Nadszedł czas specjalizacji w branży

Dorota Kaczyńska
26-05-2003, 00:00

Firmy z jednego sektora starające się o certyfikat, korzystają z usług tych samych jednostek.

Polski rynek certyfikacji nadal różni się znacznie od unijnego. Przede wszystkim, kraje Europy Zachodniej charakteryzują się takim stopniem jego nasycenia, do jakiego Polsce jeszcze daleko. Druga, istotna różnica polega na ciągle jeszcze niskim poziomie wiedzy o krajowych systemach zarządzania jakością (SZJ).

Wymagania rynku

W krajach Unii przedsiębiorcy sięgają po certyfikaty udzielane przez jednostki wyspecjalizowane w obsłudze konkretnych sektorów. Podział rynku jest tam klarowny. Każdy certyfikator jest ściśle powiązany z daną branżą. Wybór jest więc prosty.

W Polsce natomiast nie ma jednoznacznych reguł. Przedsiębiorcy pytani o kryteria wyboru zwracają uwagę na sposób wykonania usługi, jej cenę i markę certyfikatora. Jednak w rzeczywistości kryteria te spychane są na plan dalszy. Najważniejsza jest specyfika działalności organizacji, a zwłaszcza jej powiązania rynkowe.

Firmy ograniczające swoją działalność do rodzimego rynku wybierają zwykle takie jednostki, jak Polskie Centrum Badań i Certyfikacji czy Polski Rejestr Statków. Natomiast do przedstawicielstw zachodnich firm certyfikacyjnych kierują się przedsiębiorcy, którzy mają zagranicznych odbiorców. Silną grupę tworzą w Polsce jednostki niemieckie, ponieważ ponad 30 proc. naszego eksportu trafia właśnie do tego kraju.

Reguły obowiązujące w Unii powoli przenika- ją jednak na polski grunt. Poszczególni certyfikatorzy zaczynają być kojarzeni z konkretnymi branżami. Wiele wskazuje na to, że tendencja ta będzie się pogłębiać. Zwłaszcza że ubiegające się o certyfikat firmy zwykle kierują swoje kroki do tych samych jednostek, z usług których korzystali ich rynkowi rywale.

Potrzebne ISO

Zmiana jednostki w przypadku recertyfikacji jest oczywiście możliwa, w praktyce jednak rzadko do niej dochodzi. Zdaniem Marka Walczaka, kierownika UDT-Cert, z czasem zjawisko to powinno się nasilić. To naturalny etap rozwoju rynku. Zwłaszcza że liczba wdrażanych systemów będzie z roku na rok wzrastać.

— Przyczyni się do tego m.in. wprowadzenie Europejskiego Systemu Zapewniania Bezpieczeństwa Wyrobów, który nadał szczególny status normom ISO 9000. Podmioty, które wdrożyły SZJ zgodny z normą ISO 9001, zatwierdzony i nadzorowany przez jednostkę notyfikowaną, mają już uproszczoną drogę do oznakowania wyrobu znakiem CE. Potwierdzenie zgodności wyrobów z wymaganiami dyrektyw nowego podejścia jest w ich przypadku również tańsze. Zachodnie firmy przywiązują dużą wagę do takiej możliwości ze względu na obniżenie kosztów — tłumaczy Marek Walczak.

Na razie jednak dla Polaków najsilniejszą motywacją do wdrożenia systemu opartego na normie ISO 9000 pozostają wymagania klienta lub kontrahenta. Częste są także sytuacje, gdy wymaga się od podwykonawcy czy poddostawcy wdrożenia systemu zarządzania jakością, ceryfikowanego oczywiście przez wskazaną jednostkę.

Ale, jak twierdzi Marek Walczak, przybywa menedżerów, którzy rozumieją, że ich firma więcej skorzysta na stosowaniu systemu niż na samym fakcie jego wdrożenia i certyfikacji.

— Przedsiębiorcy uświadamiają sobie, do czego rzeczywiście służą te systemy. Posługując się liczbami, można wykazać, że około 30 proc. korzyści wynikających z uzyskania certyfikatu to sam fakt wdrożenia systemu. Dalsze 70 proc. to korzyści zarezerwowane tylko dla tych, którzy właściwie wykorzystują narzędzie, jakim jest SZJ — podsumowuje Marek Walczak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Kaczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Nadszedł czas specjalizacji w branży