Nadal walczymy o Hyundaia

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2003-10-20 00:00

Polska zaproponowała Hyundaiowi kilka lokalizacji. Na decyzję poczeka do końca roku — mówi Sebastian Mikosz, wiceprezes PAIIZ.

„Premier Leszek Miller zachęcał w ubiegłym tygodniu przedstawicieli Hyundai Motor i KIA do lokalizacji inwestycji w Polsce. Koncernowi przedstawiono ogólne warunki ekonomiczne, polityczne i socjalne inwestowania w Polsce” — tak lakonicznie rząd skwitował wizytę wiceprzewodniczącego południowokoreańskiego koncernu, który chce zainwestować w fabrykę w Europie Środkowej około 400 mln EUR (1,8 mld zł).

— Pierwszym testem naszej wiarygodności jest zachowanie tajemnicy co do szczegółów rozmów. Połowa porażki przy inwestycji Peugeota miała źródło w tym, że media za dużo wiedziały i ujawniały — tak Sebastian Mikosz, wiceprezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ), tłumaczy wstrzemięźliwość w udzielaniu informacji o Hyundaiu.

Przyznaje, że decyzja o lokalizacji fabryki, o którą walczą Czechy, Węgry, Słowacja i Polska, zapadnie do końca roku, choć obecnie Hyundai prowadzi dopiero wstępne rozmowy. Polska zaproponowała Koreańczykom „wiele” lokalizacji.

— Koncern nie podjął jeszcze decyzji, żaden z krajów nie został wyeliminowany, żaden nie jest też faworyzowany. Nie będę oceniał ofert innych krajów, bo ich nie znam, podobnie jak inni nie znają propozycji Polski. Obecnie czekamy na kolejną wizytę Hyundaia — mówi wiceprezes PAIIZ.

Inwestycja Hyundaia znakomicie poprawiłaby polskie statystyki. Ten rok pod względem wartości napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych nie będzie dobry: w pierwszym półroczu zagraniczne firmy zostawiły zaledwie 2,5 mld USD (9,9 mld zł), o 702 mln USD mniej niż w analogicznym okresie 2002 r.

— Do Polski napływa ostatnio sporo ciekawych inwestycji w najnowsze technologie. Niemieckie linie Lufthansa przenoszą do Krakowa księgowość na całą Europę. Amerykański koncern Honeywell również w Krakowie umieścił centrum zakupów na Europę Środkową i Wschodnią. Zatrudni 30 inżynierów, którzy szukają w Polsce dostawców. Walczymy o przeniesie do Polski dwóch centrów projektowych — z branży telekomunikacyjno-technologicznej oraz przemysłu lotniczego. Takie inwestycje są mało spektakularne, ale mają równie dużą wartość dla gospodarki jak inwestycje tradycyjne — uważa Sebastian Mikosz.

Wiceprezes PAIIZ twierdzi, że zaledwie kilka polskich gmin potrafi walczyć o inwestycje.

— Pozytywnym przykładem jest Radomsko, które zdefiniowało, jakiego typu inwestycji szuka i przygotowało infrastrukturę. Dzięki temu obecnie ofertę tego miasta możemy przedstawiać wielu firmom. Niestety, na ogół wójt pokazuje inwestorowi pole i mówi, że zbuduje drogę i doprowadzi prąd, kiedy będzie taka potrzeba. Tymczasem w przypadku inwestycji sprawy odbywają się tu i teraz. To tak, jakby osobie, która chce kupić samochód, proponować motorynkę i obiecywać, że doda się do niej dwa koła i będzie auto — mówi wiceprezes PAIIZ.

Jego zdaniem, gmina, która ma gotowy produkt, dziesięciokrotnie zwiększa swoje szanse na zdobycie inwestora. Sebastian Mikosz zachęca też gminy do współpracy.

— Tak się robi we Francji, gdzie kilka gmin wyznacza wspólny teren, każda z nich inwestuje w infrastrukturę i sukces gwarantowany — mówi Sebastian Mikosz.