Zelmer zarobił w 2003 r. 13 mln zł. Zaraz po wyborze doradcy prywatyzacyjnego chce zacząć prace nad prospektem emisyjnym.
Osiem firm złożyło w Ministerstwie Skarbu Państwa (MSP) oferty na doradztwo przy prywatyzacji Zelmera, producenta drobnego sprzętu AGD. Andrzej Libold, szef rzeszowskiej fabryki, liczy, że tuż po wyborze doradcy i audycie wyników rozpocznie się przygotowywanie prospektu emisyjnego. Zelmer chciałby zadebiutować na giełdzie na początku 2005 r.
— Zależy nam na prywatyzacji, która pozwoli fabryce się rozwijać. Mamy dobre wyniki finansowe, które pozwalają na utrzymanie samodzielności. Więcej korzyści może przynieść upublicznienie przez giełdę niż wybór inwestora branżowego — uważa Andrzej Libold.
Skok z dna
Zelmer zamknął 2003 r. z 13 mln zł zysku. Wartość sprzedaży przekroczyła 256 mln zł. Kiedy dwa lata temu rozpoczynała się restrukturyzacja spółki, strata sięgała 20 mln zł.
— 13 mln zł to czysty zysk. Wcześniej utworzyliśmy 3,5 mln zł rezerw na odprawy dla odchodzących pracowników. Spłaciliśmy 35 mln zł starych długów. W tej chwili spółka nie ma żadnych kredytów, a nawet niewielką nadpłynność finansową — wylicza prezes.
Zelmer zwiększył sprzedaż prawie we wszystkich głównych produktach — średnio o 20 proc. zarówno według wartości, jak i liczby sprzedanych urządzeń.
— Największą dynamikę mieliśmy w sprzedaży czajników — ponad 60 proc. Zmniejszyła się natomiast prawie o 8 proc. sprzedaż odkurzaczy, ale jest to spowodowane skurczeniem całego rynku tych urządzeń. Spadki zanotowały największe światowe koncerny AGD, ale my utrzymaliśmy w tym segmencie pozycję lidera w kraju. Według różnych statystyk, do Zelmera należy 51-53,5 proc. rynku — mówi Andrzej Libold.
Spadek kontrolowany
W 2003 r. zmniejszył się też eksport spółki, i to o 12 proc. Zdaniem jej szefa, ograniczenie było konieczne, bo wcześniejsze umowy eksportowe dawały pozorne korzyści.
— Z zagranicznej sprzedaży wpłynęło w 2003 r. 98 mln zł, ale mam pewność otrzymania tych pieniędzy. We wcześniejszym okresie spółka notowała wysoką dynamikę eksportu, ale tylko na papierze. Zlikwidowaliśmy sprzedaż nierentownych wyrobów i ograniczyliśmy się tylko do sprawdzonych partnerów — zapewnia prezes Libold.



