Nabuzowany Orient

Wojciech Surmacz
01-12-2006, 00:00

Muzułmańscy biznesmeni zwierają szeregi pod auspicjami Turcji — zmęczonej umizgami do Unii Europejskiej.

Energia ich rozpiera.

Za dziesięć szósta. Muezin wzywa Allacha. Nowy Jork Wschodu budzi się do życia. Stambuł: ponad 16 milionów ludzi i blisko 4 miliony samochodów. Ulice zalewają rzeki aut. Rusza wieczny korek — największy koszmar tego miasta. Żeby w porę gdzieś dotrzeć, trzeba dodać ze dwie godziny do normalnego czasu przejazdu. Murat — profesjonalny przewodnik z licencją tureckiego ministerstwa turystyki — wyciąga do góry dłoń i pokazuje trzy palce.

— Tyle, czyli 3 proc. naszego kraju, leży w Europie. Reszta to wielka Azja. Właśnie tam wjeżdżamy — woła podekscytowany.

Most na Bosforze. Wielki znak: „Welcome to Asia”.

Tydzień przed przyjazdem Benedykta XVI do Turcji.

Allach sprawiedliwy

Od 22 do 25 listopada 2006 r. trwał w Stambule 10. kongres International Business Forum (IBF) — organizacji pozarządowej non profit, zrzeszającej muzułmańskich biznesmenów z całego świata.

Na otwarciu w audytorium Hotelu Grand Cevahir zebrało się ponad 1,7 tys. delegatów IBF z 55 krajów. Imam zaintonował sury Koranu. Dobre pięć minut w skupieniu i ciszy. Potem hymn turecki i występ młodzieżowego zespołu folklorystycznego. Chłopcy pięknie zatańczyli, a na koniec w podskokach wręczyli kwiaty tureckiej delegacji rządowej z premierem na czele. Chwila oddechu.

Nie na długo — projekcja filmu o cywilizacji Zachodu. Szybkie kadry: faszyzm II wojny światowej, inwazja w Iraku. Agresja, krew i zniszczenie. W tle grobowy głos lektora zachęca do przeciwstawienia się postępującej coraz dalej na Wschód cywilizacji śmierci. Szybkie przejście — nowoczesne fabryki, dynamiczny biznes. Turcja. Gospodarczy drapieżnik — w imię zjednoczenia gotów do współpracy z każdym islamskim bratem.

Pierwszy przemówił Dr Ömer Bolat, szef tureckiego niezależnego stowarzyszenia biznesmenów i przedsiębiorców MÜSIAD. Zarządzana przez niego organizacja równolegle do kongresu IBF od kilku lat organizuje targi MÜSIAD International Trade Fair. Głównie skierowane do krajów muzułmańskich (ponad 1,5 tys. biznesmenów z 50 krajów reprezentujących 450 firm na 27 tys. mkw. w stambulskim CNR EXPO).

— Muzułmanie stanowią 20 proc. populacji i tworzą tylko 5 proc. światowego obrotu finansowego, zaledwie 8 proc. światowego handlu i mają jedynie 6 proc. w globalnych inwestycjach zagranicznych. Nie wykorzystujemy potencjału. Musimy to zmienić. Nie czekajmy na jutro, by budować przyszłość. Dzisiaj jest ten dzień — nawoływał doktor Bolat.

Po nim wystąpił Erol Yarar, prezes International Business Forum. Zanim zaczął, poprosił o wniesienie na scenę wielkiego zdjęcia. Przedstawiało zrozpaczonego Palestyńczyka. Jego cała rodzina — 15 osób — zginęła w izraelskim ataku na Betanię w drugiej połowie listopada tego roku.

— Ten człowiek cudem ocalał. Sąsiad wyciągnął go z ruin domu. Ale co to za życie? Kto zabił jego dzieci? Gdzie szukać sprawiedliwości? Niech zdjęcie tego człowieka towarzyszy nam przez cały czas. Allach jest sprawiedliwy. Niech nas jednoczy — grzmiał do zebranych Yarar.

