20- i 30-latkowie coraz częściej wybierając między mało atrakcyjną, lecz bezpieczną, posadą lub niepewną pracą ze słabą perspektywą rozwoju decydują się na trzecią drogę i rozwijają własne projekty. To zjawisko zachodzące w dojrzałych i stabilnych gospodarkach, a do takiej przecież Polska aspiruje. Trudno dziś z całkowitą pewnością stwierdzić, w którym z polskich miast wytworzy się na tyle atrakcyjny ekosystem, że będą przyciągać młodych i przedsiębiorczych i zasłużą na miano startupowej stolicy.

Do tej pory rozwój startupowej społeczności w naszym kraju napędzany był głównie przez oddolne inicjatywy. By spokojnie rozwijać pomysły na biznes, startupowcy potrzebują przede wszystkim networkingu (czyli zdobywania cennych kontaktów i dzielenia się doświadczeniami) oraz kapitału. Jeśli chodzi o pieniądze, zdania są podzielone. Część funduszy private equity i venture capital twierdzi, że cierpią wręcz na ich nadmiar, brakuje im natomiast ciekawych projektów, w które mogłyby inwestować. Jednak są i głosy przeciwne.
— Ostatnio w listopadzie tego roku, przy okazji Polsko-Amerykańskiego Tygodnia Innowacji, rozmawialiśmy z wieloma firmami z Polski o warunkach rozwoju start-upów w naszym kraju. Dla wszystkichgłównym problemem jest finansowanie na wczesnych etapach rozwoju, które w Polsce praktycznie nie istnieje. Fundusze typu private equity czy venture capital ze względu na skalę ryzyka nie inwestują w tego typu przedsięwzięcia. I to trzeba jak najszybciej zmienić — mówi Mariusz Androsiuk, założyciel firmy andervison działającej w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym, tworzącej innowacyjne rozwiązania z wykorzystaniem wysokogatunkowego betonu.
Jego zdaniem, programy finansowania, takie jak te proponowane choćby przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, to wciąż za mało.
— Trzeba im przyklasnąć, ale takich działań musi być więcej. Musi zadziałać efekt skali. Do tego powinien równocześnie pojawić się mentoring na drodze rozwoju start-upu i sukcesy przyjdą bardzo szybko — uważa Mariusz Androsiuk.
Warszawa, Kraków, Poznań i Wrocław — to te miasta w ocenie osób związanych ze środowiskiem startupowym i samych jego przedstawicieli mają największe szanse stać się w przyszłości hubami. Ale do tego grona chcą dołączyć kolejne.
— Pieniądze nie są kluczowym elementem. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zdobyć finansowanie z Krakowa, działając w Toruniu — mówi Łukasz Ozimek, dyrektor toruńskiego inkubatora Smart Space.
Biznes lgnie do stolicy
Ale wizja pierwszej, a później kolejnych rund finansowania kusi i przyciąga start- -upowców głównie do dużych ośrodków, gdzie są i inwestorzy, i instytucje dysponujące funduszami unijnymi. A tu liderem jest Warszawa.
— Na tle całego kraju to właśnie w stolicy jest największe nagromadzenie kapitału i najwięcej instytucji, które wspierają start-upowców. Warto wymienić też Poznań, Kraków, Trójmiasto czy Wrocław, w których tworzy się środowisko ludzi, chętnych do tego, by dzielić się ze start-upami swoją wiedzą i doświadczeniem. Nasi start-upowcy to niezwykle kreatywni ludzie, którzy chcą rozwijać siebie i swoje projekty wzorem kolegów z Doliny Krzemowej. A ciekawe, dobre projekty mają szansę na sukces niezależnie od tego, gdzie się rodzą — mówi Marcin Kozłowski.
Brakuje dojrzałości
Dlaczego właśnie Poznań, Kraków czy Trójmiasto mają zatem wybrać ci, który chcą pójść tą drogą? Na to, że dane miejsce staje się startupowym centrum kraju czy regionu, składa się wiele czynników. Oprócz dostępności różnego rodzaju form finansowania także infrastruktura, czyli dobre połączenia lotnicze czy kolejowe z miastem, ośrodki naukowe współpracujące z biznesem, działające w mieście innowacyjne firmy, dostęp do kapitału ludzkiego (często inżynierów czy specjalistów IT). Ważne są też branżowe wydarzenia, które przyciągają młodych przedsiębiorców, dają im możliwość wymiany doświadczeń czy tzw. success stories, które inspirują i motywują.
— Mieszanka dogodnej lokalizacji, ambitnych, wykształconych ludzi i dużego biznesu jest fundamentem dla powstania startupowego ośrodka — uważa Jakub Probola, kierujący Hub:raum Kraków.
W 2013 r. Deutsche Telekom Group zdecydowało, że to właśnie w Krakowie powstanie centrum wspierające innowacyjne projekty z Europy Środkowo-Wschodniej. Według Jakuba Proboli, miasto ma wszystkie niezbędne elementy, by stać się startupową stolicą Polski.
