
A to, jak szybko się rozwija, widać najlepiej od czerwca tego roku. Wówczas ruszył nowy zakład produkcyjny spółdzielni Ostrołęka. Przedsięwzięcie pochłonęło 20 mln zł. W nowej hali produkcyjnej jest też proszkownia mleka. Dotychczasowa proszkownia była oddalona prawie o kilometr. Jeden ze starych bydynków pochodził z lat pięćdziesiątych i był zupełnie nieprzystosowany do obecnie panujących standardów.
— Bardziej opłacało się zbudować wszystko pod jednym dachem od podstaw, niż modernizować stare pomieszczenia — dodaje prezes spółdzielni.
Dzięki przedsięwzięciu zakład zwiększył moce przerobowe. Teraz nowoczesne linie technologiczne przetwarzają 700 tysięcy litrów mleka dziennie, a zautomatyzowany proces produkcji umożliwia szybszą i skuteczniejszą pracę. Cieszyć się mogą okoliczni mieszkańcy i rolnicy. Pierwsi mogą liczyć na pracę, drudzy na większy skup mleka.
Zyska też sama Ostrołęka. Nowoczesny zakład będzie dla niej wizytówką i świadectwem tego, że jest miastem na miarę XXI wieku.
W świat
Produkty spółdzielni mleczarskiej podbiły też Europę. Masło z ostrołęckiego zakładu najbardziej smakuje naszym sąsiadom zza zachodniej granicy. W 2005 roku tamtejsi klienci wydali na nie łącznie 85 milionów euro. Aby dostać się na rynki światowe, firma musiała sprostać surowym wymogom sanitarnym, higienicznym i jakościowym. Za to dziś wysyła swoje wyroby do Meksyku, Algierii i na Kubę.
Recepta na przetrwanie jest prosta — wysoka jakość wyrobów. Może brzmi banalnie, ale sprawdza się od lat.
— Dla nas najważniejsza jest jakość, bo dzięki niej zaszliśmy tak daleko. Z drugiej strony, staramy się, aby ceny nie były wygórowane. Ale przecież trudno utrzymywać najwyższe standardy produkcyjne, proponując klientom tanie wyroby — tłumaczy Tadeusz Nadrowski.
Jak dać sobie radę z taką łamigłówką, zwłaszcza gdy sklepowe półki pełne są opakowań z napisem „masło”, zawierających w środku margarynę o znikomej wartości konsumpcyjnej? Jedni klienci wiedzą, że nie warto kupować takich wynalazków, drugich z kolei kusi niska cena. Mimo to prezes Ostrołęki nie obniży cen kosztem jakości. Ma inny sposób na pokonanie branżowych rywali.
— Jestem pewien, że dzięki urządzeniom, jakimi teraz dysponujemy, bez problemu zaskoczymy konkurencję. Nie tylko wysoką jakością, ale także nowymi produktami, które niebawem wejdą na rynek — mówi z uśmiechem Tadeusz Nadrowski.
Na razie firma chwali się nowym mlekiem typu ESL (o przedłużonym okresie przechowywania), które ma szanse stać się bestsellerem w branży mleczarskiej.



