Nadpodaż mieszkań to tylko mit

Andrzej Kawalec
opublikowano: 30-11-2012, 00:00

Ostatnio w prasie pojawiły się pesymistyczne opinie dotyczące perspektyw branży nieruchomości w Polsce, oparte między innymi na argumencie, że liczba gospodarstw domowych zmniejszy się przy jednoczesnym wzroście liczby dostępnych mieszkań.

Rezultatem miałaby być już w 2022 r. nadpodaż lokali mieszkaniowych wynosząca ponad 0,5 mln. Analiza ta oparta została na zbyt wielu uproszczeniach, które prowadzą do błędnej konkluzji.

Zasób mieszkaniowy w Polsce wciąż jest wyraźnie mniejszy niż w Europie, nawet w porównaniu z naszymi uboższymi sąsiadami, jak Rumunia czy Ukraina. Poziom życia Polaków nadal odbiega od poziomu życia mieszkańców Unii Europejskiej, lecz wraz z postępującym bogaceniem się społeczeństwa różnice będą stopniowo zanikać. W Polsce duża część społeczeństwa (39 proc. populacji wobec 20 proc. średnio w Europie) wciąż mieszka na obszarach wiejskich, dlatego można założyć, że proces migracji do dużych miast będzie kontynuowany, generując zapotrzebowanie na lokale mieszkalne.

Mniejsze miasta i miasteczka, szczególnie w północnej i wschodniej Polsce, będą się stopniowo kurczyć na rzecz metropolii leżących na zachód i południe od pasa ciągnącego się z Warszawy do Poznania i z Warszawy do Krakowa (z niektórymi wyjątkami, jak np. Łódź), które docelowo będą tworzyły największą cześć polskiego PKB. Ponadto liczba gospodarstw domowych w Polsce przez długi czas będzie wzrastać. GUS wskazuje, że przeciętna liczba osób w gospodarstwie domowym wynosi 2,87. Współczynnik ten nieustannie się obniża — w 2000 r. wynosił 3,08. Oznacza to, że mamy dziś 13,4 mln gospodarstw domowych. Polska jest krajem, który dopiero przechodzi początek potężnej ewolucji społecznej, której konsekwencjąbędzie drastyczny wzrost liczby gospodarstw domowych, prawdopodobnie aż do 18-19 mln, do momentu osiągnięcia docelowego współczynnika 2,0-2,1 osoby na gospodarstwo domowe, który charakteryzuje obecnie m.in. społeczeństwo w Niemczech, czyli kraju, w którym rewolucja obyczajowa rozpoczęła się w latach 70., ponad 25 lat przed Polską. Powodem tego będą: rozwody i związane z nimi podziały rodzin, dłuższe życie społeczeństwa i fakt, że w późnym wieku ludzie najczęściej żyją samotnie oraz mnożące się sytuacje, w których ludzie mieszkają w jednym miejscu, a pracują w innym lub mieszkają w jednym, a odpoczywają w drugim.

Dynamiczny wzrost liczby gospodarstw domowych oraz kontynuacja migracji wewnątrz Polski będą się wiązały z koniecznością wyburzenia wielu mieszkań w rejonach najsilniejszej depopulacji oraz dalszym bogaceniem się społeczeństwa poszukującego większego komfortu (większej powierzchni na jedną osobę, ale też niechcącego mieszkać w subkomfortowych mieszkaniach, np. z wielkiej płyty), co będzie stanowić podstawowy bodziec do dalszej rozbudowy zasobu mieszkaniowego w Polsce, oczywiście w miejscach o dużej podaży pracy, czyli w metropoliach Polski południowo-zachodniej i w Warszawie.

Andrzej Kawalec

prezes Fenix Group

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Kawalec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu