Dzisiaj prezydent Bronisław Komorowski postawi kropkę nad i, podpisując postanowienie w sprawie wyznaczenia wyborów do Sejmu i Senatu na niedzielę 9 października. Wybór najwcześniejszego możliwego terminu będzie oznaczał, że formalna kampania wyborcza potrwa krótko, zaledwie dwa miesiące. Na szczęście dla Polski.
Ta trwająca już od dawna nieformalna potwierdza, że merytoryczna debata o przyszłości Polski zostaje zmarginalizowana. Obie partie przodujące w sondażach koncentrują się na symbolach. Platforma Obywatelska będzie maksymalnie eksploatowała iluzoryczną polską prezydencję Rady Unii Europejskiej. Po stronie Prawa i Sprawiedliwości zanosi się jeszcze gorzej — programy gospodarcze i społeczne idą w kąt, a dominującym lejtmotywem znowu staje się Smoleńsk.
W tym wątku najnowszym wynalazkiem prezesa Jarosława Kaczyńskiego jest teza, że pośrednim powodem katastrofy w sobotę 10 kwietnia 2010 r. była zmiana załogi na słabszą, dokonana z powodów… politycznych! Faktem jest, że na poniedziałek 12 kwietnia do niełatwego lotu premiera Donalda Tuska na szczyt jądrowy do Waszyngtonu wyznaczony został najbardziej doświadczony pilot 36. pułku, ppłk Bartosz Stroiński. Ale takie decyzje zawsze podejmowane były na poziomie pułku i wynikały wyłącznie z wagi lotniczego zadania, grafiku pracy i urlopów pilotów, etc. Wielokrotnie widziałem meldunek składany przy trapie przez dowódcę Tupolewa — i prezydent czy premier dopiero w tym momencie się dowiadywał się, kogo pułk na dany lot wyznaczył. Musi to pamiętać także były premier Jarosław Kaczyński…