— Świetnie wykorzystuje swoje położenie i zasoby, przyciąga inwestycje i młodych przedsiębiorców. Brakuje jeszcze dojrzałości tego ekosystemu, większego zaangażowania różnych stron, ale wszystko idzie w dobrym kierunku — mówi szef centrum.
Wsparcie w rozwoju tej społeczności deklarują zarówno instytucje otoczenia biznesu — inkubatory czy technoparki, jak i samorządy. Władze miast i regionów powoli dostrzegają, że warto wesprzeć ten stosunkowo nowy rodzaj aktywności młodych mieszkańców i tych, którzy postanowili u nich zapuścić korzenie, również biznesowe. Na tym tle wyróżnia się szczególnie Poznań. Miasto we współpracy ze środowiskiem stworzyło wspólną inicjatywę pod hasłem Startup Poznań. Jednym z jej elementów jest serwis internetowy startup. poznan.pl, zbierający wszelkie przydatne dla tej społeczności informacje.
— Staramy się realizować cele, które postawiliśmy sobie po wspólnych konsultacjach, choć widzimy, że wiele z tych inicjatyw nie potrzebuje dodatkowej motywacji do działania. Do tej pory takich oddolnych aktywności było bardzo dużo. W minionym roku w Poznaniu niemal każdego dnia odbywało się jakieś wydarzenie dla przedsiębiorców i tych, którzy planują się nimi stać — mówi Piotr Danielewicz, koordynator projektu Startup Poznań.
Realne korzyści
Zdaniem Jakuba Proboli, lokalne startupowe społeczności będą chciały rozwijać swoje przedsięwzięcia u siebie, jeśli tylko będzie taka możliwość i wsparcie ze strony biznesu lub samorządu.
— Władze są nastawione entuzjastycznie do startupowych inicjatyw. Jest to biznes, który może przynieść realne korzyści miastu, pozytywnie wpłynąć na jego wizerunek i przyciągnąć inwestycje — dodaje szef Hub:raum Kraków. Większość przedstawicieli społeczności z różnych regionów kraju prognozuje, że w Polsce nie będzie jednej startupowej stolicy.
— Poszczególne ośrodki współpracują ze sobą, a odległości nie są na tyle wielkie, by stanowić problem nie do pokonania. Dzięki temu każdy może czerpać od innych. Poznań ma doskonale ułożoną współpracę z miastem, Kraków silne środowisko techniczne, a Warszawa wkrótce otworzy Google Campus. Na wymianie doświadczeń i kontaktów zyskują wszyscy — podkreśla Łukasz Ozimek z toruńskiego Smart Space.
Ale Borys Musielak z Fundacji Startup Poland uważa, że jeżeli chcemy zaistnieć na arenie międzynarodowej, to powinniśmy inwestować w jedno takie miejsce.
— Żaden kraj nie ma kilku dużych centrów technologicznych. Wyjątkiem są tylko Stany Zjednoczone, choć i tak w tak ogromnym państwie można wymienić tylko Dolinę Krzemową, Boston, Nowy Jork i Austin. Polska jest małym krajem, wielkości Teksasu, i trudno oczekiwać, że powstanie tu wiele ośrodków, które będą przyciągać projekty technologiczne.
To dobrze, że inwestuje się np. w Polskę Wschodnią, gdzie powstają inkubatory, ale prawda jest taka, że jeśli inwestor chce poznać świat polskich start-upów, to powinien być taki adres, do którego będzie mógł bez problemu dotrzeć, w którym jednego dnia będzie mógł spotkać się z kilkudziesięcioma start-upami. Bo tak to się odbywa. Do nas co chwilę zgłaszają się tacy inwestorzy i zazwyczaj przyjeżdżają do Warszawy, czasem do Krakowa. Nie odwiedzą Szczecina czy innych miast, chyba że przy okazji jakiegoś wydarzenia. Jeżeli więc chcemy sprowadzić do Polski osoby, które będą inwestować w polskie start-upy, to musimy postawić na jeden startupowy hub — mówi Borys Musielak.
OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Liczy się społeczność
PAWEŁ KOCON
współzałożyciel Fun in Design
To nie miasta, ale społeczności przyciągają start-upy. Największym kapitałem osób, które planują stworzyć własną firmę, jest zaangażowanie i pragnienie sukcesu. To dobra waluta na start, ale potrzebna jest jeszcze wiedza i doświadczenie, choćby po to, żeby nie popełnić błędów, które zostały już popełnione przez innych. Gdzie szukać takiej wiedzy? Oczywiście na spotkaniach branży młodych przedsiębiorców. Lokalne społeczności to idealne miejsca na rozmowy z innymi start-upowiczami, a także przedstawicielami większych biznesów i funduszy inwestycyjnych. Dziś w wielu miastach Polski coraz prężniej działają inicjatywy i społeczności, które sprzyjają powstawaniu mikroprzedsiębiorczości i innowacyjności.