Turecka miłość

Każdy szanujący się Turek nie omieszka — przy byle okazji — wyeksponować swoich sympatii futbolowych. Piłka to w Turcji święta rzecz. W Stambule są trzy pierwszoligowe drużyny piłkarskie: Galatasaray, Besiktas i Fenerbahce. Pierwszy klub — ukochany przez europejską część metropolii. Najbardziej utytułowany w historii tureckiej piłki nożnej. Murat mówi, że nikt nie zrozumie jego miłości do tego klubu, dopóki nie pójdzie na Ali Sami Yen. Mecze Galatasaray to spektakle najbardziej fanatycznych kibiców w Turcji.

— Teraz w lidze prowadzi Fenerbahce. To najbogatszy klub turecki. Mają morze kasy, ale brak im duszy. Nigdy nie będą legendarni — opowiada z przejęciem Murat.

O Besiktasie tylko napomyka. Kibice stamtąd mają takie trochę za bardzo narodowe podejście do sprawy. A poza tym jest ich niewielu.

A co z wejściem Turcji do Unii Europejskiej? Murat macha ręką. Nie chce politykować. Tak od siebie tylko powie, że mu tam się wcale nie pali. Zresztą wszyscy jego młodzi znajomi z dużą rezerwą patrzą na integrację z UE.

— A bo to nam tutaj źle? Mało mamy przyjaciół na Bliskim Wschodzie? — rzuca zdawkowo turecki przewodnik.

A papież? Co z papieżem?

— Z otwartymi ramionami to go tutaj raczej nikt nie przywita — Murat zdobył się na dyplomatyczny ton.

Oczywiście wszystko niefor- malnie.

Mięśnie islamu

Ebrahim Rasool, premier Zachodniego Kraju Przylądkowego w Południowej Afryce, dziękował Turcji za jednoczenie muzułmanów z całego świata. I wołał do zebranych:

— Czarny Ląd was potrzebuje!

Po nim przemówił prof. Ekmeleddin Ihsanoglu, sekretarz generalny Organizacji Konferencji Islamskiej (OIC — Organization of the Islamic Conference). Rozgrzał wszystkich do czerwoności:

— Niektórzy już zdaje się zapomnieli, że islam to wielka cywilizacja. Musimy używać ekonomicznych mięśni, mocy finansowej. Kiedy się zjednoczymy, znajdziemy odpowiedzi na wszystkie pytania. Wierzę, że odpowiemy inteligentnie i skutecznie — w jego głosie czuć było napięcie.

Spojrzał na zdjęcie rozdartego emocjonalnie Palestyńczyka i zawołał pełen bólu:

— To, co się wydarzyło pięć dni temu w Palestynie, to był wstyd dla całego świata. To był akt terroryzmu!

Erol Yarar podchwycił ten ton, wykrzyczał:

— Musimy odbudować Betanię — wszyscy razem! Betania nigdy nie zginie!

I zapowiedział clou programu:

— Zapraszam pana premiera.

Premier Turcji Tayyip Erdogan wchodził na mównicę jak Dariusz Tiger Michalczewski na ring. Ostre rockowe riffy zaryczały w głośnikach. Szef tureckiego rządu rozpoczął energicznie — w burzy oklasków.

Ale zamiast ostrych słów pod adresem USA, Izraela czy wreszcie Unii Europejskiej zebrani na kongresie IBF usłyszeli bardzo wyważone wystąpienie. Wysokiej klasy dyplomata najpierw zaprezentował swój kraj. W jego słowach Turcja jawiła się bardzo atrakcyjnie — z wielu względów. Przede wszystkim błyskawicznie rozwijająca się gospodarka. Premier nie omieszkał wspomnieć o ekonomicznej integracji muzułmanów:

— Tegoroczny kongres IBF to wielka nadzieja na przyszłość. Musimy reagować na wszechobecną globalizację.

Milczał jak grób o tureckiej integracji z UE. Zapytany po przemówieniu o ten aspekt polityki zagranicznej Turcji, wymijająco odpowiedział, że rząd w Ankarze nie jest zbytnio zadowolony z ostatnich decyzji zapadających w Brukseli.

