Na taśmie rządzi Excel

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2016-04-12 22:00

Technologie: Duże fabryki przeszły rewolucję cyfrową, małe zakłady produkcyjne poprzestają na najprostszych systemach IT

Firma Merx Polska, produkująca m.in. części do maszyn i samochodów, chwali się tym, że od kilku lat szybko się rozwija. Zarząd jednak rozumiał, że wskaźniki ekonomiczne nie będą szły ciągle w górę, jeśli spółka nie zwiększy produktywności urządzeń, nie zminimalizuje przestojów i awarii i nie poprawi efektywności swojego zespołu. Środkiem do celu okazała się inwestycja w system MES (ang. manufacturing execution system).

SZAŁU NIE MA:
SZAŁU NIE MA:
Informatyzacja polskiego przemysłu to mit, skoro wdrożeń systemów ERP jest tak mało, a w co czwartym zakładzie produkcyjnym króluje Excel.
Grzegorz Kawecki

Dla niewtajemniczonych: narzędzie wykorzystuje technologie informatyczne, oprogramowanie, urządzenia elektroniczne i elementy automatyki do zbierania w czasie rzeczywistym informacji wprost ze stanowisk produkcyjnych i łączy je z danymi z innych sfer działalności biznesowej.

— Każda minuta bezczynności urządzeń to dla nas ogromna strata. Dlatego tak istotne było wprowadzenie rozwiązania, które pozwala na znaczące podniesienie wydajności pracy każdej z maszyn. Zbieranie sygnału z urządzeń w czasie rzeczywistym umożliwia faktyczną ocenę efektywności pracy i podejmowanie właściwych decyzji dotyczących ich wykorzystania — wskazuje Radosław Kołacki z Merksu, który odpowiadał za wdrożenie narzędzia MES.

Mówiąc obrazowo, zamiast od razu skoczyć do głębokiej wody, zdecydowano się najpierw zanurzyć w niej stopę. To znaczy: przeprowadzono testy rozwiązania tylko na jednej z maszyn. Efektem była 15-procentowa poprawa wydajności pracy na stanowisku.

— Był to dobry znak — potwierdzenie, że wprowadzenie systemu w całej firmie przyniesie pozytywne rezultaty w krótkim czasie — mówi Kamil Mostowy, koordynujący wdrożenie w imieniu integratora firmy DSR. Inwestycja w firmie Merx spełniła pokładane w niej nadzieje.

— Dzięki wdrożeniu systemu MES nasi menedżerowie mają pełny przegląd sytuacji na produkcji. Jedno spojrzenie wystarczy, aby się dowiedzieć, która maszyna uległa awarii, ile jest w stanie postoju nieplanowanego, ile przezbrajanych, a także jakie zlecenia są uruchomione na poszczególnych urządzeniach i kto obecnie jest operatorem — tłumaczy Radosław Kołacki.

Niedoinwestowany sektor

Czy rewolucja cyfrowa, na którą porwała się spółka Merx Polska, to w polskim przemyśle standard? Niestety nie. Informatyzacja polskiego przemysłu to mit, co może dziwić, zważywszy na korzyści, które daje. Tylko 34 proc. firm produkcyjnych wdrożyło system ERP. To i tak dużo powyżej średniej krajowej, która — według GUS — sięga 21 proc. Ale niepokojąco mało, jeśli wziąć pod uwagę spółki z innych ważnych dla gospodarki sektorów.

Wskaźnik dla operatorów telekomunikacyjnych i instytucji medialnych wynosi 66 proc., a dla dostawców energii — 44 proc. Równie niepokojące są wyniki badań zrealizowanych przez BPSC, chorzowską firmę technologiczną, wśród dyrektorów, kierowników i planistów z 350 przedsiębiorstw produkcyjnych, reprezentujących m.in. branżę metalową, tworzyw sztucznych, maszynową, meblarską i tekstyliów.

Niemal w co czwartej spółce stosuje się Excela, a tylko 2 proc. ma system APS (advanced planning system), służący do zaawansowanego harmonogramowania zleceń produkcyjnych.Rzadkością w naszych fabrykach są takie rozwiązania do planowania produkcji jak S&OP (sales and operations planning), MPS (master production scheduling) czy MRP (material requirements planning).

— Proces planowania produkcji jest często nazywany jądrem działania przedsiębiorstwa. Od niego zależą zarówno jakość i terminowość dostaw wyrobów gotowych, wydajność produkcji, jak i poziom stanów magazynowych czy koszt produktu. Tym bardziej martwi niedoinwestowanie naszych zakładów — podkreśla Maryla Pawlik, dyrektor sprzedaży w BPSC.

Wkurzeni planiści

W niektórych fabrykach informatyki jest za mało, w innych wprawdzie nie brak narzędzi IT, tyle że źle ze sobą współpracują. Nic dziwnego, że rozwiązania te nie spełniają potrzeb planistów. Tylko 53 proc. z nich usatysfakcjonowanych jest z tego, jak system wspiera obsługę zakłóceń w procesie planowania i zaledwie 19 proc. zadowala sposób, w jaki oprogramowanie uwzględnia zasoby mocy produkcyjnych.

— Brak dostępu do zaawansowanych systemów przetwarzania ma przełożenie na rynek pracy. Firma, która za pomocą IT nie optymalizuje produkcji, logistyki, finansów i innych procesów, nie może produkować szybciej i taniej. Przez co zagraniczny inwestor przenosi fabryki do innego kraju — tłumaczy Maryla Pawlik. Właściciele małych i średnich zakładów produkcyjnych niedostatek technologii tłumaczą krótkim „nie stać nas na to”. Argument ten powoli traci jednak rację bytu. Owszem, wdrożenia bywają drogie, ale ich zaniechanie kosztuje dużo więcej.

Możesz zainteresować się również: