Po czterech tygodniach wzrostów, nie mających precedensu od lat 30. ubiegłego
wieku, inwestorzy postanowili realizować zyski. Choć korekty można było
oczekiwać w związku z rozpoczynającym się we wtorek sezonem wyników kwartalnych,
na około półtorej godziny przed rozpoczęciem handlu nie było to wcale oczywiste.
Wydaje się, że sygnałem, który przesądził o zwiększonej podaży był raport Mike'a
Mayo z Calyon Securities, w którym wyraził on obawy co do wyników banków wobec
spodziewanych strat na kredytach, które jego zdaniem będą większe niż podczas
Wielkiego Kryzysu. Mayo dał rekomendację „sprzedaj” m.in. Fifth Third Bancorp,
KeyCorp, SunTrust Banks i U.S. Bancorp. Rekomendację “gorzej niż rynek” dał tak
znanym firmom, jak m.in. Bank of America, Citigroup, JP Morgan Chase i Wells
Fargo. Swoje dołożyła słynna analityczka Meredith Whitney, która w
rozmiewie ze Stevem Forbesem postawiła pod znakiem zapytania informacje o
poprawie wyników banków w pierwszych miesiącach roku. Informacje o tym
rozpoczęły marcowy rajd byków, który zakończył się ponad 20 proc.
wzrostem indeksów. Akcje większości z największych banków taniały na początku
sesji, w kilku przypadkach ponad 5 proc. To jednak niewiele w porównaniu z
przeceną akcji Sun Microsystems. Akcje producenta serwerów i oprogramowania
tracą jedną czwartą wartości po pojawieniu się pogłosek, że IBM zrezygnował z
jego przejęcie. Kurs „Big blue” spada o ułamek procenta.
MD
Na Wall Street jednak spadki
Amerykańskie rynki akcji zaczęły sesje spadkami indeksów. Inwestorzy uznali, że szansa na kontynuację wzrostów jest niewielka wobec pojawiających się negatywnych sygnałów.