Gorzka prawda

Na placu między Błękitnym Meczetem i Hagia Sofia. Oddział uzbrojonej po zęby tureckiej policji w ordynku, gotowy do akcji. Murat wchodzi na ławkę i z góry krzyczy do grupy turystów:

— Tak bardzo nam na was zależy, że poprosiliśmy policję o zapewnienie wam specjalnej ochrony. Czujcie się bezpiecznie!

Oczywiście żartował. Turcy obawiają się zamieszek, gdy będzie tu Benedykt XVI. Muzułmańscy demonstranci rozdają pod Błękitnym Meczetem antypapieskie ulotki, policjanci bacznie ich obserwują. Wszystko odbywa się spokojnie. Bez zamieszek. Ale da się wyczuć duże napięcie. Głównie dlatego, że Turcy czują się bardzo rozgoryczeni tym przeciągającym się w nieskończoność procesem integracji z Unią Europejską.

Kürsad Tüzmen, minister ds. handlu zagranicznego — na nieformalnym spotkaniu:

— Kiedy byłem młody i szedłem na studia, cała Turcja żyła perspektywą wejścia w struktury UE. Unia była dla nas bardzo atrakcyjna. Dzisiaj mam już 48 lat. Wiele się zmieniło — nasz kraj jest silniejszy, a „dama” już nie tak pociągająca jak kiedyś. Mamy świetne wyniki ekonomiczne, trzy morza, za plecami bogatą Azję i doskonałe stosunki gospodarcze z sąsiadami. Czegóż nam więcej do szczęścia potrzeba? — pytał retorycznie Tüzmen.

Ömer Bolat, szef MÜSIAD-u — w prywatnej rozmowie — był bardziej dosadny:

— Zbyt długo czekamy w kolejce. Przyjęcie kandydatur Rumunii i Bułgarii przelało czarę goryczy. Unia nie daje nam wyboru. Zwracamy się na Wschód. Przecież kraje muzułmańskie to nasi naturalni sojusznicy gospodarczy. Tak brzmi wiadomość tureckiego biznesu dla administracji w Brukseli.

Energetycznie

Do 2020 roku Turcja zamierza zainwestować 128 miliardów dolarów w program budowy projektów energetycznych. Dr Mehmet Hilmi Güler, minister ds. energii i surowców naturalnych Turcji, kreśli przed swoim krajem świetlaną przyszłość. Pokazuje na mapie plany trzech ropociągów: z Iraku, Kazachstanu i Azerbejdżanu. Chwali się, że Turcja stanie się największym terminalem energetycznym łączącym Europę z Azją. Nie tylko ze względu na ropę. Na swojej mapie pokazuje bogate złoża gazu ziemnego. Za 4-5 lat będzie Turcji około 40 aktywnych źródeł tego surowca. Gaz popłynie na pewno dwoma nitkami: do Grecji i Włoch przez Adriatyk i do Bułgarii oraz Rumunii przez Morze Czarne.

— Dlatego teraz to my jesteśmy bardziej atrakcyjni dla Unii Europejskiej niż ona dla nas — dowodził turecki minister na drugiej sesji kongresu IBF pod hasłem „Inwestowanie finansowe”.

Tuż po nim miał wystąpić Ala Eddin Al-Araj, minister ekonomii Palestyny. Nie mógł się jednak wydostać ze Strefy Gazy. Nie przyjechał. Nie szkodzi. W jego zastępstwie pojawił się Mazen Sinokort, były minister handlu i przemysłu Palestyny. W błagalnym tonie:

— Ekonomia Palestyny znajduje się pod pełną kontrolą Izraela. Prosimy was wszystkich o pomoc!

I dziękował:

— Szczególnie podziękowania kierują w stronę Al-Jazeerah. Katarskie ekipy telewizyjne narażają swoje życie, by pokazać całą prawdę o Palestynie całemu światu.

Wywołany do tablicy Mohhamed Bader Al-Saba, wiceprezes Al-Jazeerah Satelite Network z Kataru, skomentował tę wypowiedź z dumą:

— To nasz obowiązek. Po prostu odpowiadamy na postępującą coraz bardziej na Wschód globalizację cywilizacji Zachodu. Dlatego zaczęliśmy nadawać w języku angielskim. Niech cały świat nas zrozumie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Nabuzowany Orient