Nad śmieciami będzie czuwał Wielki Brat

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2011-09-01 00:00

Urzędnicy chcą, by śmieciarki były kontrolowane przez GPS. Na tym lista ich życzeń się nie kończy.

Firmy czekają duże inwestycje. I to w przededniu rewolucyjnej ustawy

Urzędnicy chcą, by śmieciarki były kontrolowane przez GPS. Na tym lista ich życzeń się nie kończy.

Ministerstwo Środowiska wysłało niedawno do konsultacji społecznych projekt rozporządzenia nakładający nowe wymagania na przedsiębiorstwa zajmujące się odbiorem śmieci od właścicieli nieruchomości. Zgodnie z nim każda śmieciarka od przyszłego roku będzie musiała być wyposażona w GPS. "System nawigacji satelitarnych ma na celu ograniczenie zbędnych tras pojazdów i ułatwienie gminom monitorowania postępowania z odpadami. W przypadku nieprawidłowości (…) system przechowywania danych daje możliwość analizy sposobu postępowania z odpadami" — napisano w uzasadnieniu do projektu rozporządzenia.

Przedsiębiorcy, którzy odbierają odpady, mają przechowywać dane z GPS przez pięć lat.

— Jeśli chciałbym kontrolować kierowcę, mogę mu kupić GPS. Jeśli ministerstwo chce, by każdy samochód miał GPS, to niech za niego zapłaci — uważa Jan Jar z firmy Jar-Jan z podwarszawskiego Brwinowa.

Zapłaci Kowalski

Zresztą zakup GPS to niejedyny warunek stawiany firmom wywożącym śmieci. Resort chce, by każda firma miała minimum dwa samochody do przewozu śmieci różnego rodzaju oraz co najmniej dwie śmieciarki do odpadów segregowanych. Musi także mieć bazę magazynowo-transportową, która będzie wyposażona w punkt do bieżącej konserwacji i napraw pojazdów oraz ich mycia i dezynfekcji. W bazie muszą także być wyznaczone stanowiska do selektywnego zbierania odpadów. Firmy zajmujące się zbiórką odpadów czekają więc spore inwestycje. Wyposażenie śmieciarki w system nawigacji satelitarnej to kropla w morzu nakładów — kosztuje 2-4 tys. zł, natomiast zakup nowego pojazdu to, według resortu, koszt 300-500 tys., a przygotowanie bazy — 1 mln zł.

To się opłaci

Większość tych kosztów firmy komunalne przerzucą na gminy. Zgodnie bowiem z tzw. ustawą śmieciową, która wchodzi w życie od nowego roku, to one będą podpisywać umowy z firmami na odbiór śmieci od mieszkańców, których obciążą opłatą śmieciową.

— W konsekwencji zapłaci Kowalski — ostrzega Jan Jar.

Mimo groźby wzrostu kosztów gminy są "za".

— Rozwiązania proponowane w projekcie rozporządzenia mogą mieć także pozytywne skutki. Objęcie wszystkich mieszkańców tzw. podatkiem śmieciowym przy jednoczesnym wprowadzeniu monitoringu GPS dla wszystkich śmieciarek może raz na zawsze wyeliminować dzikie wysypiska śmieci. Ich usuwanie pochłania niemałe koszty, które podnoszą bilans końcowy wydatków na odbiór i utylizację odpadów komunalnych. Może się zatem okazać, że całkowite koszty odbioru i przeróbki odpadów będą takie jak obecnie lub niewiele większe — uważa Robert Szydlik, radny Rady Miejskiej w Tłuszczu.

— Wiele przedsiębiorstw zajmujących się odbiorem odpadów komunalnych ma już flotę samochodów przystosowaną do odbioru śmieci. Coraz częściej stałym wyposażeniem jest także GPS. Jeśli natomiast okaże się, że jakaś firma nie będzie miała odpowiedniego sprzętu czy bazy, a będzie chciała dla gminy świadczyć usługi, to przecież może utworzyć konsorcjum — uważa Robert Perkowski, burmistrz Ząbek.

W branży panuje jednak przekonanie, że nowe wymogi stawiane zarówno przez ustawę śmieciową, jak i projekt rozporządzenia wyeliminują wielu graczy z rynku. Coś w tym jest.

— Będziemy działać tylko do końca roku. Na rynku zrobiło się nieciekawie. Zajmiemy się czymś innym — usłyszeliśmy w firmie RS Serwis z Ząbek.