Po małe, tanie lokale ustawiają się kolejki chętnych — zwłaszcza po kawalerki
Deweloperzy czują się pewniej, bo kryzys okazał się mniej dotkliwy, niż zakładano — uważa Mariusz Kania, prezes Metro House.
"Puls Biznesu": Z waszego raportu wynika, że najszybciej sprzedają się małe mieszkania i kawalerki. Jaka to część rynkowej oferty?
Mariusz Kania, prezes Metro House: Jeżeli przyjmiemy, że 40 mkw. to górna granica segmentu najmniejszych mieszkań, to w naszej ofercie jest to 20 procent lokali. Na całym rynku proporcje są podobne.
Czyli obecny wzrost popytu dotyczy głównie małych mieszkań?
W porównaniu do poprzednich lat odnotowujemy wzrost zapytań o mieszkania dwupokojowe i jednopokojowe. Zdecydowanie mniej jest transakcji i zapytań o apartamenty i mieszkania o podwyższonym standardzie. Za kupnem małych, niedrogich mieszkań stoi źródło finansowania — zwiększył się udział transakcji gotówkowych, bez wsparcia kredytem hipotecznym.
Według niektórych ekspertów kurczy się pula mieszkań drogich, a zwiększa — przeciętnych i najtańszych. Nie ma w tym sprzeczności, skoro popyt dotyczy głównie tanich mieszkań?
Jest dokładnie odwrotnie. Widać dużą nadpodaż drogich i dużych mieszkań, a mieszkania z najtańszego koszyka dość szybko znikają z rynku. Często te najtańsze w ogóle nie trafiają do portali ogłoszeniowych, bo zainteresowanie powoduje, że dochodzi do wiążącej rozmowy już na etapie rejestracji oferty w biurze pośrednictwa. Takie niuanse trudno uchwycić w zestawieniach dokonywanych na przykład przez internetowe portale. Przy stałej liczbie ofert z segmentu apartamentów i rosnącej podaży kawalerek, zestawienia pokazują procentowy spadek ofert tych pierwszych. Nie znaczy to jednak, że apartamenty się sprzedają, tylko że stanowią mniejszy odsetek oferty.
Ogólnie ofert przybywa?
Rzeczywiście, ofert jest dużo, ale podobnie było rok temu, gdy przy braku transakcji z miesiąca na miesiąc rynek wtórny oferował coraz bardziej urozmaiconą ofertę.
Ostatnio przeglądałam oferty deweloperów budujących ponadstumetrowe mieszkania. Wydawałoby się, że cena ich metra kwadratowego powinna być niższa niż koszt mniejszych mieszkań, tymczasem deweloperzy nie zamierzają jej opuszczać. To znaczy, że kończy się czas cenowych opustów?
Deweloperzy czują się coraz pewniej. Mają ku temu podstawy. Kryzys jest mniej dotkliwy, niż zakładano, a w działach sprzedaży znów pojawiło się więcej interesantów, którzy wcale nie przebierają w nowych w mieszkaniach jak w ulęgałkach. Ale klient nadal może wynegocjować opust. Deweloper ma świadomość, że duże mieszkania nie sprzedają się co dzień.
Jakie są możliwe scenariusze dla rynku? Spadek cen, a może niewielki wzrost? Od czego zależy rozwój sytuacji?
Przyszły rok będzie niezwykle interesujący dla rynku mieszkaniowego. Pojawią się nowe inwestycje deweloperskie, a rynek wtórny będzie najprawdopodobniej się zmagał z niedoborem ofert w najbardziej popularnym segmencie małych mieszkań. Sprzedający skorzystają z okazji, usztywniając się w negocjacjach. A banki coraz chętniej finansują zakup nieruchomości. Ostatnie informacje z Ministerstwa Infrastruktury o zmianach w programie "Rodzina na swoim", czyli o wprowadzeniu dopłat dla singli i zamknięciu za rok dopłat do kredytów na mieszkania z rynku wtórnego, mogą dodatkowo ożywić rynek. Dlatego raczej nie spodziewajmy się spadku cen.