Nadmiar atrakcji też szkodzi

Mirosław konkel
opublikowano: 20-11-2009, 00:00

Na co powinni zwrócić uwagę organizatorzy incentive travel, aby przygoda nie zamieniła się w koszmar?

Na co powinni zwrócić uwagę organizatorzy incentive travel, aby przygoda nie zamieniła się w koszmar?

Pokazy sztuk walki, występy strongmanów, paintball, karaoke. Niekiedy miejskie gry fabularne lub przejażdżka bolidem Formuły 1. Innym razem kąpiel w przerębli na Islandii, nurkowanie w Wielkiej Rafie, spływem pontonem po górskiej rzece… Pomysłowość organizatorów incentive travel nie zna granic.

Katarzyna Lorenc, wiceprezes firmy konsultingowej 4businesspeople, docenia kreatywność i fantazję. Ale przypomina, że nietypowe atrakcje nie mogą przyćmić podstawowego celu tego typu wyjazdów: integracji, motywacji i edukacji. Specjalistka postuluje zachowanie równowagi zwłaszcza między rekreacją a częścią szkoleniową.

— Co z tego, że na pracowników czeka moc rozrywek, skoro w ośrodkach, pensjonatach czy hotelach często brakuje dużych, jasnych sal, w których można efektywnie prowadzić warsztaty i treningi — mówi Katarzyna Lorenc.

Na inne zagrożenie zwraca uwagę Jacek Santorski, psycholog biznesu. Jak mówi, organizatorzy incentive nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że każdy uczestnik ma inne zapotrzebowanie na bodźce, wrażenia, nowości, adrenalinę. A zwykle jest tak, że wszyscy pracownicy skaczą na bungee lub walczą z chorobą morską na okręcie Wikingów. Tymczasem część wolałaby łowić ryby w jeziorze lub po prostu iść na piwo do najbliższego pubu.

— Większość programów tworzy się pod kątem hiperaktywnych ekstrawertyków, typowych samców alfa, a przecież introwertyczny księgowy czy wrażliwy informatyk raczej unika ekstremalnych przeżyć. Trzeba uwzględniać różnice w charakterach i temperamentach — podkreśla Jacek Santorski.

Inny błąd popełniają pracodawcy. Fundując menedżerom i specjalistom coraz droższe wyjazdy, zapominają, że w miarę jedzenia apetyt rośnie. Dariusz Kowalczyk, trener rozwoju osobistego, uważa, że niespodzianki trzeba dozować.

— Jeśli w tym roku firma wysyła pracownika w szwajcarskie Alpy, to za rok będzie chciał jechać w Andy, a za dwa lata w Himalaje — śmieje się szkoleniowiec.

Według niego o niepowtarzalności wyjazdu wcale nie decyduje egzotyka miejsca czy bogactwo atrakcji. Najważniejsza jest atmosfera, pozytywne relacje między ludźmi.

— Lepiej bawić się w dobrym towarzystwie na Mazurach niż w złym na Mauritiusie — podkreśla Dariusz Kowalczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy