Nacjonalizacja ze znakami zapytania

DI
opublikowano: 31-07-2012, 00:00

KOMENTARZ

JOLANTA KALECIŃSKA

partner w kancelarii prawnej White & Case

Pomysł ratowania spółek budowlanych poprzez nabywanie ich akcji przez państwowe agencje i ich dofinansowanie wart jest rozważenia, a nawet przygotowania konkretnych rozwiązań. W ostatnich dwóch latach za zgodą Komisji Europejskiej dochodziło do nacjonalizacji w sektorze bankowym. Czy jednak podobne rozwiązanie, w świetle regulacji dotyczących pomocy publicznej i ochrony swobody konkurencji, zostanie zaakceptowane?

Uzyskanie w Polsce zgody na nacjonalizację firm budowlanych na pewno nie będzie proste i wymaga dobrego przygotowania. Pytań jest wiele. W jaki sposób rząd będzie wybierał spółki, którym zdecyduje się pomóc? Czy pomoże wszystkim, które się zgłoszą? Jak długo udział państwa w kapitale tych firm potrwa? Jakie będą kryteria wyboru w przyszłych przetargach publicznych z udziałem firm znacjonalizowanych i tych, które pomocy rządu nie potrzebowały? Czy te „rządowe” nie będą faworyzowane? I wreszcie — skąd rząd zamierza pozyskać pieniądze na nabycie akcji spółek budowlanych?

Inna sprawa, czy nacjonalizacja firm, które nie są w stanie regulować swoich należności, przyniesie zakładany skutek i rzeczywiście się opłaci. Na branżę budowlaną mają istotny wpływ dwa czynniki: program budowy dróg i autostrad oraz zapotrzebowanie na nowe mieszkania. W latach 2011-12 na budowę dróg przeznaczono w Polsce ok. 66 mld złotych. a w roku 2013 może to być od 9 do 16 mld złotych. Wysokość kwot w latach 2014-20 nie jest znana, ale w porównaniu z obecnymi wydatkami ocenia się je jako skromne. Od stycznia weszła w życie rekomendacja „S” Komisji Nadzoru Finansowego zmieniająca zasady przyznawania kredytów mieszkaniowych. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Zmniejszyła się zdolność kredytowa kupujących i spadła liczba udzielanych kredytów. Zapotrzebowanie na mieszkania spada. Deweloperzy starają się rabatami zachęcić kupujących do nabycia już ukończonych mieszkań, a obecnie budowane są mniejsze i o niższym standardzie, czyli tańsze.

Zasadne są zatem obawy, że rynek się skurczy i być może nie będzie pracy dla wszystkich firm budowlanych, nawet jeśli niektóre nie upadną dzięki interwencji rządu. Inwestycje państwa w ten sektor mogą okazać się stratami na koszt podatnika. A na koniec może się okazać, że lepiej pomóc firmom budowlanym, zmieniając prawo zamówień publicznych i wdrażając kilka projektów pilotażowych budowy szpitali, żłobków, szkół, w ramach partnerstwa publiczno- -prywatnego. Byłoby to z korzyścią nie tylko dla firm budowlanych, ale również dla podatników. Rząd odniósłby też dodatkowe korzyści, przecież budowa żłobków i przedszkoli wpisuje się w politykę prorodzinną, a budowa szpitali w szeroko pojętą reformę służby zdrowia. Inne zmiany, na które czekają od lat nie tylko firmy budowlane, to nowa ustawa o planowaniu przestrzennym, zmiany w ustawie o gospodarce nieruchomościami i uproszczenie przepisów prawa budowlanego. A więc nawet bez ich nacjonalizacji jest w sferze legislacji co robić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu