Naftowcy wybierają się na wydobywcze zakupy

Paweł Janas
opublikowano: 07-01-2009, 00:00

Przecena firm wydobywczych powinna zachęcić polskie spółki do zakupów. Tyle teoria, bo w praktyce nie będzie tak różowo.

Przecena firm wydobywczych powinna zachęcić polskie spółki do zakupów. Tyle teoria, bo w praktyce nie będzie tak różowo.

Załamanie się rynków finansowych, recesja i stosunkowo niska cena ropy naftowej nie oszczędziły żadnej firmy z sektora naftowego. Szczególnie dotkliwie odczuło to wiele mniejszych firm, zajmujących się wydobyciem tego surowca. Ich wartość drastycznie spadła, a narastające problemy ze spłacaniem lub zaciągnięciem kredytów nie dają wyboru: coraz częściej myślą o sprzedaży części lub całości aktywów. Te okazje starają się wykorzystać więksi i bardziej posażni. Wśród nich jest największa rodzima spółka paliwowa Orlen.

— Mamy na celowniku dwie spółki wydobywcze. Analizujemy możliwości ich zakupu — informuje Jacek Krawiec, prezes płockiego giganta.

Szczegółów nie ujawnia.

Jest tanio — trzeba brać

To niejedyna spółka wypatrująca okazji.

— Sytuacja na rynku stwarza niepowtarzalną okazję, by kupować po cenach wyraźnie niższych niż jeszcze rok temu — podkreśla Tim M. Elliott, prezes Kulczyk Oil Ventures.

Do niedawna oceniał, że niektóre aktywa warte wcześniej 30-50 mln USD można teraz kupić za 5 mln USD. Spółka — podobnie jak Orlen — przygląda się kilku takim projektom.

Nie oznacza to, że można brać wszystko, wszędzie i za każde pieniądze. Jak zauważa Henrik Carlsen, prezes Lotos Exploration Production Norge (spółka zależna Grupy Lotos), mimo iż wartość rynkowa spółek wydobywczych spadła, ich właściciele nie chcą ich sprzedawać po obecnych cenach. Liczą, że ceny ropy wzrosną, a wraz z nimi wyceny spó- łek. Poza tym uważają, że wartość aktywów jest dziś znacznie wyższa niż wyceny rynkowe.

— Nie sądzę więc, by wiele spółek zostało sprzedanych w całości. Ich właściciele będą raczej starali się sprzedawać wybrane aktywa — mówi Henrik Carlsen.

Ryzyko czyha

Eksperci mają jednak wątpliwości, czy naprawdę na rynku pojawią się "dobre projekty" do przejęcia po bardzo atrakcyjnych cenach.

— Nawet gdyby tak się stało, problemem będzie wycena takich spółek i zdobycie funduszy na ich przejęcie — tłumaczy Jacek Wróblewski, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

Analitycy zwracają też uwagę, że kluczowe czynniki dla przeprowadzenia projektu wydobywczego (m.in. ceny ropy i warunki finansowania) są tak niestabilne, że przygotowanie dobrego biznesplanu jest prawie niemożliwe.

— Zwłaszcza w przypadku Orlenu, który nie ma doświadczenia w tego typu zagranicznych projektach, dwa razy bym się zastanowił — twierdzi Przemysław Wipler, dyrektor generalny Instytutu Jagiellońskiego i ekspert m.in. ds. energetyki.

Ryzyko niepowodzenia jest duże. Dlaczego? Zdaniem ekspertów, mogą pojawić się na przykład kłopoty z zamknięciem finansowania, a niektóre rynki — głównie rosyjski — nie są zbyt bezpieczne ze względu na silną rolę państwa. Jacek Krawiec jednak wcześniej wykluczał zaangażowanie u naszego wschodniego sąsiada. Nie brakuje też silnej konkurencji ze strony dużych koncernów oraz nowych graczy z Chin.

— Spodziewałbym się więc, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem dla ewentualnych polskich inwestycji w wydobycie będzie raczej uzyskiwanie pakietów mniejszościowych w przedsięwzięciach zarządzanych przez doświadczonych graczy — twierdzi Paweł Nierada, ekspert ds. energetyki z Instytutu Sobieskiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu