Na rynku blisko paniki

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 2009-02-13 00:00

Kolejna fala pesymizmu rozlewa się po świecie. Znowu indeksy ugięły się pod naciskiem złych informacji

Krótko trwał spokój na krajowym rynku akcji i złotego. Po kilkudniowym, technicznym odbiciu wróciła szara rzeczywistość — tj. mocna przecena akcji, połączona z wyraźnym osłabieniem złotego. I trudno się temu dziwić. Pretekstów do popadania w pesymizm nie brakuje.

Główną przyczyną kolejnych zawirowań znów jest Ameryka, a konkretnie plan ratunkowy dla tamtejszej gospodarki, który nie spodobał się inwestorom. Również guru światowych finansów nie pozostawiają na nim suchej nitki. Niestety, wczoraj pretekstów do obniżki było więcej. Niepokoił spadek produkcji przemysłowej w strefie euro (w grudniu o 2,6 proc. m/m) i prognozy dotyczące Japonii. Ekonomiści ankietowani przez Bloomberga przewidują, że PKB tego kraju spadł w IV kwartale 2008 roku o ponad 10 proc. (licząc r/r). Nad Wisłą grozą powiało po publikacji informacji o wzroście stopy bezrobocia w styczniu do 10,5 proc.

Na deser przyszła dobra informacja z USA. W styczniu tamtejsza sprzedaż detaliczna wzrosła o 1 proc. w stosunku do grudnia (oczekiwano, że spadnie o 0,8 proc.). Ta wiadomość tylko na chwilę dała odetchnąć właścicielom akcji. Chwilę później okazało się, że indeks RBC CASH, który pokazuje stan nastrojów amerykańskich konsumentów, spadł w lutym do najniższej wartości w historii.

Ostatecznie WIG20 stracił 3,2 proc. (mogło być gorzej, gdyby nie końcowa podbitka). Byliśmy jedną z najsłabiej zachowujących się giełd na świecie. WIG-Banki stracił 3,8 proc. i był najgorzej zachowującym się subindeksem. Kiepska postawa banków zbiegła się z publikacją wyników z IV kwartału Kredyt Banku i Handlowego, które, podobnie jak wcześniej BRE Bank i ING BSK, nie zachwyciły inwestorów. Słabość rynku i powrót kiepskich nastrojów bezlitośnie wykorzystano do osłabienia złotego. W czwartek za euro płacono nawet 4,65 zł, a za dolara 3,65 zł — najwięcej od 2004 roku.

Wybrane komentarze z portalu

9:08

Jim Rogers,

słynny inwestor i współzałożyciel legendarnego

Quantum Fund.

Będziemy mieli więcej kryzysów walutowych w najbliższym roku, dwóch latach. Może zacznie się od brytyjskiego funta, może od dolara. Jestem obywatelem amerykańskim, ale myślę, że w tym roku sprzedam wszystkie posiadane dolary. Kupuję jeny.

9:28

Steve Forbes,

wydawca magazynu ekonomicznego, były kandydat na prezydenta USA.

Cały program naprawy gospodarki to marnowanie pieniędzy. Nie ma w tym spójności ani realnej strategii. Są dobre fragmenty — np. wsparcie inwestycji małego biznesu czy modernizacja sieci energetycznej. Ale nawet tam, nie zrobili tego dobrze.

9:50

Paul Krugman, ubiegłoroczny laureat Nagrody Nobla z ekonomii.

Stoimy w obliczu braku wydatków wielkości ok. 2,5 bln USD. Pakiet ratunkowy tylko go lekko złagodzi. To poprawianie sytuacji, a nie rozwiązywanie problemu.

11:58

Ludwik Sobolewski, prezes GPW.

Inwestorzy mogli uznać, że plan ratunkowy dla USA jest zbyt ogólnikowy i nie ma w nim konkretów. Jednak to wcale nie musi oznaczać, że jest zły. Może, prezentując go, nie chciano powiedzieć wszystkiego, a rozwiązania szczegółowe wskazujące, jak wyjść z kryzysu, istnieją. To ważne, bo poprawa koniunktury globalnej zależy od poprawy koniunktury w USA.